Jak przystało na mac’usera – a MacLawye® zajmuje się nie tylko prawem i polityką, ale także promocją Mac’ów i produktów Apple’a w codziennej pracy i użytkowymi zastosowaniami Internetu – MacLawye® z zespołem prowadzi w sieci stronę dedykowaną iPhone’om informującą o przebiegu kampanii wyborczej Andrzeja Olechowskiego.
Strona dostarcza informacji ze strony oficjalnej Dr. Andrzeja Olechowskiego a jej prezentację na ekranie komputera, można zobaczyć tutaj; natomiast zasoby strony można przejrzeć na komputerze (chociaż na ekranie komputera strona atrakcyjna nie jest) tutaj.
Na stronie:
- aktualności i artykuły prasowe ze strony oficjalnej;
- skróty informacji z sieci, z linkami do stron źródłowych;
- terminarz spotkań wyborczych Andrzeja Olechowskiego prowadzony przez szatb wyborczy;
- wideo z onet.TV i materiały własne;
- bezpośrednie wpisy i foto ze spotkań wyborczych.
Wystarczy, że w przeglądarce Safari na swoim iPhonie wpiszesz iphone.olechowski.net.pl następnie z menu systemowego wybierzesz dodaj [+] i komendę [Dodaj jako ikonę] i już
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze .TV – live po prawej, klikając w miniaturkę głośnika.
11 lutego o godzinie 17:30 wideoczat na żywo z Andrzejem Olechowskim na PinoTV.pl – połączony z prezentacją nowej witryny internetowej!!!
Czat potrwa ok. godziny i będzie dostępny dla wszystkich zainteresowanych.
To doskonałe miejsce do zadawania pytań, na które nie ma możliwości i czasu w tradycyjnych mediach i wywiadach.
Aby uczestniczyć w wideoczacie, należy 11 liutego o 17:30 połączyć się z kanałem internetowej telewizji Andrzeja Olechowskiego na pinotv.pl pod adresem:
http://pinotv.pl/kanal/andrzej-olechowski
Tak to – mniej więcej – wyglądało dzisiaj:
Donald Tusk spotkał się z Internautami. (W zasadzie, spotkanie jeszcze tra). Po wystąpieniu Piotra Waglowskiego można było spokojnie wyłączyć komputer i przestać się całym tem medialnym show interesować. Vagla zwrócił uwagę, że Pan Premier przyznał, iż uzasadnienie projektu ustawy, o której Pan Premier z Internautami dyskutuje jest dopiero pisane (a to by oznaczało, że treść projektu rząd przyjął bez uzasadnienia); oraz zwrócił uwagę, że w Internecie, rząd nie opublikował treści projektu ustawy.
No to jeśli Vagla ma rację – a zazwyczaj ma – znaczyłoby, że rząd Donalda Tuska projekt ustawy przyjął bezmyślnie, Internautom nie dał możliwości zapoznania się z jego treścią; a całe spotkanie nagłośnione i na żywo transmitowane w Internecie jest po to tylko, żeby Panu Premierowi parę punktów w sondażach podskoczyło (jak zwykle zresztą).
Zobacz, co powiedział Vagla:
A tak wyglądał czat z Premierem:
W relacji na stronach KPRM napisano:
Donald Tusk zaznaczył, że konieczna jest walka z przestępczością, występującą zarówno w świecie rzeczywistym, jak i wirtualnym. – W interesie wszystkich jest, żeby to, co jest przestępczością w świecie realnym, nie pleniło się w świecie wirtualnym, bo nie znajdziemy skutecznych sposobów ścigania – podkreślił. – Dla przestępczości w Internecie nie może być większej swobody i tolerancji tylko dlatego, że to Internet – wyjaśnił Donald Tusk.
Tyle tylko, że Tusk nie wyjaśnił dlaczego przestępstw internetowych nie można ścigać przy użyciu instytucji procedur karnych a regulacje Internetu mają być pomieszczone w ustawie hazardowej ???
A może przystąpić do pracy nad kompleksowym “Prawem Internetu” – teoretycznie pomysł dobry, ale rządowi legislatorzy pewnie zafundowaliby Internautom takie prawo, że komputery same by się spaliły (ze wstydu).
W czasach gdy kodyfikacje były wprowadzane do systemu prawnego w drodze rozporządzeń z mocą ustawy, wydawanych przez prezydenta, były opracowywane przez wąskie grono specjalistów; rządowy proces legislacyjny, uzgodnienia międzyresortowe oraz późniejsze poprawki, które może zgłosić każdy poseł, raczej wykluczają stworzenie “Prawa Internetu” w jednej ustawie – chyba, że z inicjatywą wystąpiłby przyszły prezydent…
Andrzej Olechowski komentując zamieszanie wewnątrz Stronnictwa Demokratycznego stwierdził, że w sporze kibicuje Pawłowi Piskorskiemu, którego projekt polityczny jest mu bliski. Olechowski powiedział, że sytuacja w SD będzie miała wpływ na jego decyzję o kandydowaniu w wyborach prezydenckich 2010 r. jednakże poparcie Stronnictwa nie jest warunkiem niezbędnie koniecznym; przypomniał, że w 2000 r. udało mu się stworzyć struktury wyborcze w całym kraju jako kandydatowi obywatelskiemu.
Felieton filmowy Katarzyny Kolendy Zaleskiej w Faktach TVN.
Dziennik „The Times” zamieścił na swoich łamach artykuł na temat polskiego agenta Tomka. Brytyjska gazeta ironicznie stwierdza, że ma on kwalifikacje do tego, aby nazywać go najbardziej uwodzicielskim agentem Europy Wschodniej.
Artykuł zaczyna się od parafrazy słów najsławniejszego filmowego superagenta Jamesa Bonda: „The name is K — Tomek K.” Autor artykułu wylicza wszystkie atrybuty polskiego agenta znanego pod pseudonimami „Tomasz Małecki” i „Tomasz Piotrowski”: to, że porusza się luksusowym autem – Porsche Cayenne, jeździ na słynnym motocyklu Harley-Davidson, nosi najdroższe ubrania znanych projektantów, płaci platynowymi kartami kredytowymi… a do tego ma śnieżnobiałe zęby, dzięki czemu bez trudu uwodzi kolejne kobiety. Gazeta cytuje też wypowiedź jednej z ofiar agenta, Weroniki Marczuk-Pazury (jej zdjęcie nota bene ilustruje artykuł), która mówiła m.in. o tym, jak agent Tomek ją uwodził i robił do niej „maślane oczy”. Zabrała go nawet do swoich rodziców, czym polski agent pobił Bonda na głowę.
Słowa i wykonanie: Tomasz Szwed
Fantastyczny funkcjonariusz, jeden z najlepszych agentów, z ogromnym doświadczeniem, perełka, gogolowski rewizor – tak były szef CBA charakteryzuje swojego pracownika, agenta “Tomka”. Mariusz Kamiński podkreśla jednocześnie, że najbardziej znany agent biura został w mediach zlinczowany.
Dorota Kołakowska RZECZPOSPOLITA, 26 października 2009 r.
Starzy działacze Stronnictwa Demokratycznego chcą wyrzucić ze stanowiska szefa partii Pawła Piskorskiego.
Część działaczy uchwaliła wniosek o odwołanie Piskorskiego z funkcji lidera SD na nadzwyczajnym kongresie 21 listopada, a do tego czasu zawieszenia go w prawach członka. Zarzucają mu wodzowski sposób kierowania partią i wytykają postępowania prokuratorskie.
– To zemsta za próbę sprzedaży partyjnych nieruchomości – odpierają ataki ludzie Piskorskiego.
Do awantury między szefem a działaczami doszło na sobotnim posiedzeniu rady naczelnej SD. Zwolennicy Piskorskiego tak to relacjonują: – Starzy działacze zorientowali się, że do partii zapisało się kilka tysięcy nowych członków zachęconych projektem Piskorskiego, a to może spowodować, że stracą drobne korzyści materialne, które czerpali dzięki majątkowi SD – mówi „Rz” Maciej Białecki z zarządu SD. – Od kilku miesięcy torpedowali próby sprzedaży nieruchomości partii.
Sam Piskorski mówił w TVN 24: – Grupa starych działaczy uznała, że chce za każdą cenę, nawet kompromitacji publicznej, utrzymać władzę nad tym, co było w SD.
Czytaj dalej na stronach RZECZPOSPOLITEJ >>>
Partia to JA !!! – Paweł Piskorski.
Wydaje się, że wojna w SD i zacietrzewienie Pawła Piskorskiego oraz sprzyjających mu działaczy zburzy doskonały projekt budowy na polskiej scenie politycznej trzeciej siły, mogącej być realną alternatywą dla bipolarnego układu PO-PiS. Oceniając tę wojnę “starych działaczy” SD z “piskorczykami” z zewnątrz (nie będąc członkiem SD) chyba należałoby wezwać obie strony do opamiętania się. Dzisiaj zapadło orzeczenie Sądu Partyjnego SD uznające legalność sobotniego posiedzenia Rady Naczelnej SD. Okazuje się jednak, że dla “piskorczyków” orzeczenie to nie jest wiążące, bo… członkowie Sądu Partyjnego SD także – nie wiadomo kiedy – zostali zawieszeni w prawach członków partii. Należałoby przypomnieć Pawłowi Piskorskiemu, że formalne kompetencje Zarządu do zawieszania członków partii są jednak ograniczone i zgodnie ze Statutem SD (§ 14 ust. 1) mogą mieć miejsce jedynie w wypadku szczególnie rażącego i przynoszącego szkodę działania członka SD, jaką szkodę przynieśli partii członkowie Sądu Partyjnego SD przed wydaniem orzeczenia ? MacLawye®’owi wydaje się, że sposób interpretowania Statutu SD przez Pawła Piskorskiego jest zaiste “pisowski” – nic dziwnego, skoro PiSkorski ma te trzy literki w nazwisku
. Jest jakaś destruktywna magia w tych trzech literach.
Nie wiadomo, czy nie jest już za późno na ratowanie politycznego projektu zarysowanego w SD przez Pawła Piskorskiego. Musiałby się znaleźć autentyczny mediator, który doprowadziłby do wypracowania jakiegoś kompromisu między “starymi działaczami” SD a “piskorczykami” – w przeciwnym razie obserwatorowi spoza SD będzie absolutnie wszystko jedno kto tę wojenkę wygra. Przegra idea budowania siły politycznej alternatywnej dla PO-PiS’u. Wyborca nie lubi sporów wewnątrzpartyjnych zakładając, że skoro działacze partyjni nie mogą się dogadać w ramach własnej partii, to dopiero na Wiejskiej pokażą na co ich stać. Zatem lepiej się od takiej partii trzymać z daleka.
Panowie z SD opamiętajcie się !!!
A poważnie; sprawa jest żenująca.
Próba zerwania sobotniego posiedzenia Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego przez szefa partii Pawła Piskorskiego i zawieszenie ośmiu członków Rady było bezprawne – uznał w poniedziałek Naczelny Sąd Partyjny SD.
Z kolei Piskorski powiedział, że obrady i decyzja sądu są niewiążące, ponieważ – jak mówił – członkowie sądu są zawieszeni w swoich prawach.
Jak poinformował PAP rzecznik prasowy RN SD Adam Zyzman, sąd partyjny po zapoznaniu się z nagraniem sobotnich obrad Rady Naczelnej uznał jej posiedzenie za zgodne ze statusem SD.
Sąd powołał trzyosobowy zespół orzekający, który 5 listopada ma rozpatrzyć przyjęty przez Radę wniosek o zawieszenie członkostwa Piskorskiego w partii do czasu Kongresu Nadzwyczajnego, który ma się odbyć 21 listopada. Kolejna z przyjętych w sobotę uchwał zakazuje Piskorskiemu jakichkolwiek działań w związku ze sprzedażą majątku partii.
-Nie mogło być innej decyzji. Posiedzenie Rady Naczelnej było przeprowadzone z najwyższą starannością, żeby nie można było zarzucić żadnych uchybień formalnoprawnych, gdyż spodziewałem się, że Paweł Piskorski będzie próbował torpedować posiedzenie Rady, gdy tylko się zorientuje, że jest w mniejszości – powiedział zawieszony przewodniczący RN SD Krzysztof Góralczyk.
W poniedziałek obradował także Zarząd Główny SD. Piskorski nie chciał ujawnić szczegółów posiedzenia. Powiedział jedynie, że przyjęto zasady postępowania, jakie będą obowiązywały w najbliższych dniach w Stronnictwie.
W sobotę Piskorski wraz z grupą sprzyjających mu działaczy wyszedł z posiedzenia Rady Naczelnej; zwołał zebranie Zarządu Głównego SD, który zawiesił ośmiu członków Rady w prawach. Członek ZG SD Marcin Kalek wydał oświadczenie, którym stwierdził, że Rada Naczelna “utraciła możliwość podejmowania prawomocnych decyzji”. Piskorski uważa, że zamieszanie w SD wynika z dążenia “starych działaczy” do utrzymania władzy w partii “za każdą cenę”.
Góralczyk uważa, że Piskorski dokonał zamachu na wewnątrzpartyjną demokrację.
- Nie rozumiem motywów jego działania, ale łamie wszystkie elementarne zasady demokracji wewnątrzpartyjnej – powiedział.
Zastępca sekretarza generalnego SD Jan Artymowski uważa za niezrozumiałe działania przeciwników Piskorskiego w sytuacji, gdy SD po raz pierwszy od 20 lat ma szanse powrotu do działalności politycznej. W jego ocenie oponenci Piskorskiego, którzy próbowali dokonać przewrotu w partii uznali, że to ostatni moment powrotu do stanu sprzed lutego, który “oznaczał polityczny niebyt Stronnictwa”. Ale – jak dodał – tej wąskiej grupie gwarantował monopol na podejmowanie decyzji i zarządzanie majątkiem.
“Jednak wszystko, co robią ci panowie, jest sprzeczne ze statutem. W związku z tym ich nadzieję na zatrzymanie procesu odnowy Stronnictwa są płonne” – mówi. Jego zdaniem posiedzenie Rady Naczelnej odbyło się bez kworum, więc wszystkie podjęte tam decyzje mają charakter nieformalny.
Kworum było czy nie było?
Według Góralczyka i wiceszefa SD Jana Klimka decyzję o zwołaniu kongresu oraz skierowaniu do sądu partyjnego wniosku o zawieszeniu Piskorskiego Rada podjęła, gdy kworum nie było jeszcze zerwane. Tłumaczą, że RN liczyła 68 osób, a więc wymagane kworum wynosiło 34 osoby.
- Gdy Rada rozpoczęła obrady, na sali było 58 osób. Po wyjściu z sali Piskorskiego i jego zwolenników pozostało 35 osób, czyli w dalszym ciągu mieliśmy kworum. Dopiero później przyszedł pan Piskorski i dostarczył jakieś pismo, że jakoby zarząd się zebrał i zawiesił 8 członków Rady, ale wtedy Rada już podjęła decyzję o zwołaniu nadzwyczajnego kongresu – argumentuje Góralczyk.
Z kolei wiceszef Rady Andrzej Prochownik twierdzi, że “kworum nie było i to jest fakt”. Nie widzi też zagrożenia dla dalszego przewodnictwa Piskorskiego i realizacji planu odnowy partii. – Wszystko idzie według planu. Może tylko część członków nie rozumie idei zmian. Trudno mi powiedzieć – zaznaczył.
Inne zarzuty wobec Piskorskiego
Inny zarzut, który stawiają oponenci Piskorskiego to niejasności związane ze sprzedażą nieruchomości należących do partii, który to proces rozpoczął się w lipcu. Piskorski mówił wówczas, że jego celem jest uporządkowanie wszystkich spraw formalno-majątkowych Stronnictwa do końca grudnia.
Podkreślał, że sprzedane muszą być wszystkie nieruchomości SD, gdyż Państwowa Komisja Wyborcza wymusza na partii sprzedaż majątku, na którym prowadzona jest działalność gospodarcza. Stronnictwo posiada wiele nieruchomości, położonych w atrakcyjnych lokalizacjach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławie, Szczecinie, Elblągu, Bielsku-Białej oraz Jeleniej Górze.
Góralczyk przyznaje, że Rada Naczelna mając jeszcze zaufanie do Piskorskiego podjęła uchwałę wyrażającej zgodę, żeby to zarząd zajął się sprzedażą tych nieruchomości. Jak dodał warunkiem było, że nie zostaną one sprzedane poniżej wartości rynkowej, a każdy członek Rady będzie miał dostęp do szczegółowych informacji i dokumentów dotyczących tego procesu.
- SD chce kontynuować sprzedaż nieruchomości, ale pod własną kontrolą – powiedział.
Artymowski podkreśla jednak, że zarząd partii nie ma zamiaru ani zatrzymywać sprzedaży majątku, ani go gwałtownie przyspieszać. Decyzję o sprzedaży podejmuje cały zarząd, a nie sam przewodniczący czy jakieś nieformalne grono osób. Na razie jednak, jak dodał, nie udało się sprzedać żadnego z budynków należących do Stronnictwa.
Jego zdaniem główni rozłamowcy są najbardziej zainteresowani niesprzedawaniem nieruchomości SD. Jako przykład podał Lesława Lecha, który mieszka w jednej z kamienic we Wrocławiu należącej do partii. Ten zapewnia jednak, że nie ma nic przeciwko sprzedaży partyjnego majątku.
- Mogę się jedynie zapytać, dlaczego ci nowi tak zabiegają o szybką sprzedaż majątku? Nie oszukujmy się, ci ludzie którzy przychodzą nie ukrywają, że to będą pieniądze na kampanie, na ich start w wyborach – powiedział Lech.
Kolejny zarzut wobec Piskorskiego to niejasności wobec jego majątku.
- Paweł Piskorski przychodząc do SD, nas oszukał. Twierdził, że wszystkie prowadzone wobec niego śledztwa prokuratorskie zostały umorzone. Myśmy mu uwierzyli, że to były tylko nagonki polityczne jego oponentów. Dziś okazuje się, że to jest nieprawda, że śledztwa są kontynuowane.
Według Lecha ujawnienie tych wszystkich spraw spowodowało spadek w sondażach i zainteresowania stronnictwem. -Dla niektórych ludzi postać naszego lidera wyklucza przystąpienia do partii – dodał.
Jego zdaniem na posiedzeniu Rady miał być uchwalony kalendarz wyboru delegatów na kongres partii, który w sposób demokratyczny poddawały wszystkich członków stronnictwa weryfikacji. – Oni chcieli zaś zwołać kongres nadzwyczajny ze starych działaczy całkowicie abstrahując od kilku tysięcy nowych członków SD – powiedział Artymowski.
Artymowski zaznacza jednak, że tak naprawdę w SD “nie ma podziału na starych i nowych członków”. – Jest natomiast grupa kilkudziesięciu osób, które były szczególnie uprzywilejowani i nie chcą tego stracić – podkreślił.
***
Komentarz MacLawye®’a:
I po ptokach !!! – jak ostatnio mawia Zenek Laskowik.
Boksu i boksowania specjalnie nie lubimy. Skoro jednak wśród czytelników MacLawye®’a są fani zawodowego mordobicia, to – czyniąc wyjątek – publikujemy dostępne w Internecie wideo. Przed jego odtworzeniem pamiętajcie aby wyłączyć głos w monitorze MacLawye®.TV – live po prawej, bo będziecie mieli kakofonię
>>>
Czy Rada Naczelna SD podjęła dzisiaj uchwały ??? Wojenka w SD to kompromitacja tej partii i to w chwili, gdy zaczynała pozyskiwać nowych członków i względny prestiż.
Jeden ze sprzyjających Piskorskiemu działaczy SD, Bogdan Lis przekonywał na antenie TVN24, że jest on nadal liderem ugrupowania.
Zamieszanie w partii podsumował w mocnych słowach. – W SD odezwały się demony przeszłości. To PRL-owski beton, który mieszka w lokalach finansowanych przez SD i bierze pensję za nic, uznał że nowa inicjatywa Piskorskiego jest zagrożeniem dla ich interesów – powiedział. (tvn24.pl)
Jak tłumaczył, Piskorski chce by Stronnictwo Demokratyczne wystartowało w wyborach, i by mieć pieniądze na kampanię, chce sprzedać nieruchomości SD. – W ciągu dwóch tygodni miały zostać sprzedane lokale w Szczecinie i we Wrocławiu. W jednym z nich mieszka jeden z członków Rady Naczelnej, musiałby więc opuści mieszkanie. Oni [starzy działacze SD – red.] traktują te nieruchomości jak swoje. Nie chcą prowadzić żadnej działalności, nie chcą startować w wyborach – stwierdził Lis.
Jego zdaniem, po zwieszaniu kilku członków Rady Naczelnej nie miała ona kworum i nie mogła podejmować decyzji. Inicjatywę zwołania na listopad kongresu Stronnictwa Demokratycznego określił, jak próbę wyeliminowania nowych działaczy z partii przed zjazdem krajowym zaplanowanym na przyszły rok.
[Komentarz MacLawye®'a] >>> W świetle dzisiejszych wydarzeń jest oczywiste, że Przewodniczącym SD pozostaje Paweł Piskorski. Zbuntowana Rada Naczelna, podejmując uchwałę o zwołaniu Nadzwyczajnego Kongresu SD, jednocześnie podjęła uchwałę o wniosku do sądu partyjnego, który miałby Piskorskiego zawiesić. Natomiast nader istostne jest ustalenie w którym momencie Zarząd SD podjął decyzję o zawieszeniu w prawach członków partii członków Rady Naczelnej – jeśli po jej posiedzeniu lub w trakcie trwania (przerwy), sąd partyjny nie powinien mieć wątpliwości i powinien Piskorskiego zawiesić, jeśli przed posiedzeniem Rady, Rada nie miała prawa podejmować uchwał. Według komunikatu na stronie głównej SD, zawieszenie członków Rady Naczelnej miało miejsce w trakcie trwania jej obrad – a to oznaczałoby stanowczo niedemokratyczne i wręcz nielegalne działanie Zarządu SD. Z drugiej zaś strony, legalność uchwał Rady Naczelnej należałoby zbadać pod względem quorum w trakcie podejmowania uchwał – nie uwzględniając decyzji Zarządu SD o zawieszeniu członków rady w prawach członków partii. Jeśli przy takim liczeniu quorum było – uchwały zostały podjęte i oświadczenie Zarządu nie ma znaczenia.
Co to jest Stronnictwo Demokratyczne?
Korzenie SD sięgają jeszcze czasów sprzed II wojny światowej. W PRL-u Stronnictwo było partią satelicką PZPR. Po wyborach w czerwcu 1989 r. SD otrzymało 27 miejsc w Sejmie. Wraz ze Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym (poprzednikiem dzisiejszego PSL) dokonało wolty i wsparło rząd Tadeusza Mazowieckiego.
Później SD zaczęło schodzić na polityczny margines – kilku jego członków zasiadało w Sejmie, tylko dzięki sojuszom z innymi partiami. W wyborach w 2007 r. nieliczni kandydaci SD bezskutecznie startowali do Sejmu z listy PSL.
Choć SD nie odgrywa już żadnej politycznej roli, ma duży majątek – głównie nieruchomości w różnych polskich miastach.
Paweł Piskorski – dawniej działacz Unii Demokratycznej, a potem Platformy Obywatelskiej – przystąpił do SD w styczniu 2009 r. (od kwietnia 2006 r. był bezpartyjny, wyrzucony z PO za “niejasności wokół swoich interesów”). 21 lutego został szefem partii.
Rada Naczelna Stronnictwa Demokratycznego podjęła w sobotę 24 października 2009 r.decyzję o zwołaniu 21 listopada w Warszawie Kongresu Nadzwyczajnego partii, na którym postawi wniosek o odwołanie z funkcji przewodniczącego SD Pawła Piskorskiego.
Jednocześnie Rada Naczelna skierowała do Naczelnego Sądu Partyjnego wniosek o zawieszenie Pawła Piskorskiego w czynnościach do czasu Kongresu. Paweł Piskorski próbował zerwać obrady Rady Naczelnej, wychodząc ze swoją grupą. – Główną przyczyną decyzji Rady Naczelnej SD jest wodzowski sposób kierowania partią przez Pawła Piskorskiego, nie liczący się z demokratycznymi procedurami, czego przykładem były sposoby powoływania prezesów zarządów regionalnych i rozwiązywanie struktur terenowych – mówi Adam Zyzman, rzecznik Rady Naczelnej SD. (GW-W)
[Komentarz MacLawye®'a] >> Jeszcze przed tygodniem, Andrzej Olechowski, Przewodniczący Rady Programowej SD, zapewniał, że w Stronnictwie, nie ma – formalnie – żadnego konfliktu. Decyzja Rady Naczelnej SD nie tylko ów konflikt ujawnia ale zarazem formalizuje. Okazuje się, że “rewolucja Piskorskiego” w kierowaniu Stronnictwem Demokratycznym może nie odpowiadać działaczom partii, którzy wolą trwać w “politycznym niebycie” niż wrócić do realnej polityki. Powrót SD do realnej polityki możliwy jest obecnie jedynie poprzez realizację w SD strategii Pawła Piskorskiego – widać nie wszystkim to odpowiada.
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej u góry >>>
Ewentualne odwołanie Pawła Piskorskiego z funkcji Przewodniczącego SD w zasadzie przesądzi o wycofaniu się Andrzeja Olechowskiego ze startu w wyborach prezydenckich 2010 r. Po pierwsze, Olechowski oświadczył niedawno, że w wypadku odwołania Piskorskiego “odejdzie razem z Piskorskim” – po drugie, kandydowanie w wyborach prezydenckich bez strukturalnego zaplecza SD – chociaż teoretycznie możliwe – wydaje się mało prawdopodobne; chociaż… program dla Stronnictwa Demokratycznego “Dołączyć do najlepszych” jest programem Andrzeja Olechowskiego, zaś w 2000 r. Olechowski udowodnił, że stac go na zbudowanie struktur wyborczych dosłownie z niczego. Z drugiej zaś strony, decyzja o zwołaniu Nadzwyczajnego Kongresu SD w celu odwołania Przewodniczącego partii, to jeszcze nie jego odwołanie; na Kongresie dojdzie bez wątpienia do ciekawego starcia między “starym SD” a działaczami związanymi z Pawłem Piskorskim – wynik tego starcia nie jest przesądzony.
Przed odtworzeniem klipu muzycznego, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej >>>
Robotnicy z “Cegielskiego” wyszli na ulice Poznania. Wsparli ich związkowcy, m.in. ze stoczni Gdańskiej i anarchiści. Znowu dymiły palone opony, wybuchały petardy. Przed Urzędem Wojewódzkim doszło do starcia z policją. Powód to zwolnienia z pracy. Kolejna legenda ma coraz większe kłopoty – “Cegielskiemu” zaszkodził upadek stoczni szczecińskiej, dla której robił silniki okrętowe.
Demonstracja związkowców przerodziła się w regularną bitwę z Policją. Społeczne rozgoryczenie rządami “peruwiańskiego słoneczka” narasta.
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej >>>
Przed odtworzeniem audio-podcastu i wideo we wpisie, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej >>>
23 października od godz. 12:00 ulicami Poznania przechodzi manifestacja w obronie miejsc pracy w Zakładach Cegielskiego. Z powodu trudnej sytuacji przemysłu stoczniowego, fabryka w Poznaniu przeżywa poważne problemy i zapowiada poważną redukcję załogi. Związkowcy poszli pod urząd wojewódzki, próbowali dostać się do środka. W kierunku policji leciały kamienie i jajka, na miejscu są też anarchiści. Doszło do starć, kilku policjantów jest rannych. Wiceszef “Solidarności” uważa, że wśród demonstrantów byli tajni agenci.
wyłącz monitor MacLawye®.TV po prawej >>
Przed urzędem demonstruje kilka tysięcy związkowców – m.in. pracowników zakładów Cegielskiego, stoczniowców, górników. “Tusk, nie kłam więcej! Manifestujemy w obronie pracy!” – to napisy na z transparentach niesionych przez uczestników demonstracji. Kordon policyjny stoi nieruchomo przed urzędem. “To jest wasza demokracja, faszyści!” – słychać tego typu bojowe okrzyki.
Doszło do prowokacji wąskiej grupy anarchistów w koszulkach związkowców – tak uważa policja, dodając, że protest generalnie był pokojowy. Przez dwadzieścia minut przed urzędem zrobiło się gorąco – w ruch poszły kamienie, związkowcy próbowali siłą dostać się do urzędu wojewódzkiego. Policja musiała interweniować. W końcu związkowcy złożyli petycję do premiera na ręce wojewody wielkopolskiego Piotra Florka.
- Wśród protestujących byli tajni agenci. Stoczniowcom udało się, żeby pewna granica nie została przekroczona – mówił na antenie TVN 24 Karol Guzikiewicz, wiceszef “Solidarności” w stoczni gdańskiej.
Związkowcy zapowiadali, że będzie to największa manifestacja robotnicza w Poznaniu od 1956 roku. Do Poznania przyjechali związkowcy z całej Polski, przede wszystkim zaś stoczniowcy z Gdańska, Gdyni i Szczecina. Manifestacja, tak jak protest w Czerwcu ‘56 roku, zaczęła się na terenie fabryki. Manifestanci przechodzą tą samą historyczną trasą do centrum miasta.
Związkowcy apelują do rządu Donalda Tuska o podjęcie konkretnych działań. Chodzi między innymi o zahamowanie zwolnień i zagwarantowanie środków na odprawy i zaległe wypłaty.
Poznańskie zakłady imienia Hipolita Cegielskiego to przede wszystkim główna fabryka silników okrętowych. Pracę straciło już pół tysiąca osób. Wydział produkcji silników okrętowych w poznańskich zakładach czeka likwidacja. Zdaniem związkowców, szykują się następne zwolnienia, tym razem w spółkach – córkach kombinatu.
Tadeusz Pytlak, przewodniczący Solidarności w Zakładach Cegielskiego, winą za złą sytuację zakładu obarcza rząd i jego nieudolną politykę w sprawie stoczni. Przypomniał, że upadające stocznie to nie tylko problem dla pracowników przemysłu stoczniowego. To również poważne kłopoty dla zakładów, które kooperowały z zakładami w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie. Pracuje w nich około 80 tys. pracowników, których zakłady przeżywają teraz poważne kłopoty.
Przewodniczący NSZZ Solidarność Janusz Śniadek zapowiedział, że jego związek nie pozwoli na to, by polskie zakłady upadały w ciszy. Przypomniał, że podczas wrześniowej demonstracji w Szczecinie w obronie przemysłu stoczniowego ostrzegano rząd przed problemami firm kooperujących ze stoczniami. Niestety, rząd nie zaproponował niczego, co mogłoby pomóc w ochronie zagrożonych miejsc pracy.
Janusz Śniadek zarzucił rządzącym niekompetencję w sprawie prywatyzacji polskich stoczni. Podkreślił, że “afera stoczniowa” to głównie popis niekompetencji urzędników państwowych. Okłamali oni – zdaniem Śniadka – pracowników stoczni, obiecując im sprzedaż zakładu kontrahentowi, którego nie było. Teraz zamiast wyjaśniać sprawę, politycy wykorzystują ją do rozgrywek politycznych. – Domagamy się od polskiego parlamentu, od polskich polityków, żeby przestali zajmować się sobą. Żeby przestali ratować swoje stołki w rządzie i w Sejmie, a zaczęli zajmować się ratowaniem miejsc pracy dla Polaków – powiedział Śniadek.
Włodzimierz Cimoszewicz złożył jasną i zdecydowaną deklarację, że w wyborach 2010 r. nie będzie kandydował na urząd Prezydenta RP. Oświadczenie Włodzimierza Cimoszewicza najbardziej zmartwi zapewne socjologów, politologów i badaczy opinii społecznej. Nie ma bowiem najmniejszej wątpliwości, że po takiej deklaracji pozycja Włodzimierza Cimoszewicza w sondażach prezydenckich znacznie wzrośnie (kto wie czy nie wyprzedzi on w sondażach Donalda Tuska). A że Cimoszewicz jest człowiekiem poważnym i skoro raz złożył tak jasną deklarację to zdania nie zmieni; umieszczanie jego nazwiska w sondażach preydenckich, po prostu niweczy jakąkolwiek prognozę z tych sondaży wynikającą.
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV – live po prawej >>>
- Nie zmieniłem swoich planów i nie myślę o kandydowaniu – powiedział w TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz. Sondaże dają politykowi SLD wysoką pozycję w wyścigu prezydenckim. Cimoszewicz dodał, że całkowicie się nie zgadza z linią polityczną i ze sposobem uprawiania polityki przez SLD.
Polityk przyznał, że “nie chce być kandydatem w ogóle i z ramienia SLD”. – Moje drogi i drogi tego środowiska się rozchodzą. Całkowicie się nie zgadzam z linią polityczną i ze sposobem uprawiania polityki przez SLD – przyznał.
- Ci ludzie nie rozumieją potrzeb rzeczywistych społeczeństwa. Ulegają coraz częściej populizmowi.
Według Cimoszewicza ludzie SLD “nie rozumieją, że tak bezpardonowa walka z rządem, który czasami nie ma racji, czasem ma racje, jest najlepszym pomysłem, żeby przy następnych wyborach zwiększyć stopień rozczarowania polityką i tym samym zwiększyć szanse PiS”.
- Przykro mi to mówić, ale nie ma żadnego przypadku w tych utrzymujących się niskich notowaniach SLD, ale sami są sobie winni – dodał.
W nowym cyklu MacLawye®’a o relacjach między PO i PiS czyli o PoPiS’ie, pod roboczym tytułem “Godzien Pac pałąca…” z prawdziwą przyjemnością prezentujemy spot PiS’owski “Jednoręki bandyta” – gdy tylko przyuważymy w sieci spot PO np. o aferze podsłuchowej opublikujemy go z nie mniejszą przyjemnością; bowiem nic nam nie sprawia większej przyjemności w obserwowaniu polskiej sceny politycznej jak to, gdy PO się z PiS’em żrą nawzajem. No i przypominamy naszą dewizę, że PO to taki sam PiS tylko gorszy, bo ładniej ubrany.
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej >>
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej
>>>
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej u góry strony
Państewko, któremu każdy kto ma domenę z końcówką .TV (a MacLawye® do takich należy) płaci podatek
Tuvalu to państwo, które niknie. Jest pochłaniane przez ocean. Obejrzyj tragedię tego mini-państewka, którego niedługo już nie będzie.
Przed odtworzeniem video wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej u góry strony














































