Pociąg osobowy – rozmowa Piotra Pacewicza z Wiktorem Osiatyńskim.Na świecie jest więcej wielkich kobiet niż mężczyzn – wielkich duchem i siłą woli. Niestety nie widać ich w sferze publicznej.
Demokracja nie sprzyja walce o prawa człowieka – w społeczeństwie totalitarnym każdy mógł paść ofiarą łamania praw człowieka, w demokracji tylko mniejszości.
Donald Tusk spotkał się z Internautami. (W zasadzie, spotkanie jeszcze tra). Po wystąpieniu Piotra Waglowskiego można było spokojnie wyłączyć komputer i przestać się całym tem medialnym show interesować. Vagla zwrócił uwagę, że Pan Premier przyznał, iż uzasadnienie projektu ustawy, o której Pan Premier z Internautami dyskutuje jest dopiero pisane (a to by oznaczało, że treść projektu rząd przyjął bez uzasadnienia); oraz zwrócił uwagę, że w Internecie, rząd nie opublikował treści projektu ustawy.
No to jeśli Vagla ma rację – a zazwyczaj ma – znaczyłoby, że rząd Donalda Tuska projekt ustawy przyjął bezmyślnie, Internautom nie dał możliwości zapoznania się z jego treścią; a całe spotkanie nagłośnione i na żywo transmitowane w Internecie jest po to tylko, żeby Panu Premierowi parę punktów w sondażach podskoczyło (jak zwykle zresztą).
Zobacz, co powiedział Vagla:
A tak wyglądał czat z Premierem:
W relacji na stronach KPRM napisano:
Donald Tusk zaznaczył, że konieczna jest walka z przestępczością, występującą zarówno w świecie rzeczywistym, jak i wirtualnym. – W interesie wszystkich jest, żeby to, co jest przestępczością w świecie realnym, nie pleniło się w świecie wirtualnym, bo nie znajdziemy skutecznych sposobów ścigania – podkreślił. – Dla przestępczości w Internecie nie może być większej swobody i tolerancji tylko dlatego, że to Internet – wyjaśnił Donald Tusk.
Tyle tylko, że Tusk nie wyjaśnił dlaczego przestępstw internetowych nie można ścigać przy użyciu instytucji procedur karnych a regulacje Internetu mają być pomieszczone w ustawie hazardowej ???
A może przystąpić do pracy nad kompleksowym “Prawem Internetu” – teoretycznie pomysł dobry, ale rządowi legislatorzy pewnie zafundowaliby Internautom takie prawo, że komputery same by się spaliły (ze wstydu).
W czasach gdy kodyfikacje były wprowadzane do systemu prawnego w drodze rozporządzeń z mocą ustawy, wydawanych przez prezydenta, były opracowywane przez wąskie grono specjalistów; rządowy proces legislacyjny, uzgodnienia międzyresortowe oraz późniejsze poprawki, które może zgłosić każdy poseł, raczej wykluczają stworzenie “Prawa Internetu” w jednej ustawie – chyba, że z inicjatywą wystąpiłby przyszły prezydent…
Dziękuję wszystkim użytkownikom (czytelnikom, widzom) MacLawye®’a, którzy – stosownie do biblijnego przykazania ‘chorych nawiedzać – czynią to ‘internetowo’ poprzez wpisy na moich blogach i komentarze, zwłaszcza na facebooku. Dziękuję. Obejrzyjcie video
MacLawye® powstał jako portal prawno-publicystyczny. Z czasem stał się nieco bardziej osobisty. Niemniej z chęcią publikujemy wyszukane w sieci ciekawostki w jakiś sposób wiążące się z prawem. A jeśli z prawem to i z jego naruszaniem. Zorganizowana przestępczość jest wszędzie jednakowo zła. W pewien sposób “romantyczny” obraz mafii przedstawiony w filmie “Ojciec chrzestny” fałszuje rzeczywistość. Jak działają “ojcowie chrzestni mafii” pokazuje film National Geografic, który polecamy:
Kwestie skandalicznie niskich odszkodowań za oczywiście niesłuszne tymczasowe aresztowanie, MacLawye® poruszał wielokrotnie. (Z najbardziej kuriozalnym przypadkiem, kiedy to sąd odwoławczy umniejszył przyznane odszkodowanie o koszty wyżywienia w areszcie).
Sprawa jest bulwersująca, zwłaszcza, że sądy przyznające odszkodowanie są “sędziami we własnej sprawie”. Wydaje się, że sprawą powinien zająć się Rzecznik Praw Obywatelskich.
Andrzej Olechowski komentując zamieszanie wewnątrz Stronnictwa Demokratycznego stwierdził, że w sporze kibicuje Pawłowi Piskorskiemu, którego projekt polityczny jest mu bliski. Olechowski powiedział, że sytuacja w SD będzie miała wpływ na jego decyzję o kandydowaniu w wyborach prezydenckich 2010 r. jednakże poparcie Stronnictwa nie jest warunkiem niezbędnie koniecznym; przypomniał, że w 2000 r. udało mu się stworzyć struktury wyborcze w całym kraju jako kandydatowi obywatelskiemu.
Felieton filmowy Katarzyny Kolendy Zaleskiej w Faktach TVN.
Dziennik „The Times” zamieścił na swoich łamach artykuł na temat polskiego agenta Tomka. Brytyjska gazeta ironicznie stwierdza, że ma on kwalifikacje do tego, aby nazywać go najbardziej uwodzicielskim agentem Europy Wschodniej.
Artykuł zaczyna się od parafrazy słów najsławniejszego filmowego superagenta Jamesa Bonda: „The name is K — Tomek K.” Autor artykułu wylicza wszystkie atrybuty polskiego agenta znanego pod pseudonimami „Tomasz Małecki” i „Tomasz Piotrowski”: to, że porusza się luksusowym autem – Porsche Cayenne, jeździ na słynnym motocyklu Harley-Davidson, nosi najdroższe ubrania znanych projektantów, płaci platynowymi kartami kredytowymi… a do tego ma śnieżnobiałe zęby, dzięki czemu bez trudu uwodzi kolejne kobiety. Gazeta cytuje też wypowiedź jednej z ofiar agenta, Weroniki Marczuk-Pazury (jej zdjęcie nota bene ilustruje artykuł), która mówiła m.in. o tym, jak agent Tomek ją uwodził i robił do niej „maślane oczy”. Zabrała go nawet do swoich rodziców, czym polski agent pobił Bonda na głowę.
Słowa i wykonanie: Tomasz Szwed
Fantastyczny funkcjonariusz, jeden z najlepszych agentów, z ogromnym doświadczeniem, perełka, gogolowski rewizor – tak były szef CBA charakteryzuje swojego pracownika, agenta “Tomka”. Mariusz Kamiński podkreśla jednocześnie, że najbardziej znany agent biura został w mediach zlinczowany.
Dorota Kołakowska RZECZPOSPOLITA, 26 października 2009 r.
Starzy działacze Stronnictwa Demokratycznego chcą wyrzucić ze stanowiska szefa partii Pawła Piskorskiego.
Część działaczy uchwaliła wniosek o odwołanie Piskorskiego z funkcji lidera SD na nadzwyczajnym kongresie 21 listopada, a do tego czasu zawieszenia go w prawach członka. Zarzucają mu wodzowski sposób kierowania partią i wytykają postępowania prokuratorskie.
– To zemsta za próbę sprzedaży partyjnych nieruchomości – odpierają ataki ludzie Piskorskiego.
Do awantury między szefem a działaczami doszło na sobotnim posiedzeniu rady naczelnej SD. Zwolennicy Piskorskiego tak to relacjonują: – Starzy działacze zorientowali się, że do partii zapisało się kilka tysięcy nowych członków zachęconych projektem Piskorskiego, a to może spowodować, że stracą drobne korzyści materialne, które czerpali dzięki majątkowi SD – mówi „Rz” Maciej Białecki z zarządu SD. – Od kilku miesięcy torpedowali próby sprzedaży nieruchomości partii.
Sam Piskorski mówił w TVN 24: – Grupa starych działaczy uznała, że chce za każdą cenę, nawet kompromitacji publicznej, utrzymać władzę nad tym, co było w SD.
Czytaj dalej na stronach RZECZPOSPOLITEJ >>>
Partia to JA !!! – Paweł Piskorski.
Wydaje się, że wojna w SD i zacietrzewienie Pawła Piskorskiego oraz sprzyjających mu działaczy zburzy doskonały projekt budowy na polskiej scenie politycznej trzeciej siły, mogącej być realną alternatywą dla bipolarnego układu PO-PiS. Oceniając tę wojnę “starych działaczy” SD z “piskorczykami” z zewnątrz (nie będąc członkiem SD) chyba należałoby wezwać obie strony do opamiętania się. Dzisiaj zapadło orzeczenie Sądu Partyjnego SD uznające legalność sobotniego posiedzenia Rady Naczelnej SD. Okazuje się jednak, że dla “piskorczyków” orzeczenie to nie jest wiążące, bo… członkowie Sądu Partyjnego SD także – nie wiadomo kiedy – zostali zawieszeni w prawach członków partii. Należałoby przypomnieć Pawłowi Piskorskiemu, że formalne kompetencje Zarządu do zawieszania członków partii są jednak ograniczone i zgodnie ze Statutem SD (§ 14 ust. 1) mogą mieć miejsce jedynie w wypadku szczególnie rażącego i przynoszącego szkodę działania członka SD, jaką szkodę przynieśli partii członkowie Sądu Partyjnego SD przed wydaniem orzeczenia ? MacLawye®’owi wydaje się, że sposób interpretowania Statutu SD przez Pawła Piskorskiego jest zaiste “pisowski” – nic dziwnego, skoro PiSkorski ma te trzy literki w nazwisku
. Jest jakaś destruktywna magia w tych trzech literach.
Nie wiadomo, czy nie jest już za późno na ratowanie politycznego projektu zarysowanego w SD przez Pawła Piskorskiego. Musiałby się znaleźć autentyczny mediator, który doprowadziłby do wypracowania jakiegoś kompromisu między “starymi działaczami” SD a “piskorczykami” – w przeciwnym razie obserwatorowi spoza SD będzie absolutnie wszystko jedno kto tę wojenkę wygra. Przegra idea budowania siły politycznej alternatywnej dla PO-PiS’u. Wyborca nie lubi sporów wewnątrzpartyjnych zakładając, że skoro działacze partyjni nie mogą się dogadać w ramach własnej partii, to dopiero na Wiejskiej pokażą na co ich stać. Zatem lepiej się od takiej partii trzymać z daleka.
Panowie z SD opamiętajcie się !!!
A poważnie; sprawa jest żenująca.
Próba zerwania sobotniego posiedzenia Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego przez szefa partii Pawła Piskorskiego i zawieszenie ośmiu członków Rady było bezprawne – uznał w poniedziałek Naczelny Sąd Partyjny SD.
Z kolei Piskorski powiedział, że obrady i decyzja sądu są niewiążące, ponieważ – jak mówił – członkowie sądu są zawieszeni w swoich prawach.
Jak poinformował PAP rzecznik prasowy RN SD Adam Zyzman, sąd partyjny po zapoznaniu się z nagraniem sobotnich obrad Rady Naczelnej uznał jej posiedzenie za zgodne ze statusem SD.
Sąd powołał trzyosobowy zespół orzekający, który 5 listopada ma rozpatrzyć przyjęty przez Radę wniosek o zawieszenie członkostwa Piskorskiego w partii do czasu Kongresu Nadzwyczajnego, który ma się odbyć 21 listopada. Kolejna z przyjętych w sobotę uchwał zakazuje Piskorskiemu jakichkolwiek działań w związku ze sprzedażą majątku partii.
-Nie mogło być innej decyzji. Posiedzenie Rady Naczelnej było przeprowadzone z najwyższą starannością, żeby nie można było zarzucić żadnych uchybień formalnoprawnych, gdyż spodziewałem się, że Paweł Piskorski będzie próbował torpedować posiedzenie Rady, gdy tylko się zorientuje, że jest w mniejszości – powiedział zawieszony przewodniczący RN SD Krzysztof Góralczyk.
W poniedziałek obradował także Zarząd Główny SD. Piskorski nie chciał ujawnić szczegółów posiedzenia. Powiedział jedynie, że przyjęto zasady postępowania, jakie będą obowiązywały w najbliższych dniach w Stronnictwie.
W sobotę Piskorski wraz z grupą sprzyjających mu działaczy wyszedł z posiedzenia Rady Naczelnej; zwołał zebranie Zarządu Głównego SD, który zawiesił ośmiu członków Rady w prawach. Członek ZG SD Marcin Kalek wydał oświadczenie, którym stwierdził, że Rada Naczelna “utraciła możliwość podejmowania prawomocnych decyzji”. Piskorski uważa, że zamieszanie w SD wynika z dążenia “starych działaczy” do utrzymania władzy w partii “za każdą cenę”.
Góralczyk uważa, że Piskorski dokonał zamachu na wewnątrzpartyjną demokrację.
- Nie rozumiem motywów jego działania, ale łamie wszystkie elementarne zasady demokracji wewnątrzpartyjnej – powiedział.
Zastępca sekretarza generalnego SD Jan Artymowski uważa za niezrozumiałe działania przeciwników Piskorskiego w sytuacji, gdy SD po raz pierwszy od 20 lat ma szanse powrotu do działalności politycznej. W jego ocenie oponenci Piskorskiego, którzy próbowali dokonać przewrotu w partii uznali, że to ostatni moment powrotu do stanu sprzed lutego, który “oznaczał polityczny niebyt Stronnictwa”. Ale – jak dodał – tej wąskiej grupie gwarantował monopol na podejmowanie decyzji i zarządzanie majątkiem.
“Jednak wszystko, co robią ci panowie, jest sprzeczne ze statutem. W związku z tym ich nadzieję na zatrzymanie procesu odnowy Stronnictwa są płonne” – mówi. Jego zdaniem posiedzenie Rady Naczelnej odbyło się bez kworum, więc wszystkie podjęte tam decyzje mają charakter nieformalny.
Kworum było czy nie było?
Według Góralczyka i wiceszefa SD Jana Klimka decyzję o zwołaniu kongresu oraz skierowaniu do sądu partyjnego wniosku o zawieszeniu Piskorskiego Rada podjęła, gdy kworum nie było jeszcze zerwane. Tłumaczą, że RN liczyła 68 osób, a więc wymagane kworum wynosiło 34 osoby.
- Gdy Rada rozpoczęła obrady, na sali było 58 osób. Po wyjściu z sali Piskorskiego i jego zwolenników pozostało 35 osób, czyli w dalszym ciągu mieliśmy kworum. Dopiero później przyszedł pan Piskorski i dostarczył jakieś pismo, że jakoby zarząd się zebrał i zawiesił 8 członków Rady, ale wtedy Rada już podjęła decyzję o zwołaniu nadzwyczajnego kongresu – argumentuje Góralczyk.
Z kolei wiceszef Rady Andrzej Prochownik twierdzi, że “kworum nie było i to jest fakt”. Nie widzi też zagrożenia dla dalszego przewodnictwa Piskorskiego i realizacji planu odnowy partii. – Wszystko idzie według planu. Może tylko część członków nie rozumie idei zmian. Trudno mi powiedzieć – zaznaczył.
Inne zarzuty wobec Piskorskiego
Inny zarzut, który stawiają oponenci Piskorskiego to niejasności związane ze sprzedażą nieruchomości należących do partii, który to proces rozpoczął się w lipcu. Piskorski mówił wówczas, że jego celem jest uporządkowanie wszystkich spraw formalno-majątkowych Stronnictwa do końca grudnia.
Podkreślał, że sprzedane muszą być wszystkie nieruchomości SD, gdyż Państwowa Komisja Wyborcza wymusza na partii sprzedaż majątku, na którym prowadzona jest działalność gospodarcza. Stronnictwo posiada wiele nieruchomości, położonych w atrakcyjnych lokalizacjach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławie, Szczecinie, Elblągu, Bielsku-Białej oraz Jeleniej Górze.
Góralczyk przyznaje, że Rada Naczelna mając jeszcze zaufanie do Piskorskiego podjęła uchwałę wyrażającej zgodę, żeby to zarząd zajął się sprzedażą tych nieruchomości. Jak dodał warunkiem było, że nie zostaną one sprzedane poniżej wartości rynkowej, a każdy członek Rady będzie miał dostęp do szczegółowych informacji i dokumentów dotyczących tego procesu.
- SD chce kontynuować sprzedaż nieruchomości, ale pod własną kontrolą – powiedział.
Artymowski podkreśla jednak, że zarząd partii nie ma zamiaru ani zatrzymywać sprzedaży majątku, ani go gwałtownie przyspieszać. Decyzję o sprzedaży podejmuje cały zarząd, a nie sam przewodniczący czy jakieś nieformalne grono osób. Na razie jednak, jak dodał, nie udało się sprzedać żadnego z budynków należących do Stronnictwa.
Jego zdaniem główni rozłamowcy są najbardziej zainteresowani niesprzedawaniem nieruchomości SD. Jako przykład podał Lesława Lecha, który mieszka w jednej z kamienic we Wrocławiu należącej do partii. Ten zapewnia jednak, że nie ma nic przeciwko sprzedaży partyjnego majątku.
- Mogę się jedynie zapytać, dlaczego ci nowi tak zabiegają o szybką sprzedaż majątku? Nie oszukujmy się, ci ludzie którzy przychodzą nie ukrywają, że to będą pieniądze na kampanie, na ich start w wyborach – powiedział Lech.
Kolejny zarzut wobec Piskorskiego to niejasności wobec jego majątku.
- Paweł Piskorski przychodząc do SD, nas oszukał. Twierdził, że wszystkie prowadzone wobec niego śledztwa prokuratorskie zostały umorzone. Myśmy mu uwierzyli, że to były tylko nagonki polityczne jego oponentów. Dziś okazuje się, że to jest nieprawda, że śledztwa są kontynuowane.
Według Lecha ujawnienie tych wszystkich spraw spowodowało spadek w sondażach i zainteresowania stronnictwem. -Dla niektórych ludzi postać naszego lidera wyklucza przystąpienia do partii – dodał.
Jego zdaniem na posiedzeniu Rady miał być uchwalony kalendarz wyboru delegatów na kongres partii, który w sposób demokratyczny poddawały wszystkich członków stronnictwa weryfikacji. – Oni chcieli zaś zwołać kongres nadzwyczajny ze starych działaczy całkowicie abstrahując od kilku tysięcy nowych członków SD – powiedział Artymowski.
Artymowski zaznacza jednak, że tak naprawdę w SD “nie ma podziału na starych i nowych członków”. – Jest natomiast grupa kilkudziesięciu osób, które były szczególnie uprzywilejowani i nie chcą tego stracić – podkreślił.
***
Komentarz MacLawye®’a:
I po ptokach !!! – jak ostatnio mawia Zenek Laskowik.
Czy Rada Naczelna SD podjęła dzisiaj uchwały ??? Wojenka w SD to kompromitacja tej partii i to w chwili, gdy zaczynała pozyskiwać nowych członków i względny prestiż.
Jeden ze sprzyjających Piskorskiemu działaczy SD, Bogdan Lis przekonywał na antenie TVN24, że jest on nadal liderem ugrupowania.
Zamieszanie w partii podsumował w mocnych słowach. – W SD odezwały się demony przeszłości. To PRL-owski beton, który mieszka w lokalach finansowanych przez SD i bierze pensję za nic, uznał że nowa inicjatywa Piskorskiego jest zagrożeniem dla ich interesów – powiedział. (tvn24.pl)
Jak tłumaczył, Piskorski chce by Stronnictwo Demokratyczne wystartowało w wyborach, i by mieć pieniądze na kampanię, chce sprzedać nieruchomości SD. – W ciągu dwóch tygodni miały zostać sprzedane lokale w Szczecinie i we Wrocławiu. W jednym z nich mieszka jeden z członków Rady Naczelnej, musiałby więc opuści mieszkanie. Oni [starzy działacze SD – red.] traktują te nieruchomości jak swoje. Nie chcą prowadzić żadnej działalności, nie chcą startować w wyborach – stwierdził Lis.
Jego zdaniem, po zwieszaniu kilku członków Rady Naczelnej nie miała ona kworum i nie mogła podejmować decyzji. Inicjatywę zwołania na listopad kongresu Stronnictwa Demokratycznego określił, jak próbę wyeliminowania nowych działaczy z partii przed zjazdem krajowym zaplanowanym na przyszły rok.
[Komentarz MacLawye®'a] >>> W świetle dzisiejszych wydarzeń jest oczywiste, że Przewodniczącym SD pozostaje Paweł Piskorski. Zbuntowana Rada Naczelna, podejmując uchwałę o zwołaniu Nadzwyczajnego Kongresu SD, jednocześnie podjęła uchwałę o wniosku do sądu partyjnego, który miałby Piskorskiego zawiesić. Natomiast nader istostne jest ustalenie w którym momencie Zarząd SD podjął decyzję o zawieszeniu w prawach członków partii członków Rady Naczelnej – jeśli po jej posiedzeniu lub w trakcie trwania (przerwy), sąd partyjny nie powinien mieć wątpliwości i powinien Piskorskiego zawiesić, jeśli przed posiedzeniem Rady, Rada nie miała prawa podejmować uchwał. Według komunikatu na stronie głównej SD, zawieszenie członków Rady Naczelnej miało miejsce w trakcie trwania jej obrad – a to oznaczałoby stanowczo niedemokratyczne i wręcz nielegalne działanie Zarządu SD. Z drugiej zaś strony, legalność uchwał Rady Naczelnej należałoby zbadać pod względem quorum w trakcie podejmowania uchwał – nie uwzględniając decyzji Zarządu SD o zawieszeniu członków rady w prawach członków partii. Jeśli przy takim liczeniu quorum było – uchwały zostały podjęte i oświadczenie Zarządu nie ma znaczenia.
Co to jest Stronnictwo Demokratyczne?
Korzenie SD sięgają jeszcze czasów sprzed II wojny światowej. W PRL-u Stronnictwo było partią satelicką PZPR. Po wyborach w czerwcu 1989 r. SD otrzymało 27 miejsc w Sejmie. Wraz ze Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym (poprzednikiem dzisiejszego PSL) dokonało wolty i wsparło rząd Tadeusza Mazowieckiego.
Później SD zaczęło schodzić na polityczny margines – kilku jego członków zasiadało w Sejmie, tylko dzięki sojuszom z innymi partiami. W wyborach w 2007 r. nieliczni kandydaci SD bezskutecznie startowali do Sejmu z listy PSL.
Choć SD nie odgrywa już żadnej politycznej roli, ma duży majątek – głównie nieruchomości w różnych polskich miastach.
Paweł Piskorski – dawniej działacz Unii Demokratycznej, a potem Platformy Obywatelskiej – przystąpił do SD w styczniu 2009 r. (od kwietnia 2006 r. był bezpartyjny, wyrzucony z PO za “niejasności wokół swoich interesów”). 21 lutego został szefem partii.
Przed odtworzeniem klipu muzycznego, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej >>>
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej
>>>
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej u góry strony
Państewko, któremu każdy kto ma domenę z końcówką .TV (a MacLawye® do takich należy) płaci podatek
Tuvalu to państwo, które niknie. Jest pochłaniane przez ocean. Obejrzyj tragedię tego mini-państewka, którego niedługo już nie będzie.
Przed odtworzeniem video wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej u góry strony

Andrzej Olechowski był gościem red. Krzysztofa Miecugowa w programie Poranek TVN24; wypowiedział się o nielegalnych podsłuchach stosowanych przez CBA; w związku z tzw. “aferą podsłuchową”.
wideo możesz obejrzeć w rozdzielczości HD włączając opcję w pasku sterowania.
AFERA PODSŁUCHOWA
Serwis Niezalezna.pl prezentuje dokumenty z podsłuchów ABW. Ten dokument – jak pisze serwis – ostatecznie kompromituje metody działania ABW oraz jej wiceszefa, Jacka Mąki. Bo podsłuchano całkowicie prywatną rozmowę dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego z ojcem. Zapis podsłuchu nie tylko nie został zniszczony, ale odtajniono go na użytek procesu Mąki z “Rzeczpospolitą”.
Podsłuchiwana przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego rozmowa odbyła się 29 lipca 2008 r. – na dzień przed próbą samobójczą Wojciecha Sumlińskiego. Dziennikarz, inwigilowany pod pretekstem śledztwa ws. oferowania oficerowi WSI pozytywnej weryfikacji za pieniądze, odebrał połączenie telefoniczne od swojego ojca.
O czym rozmawiał Sumliński z ojcem? “Chcą mi dać areszt” – mówił dziennikarz. Ojciec pocieszał i pytał: “Nie martw się, kiedy ci ten areszt chcą dać?” Dziennikarz odpowiedział, że nie wie. Dodał, że jest w kościele, chce się pomodlić. Prosił, by rodzina się trzymała. W końcu umówił się na spotkanie. I tyle.
Dramatyczna rozmowa, podczas której nie padło ani jedno zdanie, mogące przysłużyć się “śledztwu” agentów ABW, została przez nich nagrana – a jej zapis nie został zniszczony. Co więcej – 22 czerwca 2009 r. stenogram został odtajniony.
Serwis Niezależna.pl publikuje treść dokumentu za wiedzą Wojciecha Sumlińskiego i jego ojca.
Przed odtworzeniem wideo wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV – live; po prawej stronie.
Jak ustaliła “Rz”, 2 października minister Julia Pitera pojechała do Strasburga na konferencję z okazji dziesięciolecia utworzenia GRECO – Grupy przeciwko Korupcji, międzynarodowego zespołu zajmującego się tworzeniem przepisów prawnych mających zwiększyć skuteczność wymiaru sprawiedliwości w walce z korupcją, zwłaszcza w administracji państwowej.
Pełnomocnik rządu Donalda Tuska ds. walki z korupcją w poniedziałek podczas kongresu, w którym brali udział ministrowie sprawiedliwości Słowenii, Chorwacji, Niemiec, Grecji, Finlandii i Turcji, szkolił, jak skutecznie walczyć z korupcją przy finansowaniu partii politycznych.
- Wygłosiła referat dotyczący finansowania partii politycznych w kontekście zakazów w przepisach ordynacji wyborczej – mówi “Rz” Beata Skorek z Centrum Informacyjnego Rządu.
Informacje o podróży minister Pitery rząd przez kilka dni trzymał w tajemnicy, nie informowano o tym na stronach internetowych Kancelarii Premiera – zaznacza “Rz”.
Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Pani Julia tropi korupcję, pewnie opracowuje teorie zwalczania korupcji skoro w Strassburgu wygłasza referaty; a tuż tuż, na co dzień PO sobie przy ustawach mataczy – a Pani Julia (i minister sprawiedliwości), twierdzą, że PO jest taka cacy, że wszyscy niewinni.
Poleciały głowy w rządzie i kancelarii premiera. W tydzień po ujawnieniu tzw. afery hazardowej stanowiska stracili ministrowie sprawiedliwości i sportu, wiceminister gospodarki, a nawet wicepremier i szef MSWiA (najbliższy współpracownik szefa rządu). Gilotyna nie ominęła kancelarii premiera – na odcinek pracy partyjnej przesunięty został szef gabinetu politycznego, sekretarz stanu i rzecznik rządu. – W Sejmie stoczy się wojna polityczna o wiarygodność PO i Polski, dlatego tam kieruję swoich najlepszych ludzi – argumentował Tusk. [tvn24.pl]
Tusk udaje twardego premiera i chce wmówić społeczeństwu, że rekonstrukcja rządu zapobiegnie patologii sprawowania władzy, która sam wypromował: partyjniactwa, wodzowskiego stylu uprawiania polityki, otaczania się “dworem” bezwolnych pochlebców i nieliczenia się już nie tylko ze społeczeństwem ale nawet ze swoją partią; a przykład idzie z góry – na niższych szczeblach PO, wodzowski styl jest powielany. Platforma utraciłacałkowicie swój obywatelski wymiar.
















































