Libertas Declana Ganleya – ruch na rzecz demokratycznej Europy
[Wpis z dnia 1 lutego 2009 r. przeniesiony z WordPress.com]
Późniejszy sposób powołąnia Libertas Polska zaprzeczył idei głoszonej przez Declana Ganleya
Declan Ganley – człowiek, który przekonał Irlandczyków do odrzucenia Traktatu z Lizbony, spotkał się w Krakowie z kardynałem Stanisławem Dziwiszem. W poniedziałek ma zostać otwarte polskie biuro jego nowej partii Libertas – dowiedział się portal tvn24.pl. Ganley przyjechał do Polski, by promować swoją nową partię Libertas. Jej główne cele to dążenie do zmniejszenia unijnej biurokracji i zdecydowany sprzeciw wobec Traktatu Lizbońskiego, który irlandzki polityk uważa za “antydemokratyczny”. Z kardynałem Dziwiszem jednak o polityce nie rozmawiał – jak sam zapewnia – lecz o polskich korzeniach swojej żony i urokach Krakowa. Lizbonie mówimy “nie” Po rozmowie z kardynałem Dziwiszem, Ganley spotkał się z dziennikarzami, by przedstawić swoje poglądy w związku z planowanym udziałem jego partii w wyborach od parlamentu europejskiego. – Jeśli projekt wspólnej Europy ma się powieść i jeśli w Europie ma panować demokracja, to Traktat Lizboński, który jest na prawdę bardzo złą wersją konstytucji europejskiej, musi zostać odrzucony – przekonywał Ganley. Jego główny postulat to taka forma organizacji władzy w Unii Europejskiej, która umożliwiałaby podejmowanie decyzji zwykłym obywatelom na drodze głosowania. Władza w Europie – w opinii Ganleya – pozostawałaby tym samym pod kontrolą wyborców. – Nie może być tak, że decyzje podejmowane w Brukseli pozostają pod niczyją kontrolą i nikt nie weryfikuje tego, co uchwalają urzędnicy – powiedział Irlandczyk. Jego zdaniem, istnieje bardzo silne lobby wewnątrz władz Unii, które nie licząc się z wolą mieszkańców kontynentu działa na rzecz wprowadzania przepisów korzystnych wyłącznie dla siebie. [tvn24.pl]
Warto zwrócić uwagę, że informacje prasowe o powstającym w Polsce oddziale paneuropejskiego ruchu obywatelskiego LIBERTAS opatrzone są tytułami i komentarzami, iż “w Polsce powstaje antyeropejski przyczółek”. Taka etykieta ruchu Libertas nie jest zgodna z deklaracjami Declana Ganleya. Sprzeciw wobec brukselskiej biurokracji i zdecydowane “nie” dla Traktatu Lizbońskiego, który tę biurokrację umacnia i wyznacza zły kierunek dla dalszej integracji europejskiej nie może być utożsamiany z “eurosceptycyzmem”.
To bardzo dobrze dla wizerunku ruchu Libertas, że Declan Ganley rozpoczął swoją wizytę w Polsce od spotkania z Kardynałem Stanisławem Dziwiszem. Kardynł Stanisław Dziwisz utożsamiany jest z “łagiewnickim” nurtem intelektualnym w polskim kościele. Dzisiaj w Warszawie Declan Ganley będzie gościem działaczy Ligii Polskich Rodzin, którym bliżej jednak do nurtu “toruńskiego” niż “łagiewnickiego”. Z punktu widzenia celów wyborczych – czyli uzyskania przez Libertas możliwie dobrego wyniku w wyborach do Parlamentu Europejskiego – poparcie elektoratu, który jest istotnie antyeuropejski a swoje motywacje w nieco schematyczny (żeby nie powiedzieć prymitywny) sposób, uzasadnia zagrożeniem dla polskiej suwerenności w Europie i obawą zdominowania instytucji europejskich przez Niemców, jest zrozumiałe. Kazdy głos w wyborach sprzeciwiający się Traktatowi Lizbońskiemu, bez względu na motywacje, jest cenny. Jednak Libertas powinno dbac o swój wizerunek ruchu sprzeciwiającego się brukselskiej biurokracji i Traktatowi Lizbońskiemu jako takiemu. Zwrócić bowiem trzeba uwagę, że pośród tzw. “euroentuzjastów” Traktat Lizboński jako tekst prawniczy też ma nie najlepsze opinie a jego poparcie częstokroć motywowane jest w kategoriach “mniejszego zła” – na zasadzie lepszy taki traktat niż żaden.
Otóż dla Europy lepiej by było gdyby Traktat Lizboński (jako mniejsze zło) jednak nie wszedł w życie. To zmusiłoby elity unijne do poważnej refleksji nad przyszłością Unii. “Mniejsze zło” utrwali jedynie zbiurokratyzowanie Unii Europejskiej i wyznaczy kierunki jej rozwoju jako Unii coraz bardziej oddalającej się od obywatela.
Dla Libertas niezwykle ważne będą najbliższe dni i porozumienia zawarte z róznymi siłami politycznymi w Polsce. Jeśli Declan Ganley pozwoli na zdominowanie tworzącego się ruchu przez politykow dotychczas zwizanych z partiami katolickiej prawicy, pewnie pozyska nieco głosów z tej strony sceny politycznej ale straci możliwosć pozyskania głosów tych, którzy będąc w politycznie liberalnym centrum, wbrew opinii rodzimych biurokratów, sprzeciwiają się Traktatowi Lizbońskiemu i chcieliby Unii Europejskiej innego, bardziej demokratycznego i obywatelskiego kształtu. Z drugiej zaś strony Libertas w pewien naturalny sposób skazane jest na rozmowy i jakąs formę współpracy z politykami, którzy wobec Traktatu Lizbońskiego byli krytyczni bez względu na motywacje. Jak dotąd Libertas przedstawiało swój program negatywny (NIE dla Traktatu Lizbońskiego), czy Declanowi Ganleyowi uda się przekonać polską prawicę dla programu pozytywnego (TAK dla Europy demokratycznej i obywatelskiej) – nie wiadomo. Zadanie zaiste jest niełatwe. A od tego zalezy wizerunek Libertas, które i tak będzie atakowane ze wszystkich możliwych stron.











































