Jak przystało na mac’usera – a MacLawye® zajmuje się nie tylko prawem i polityką, ale także promocją Mac’ów i produktów Apple’a w codziennej pracy i użytkowymi zastosowaniami Internetu – MacLawye® z zespołem prowadzi w sieci stronę dedykowaną iPhone’om informującą o przebiegu kampanii wyborczej Andrzeja Olechowskiego.
Strona dostarcza informacji ze strony oficjalnej Dr. Andrzeja Olechowskiego a jej prezentację na ekranie komputera, można zobaczyć tutaj; natomiast zasoby strony można przejrzeć na komputerze (chociaż na ekranie komputera strona atrakcyjna nie jest) tutaj.
Na stronie:
- aktualności i artykuły prasowe ze strony oficjalnej;
- skróty informacji z sieci, z linkami do stron źródłowych;
- terminarz spotkań wyborczych Andrzeja Olechowskiego prowadzony przez szatb wyborczy;
- wideo z onet.TV i materiały własne;
- bezpośrednie wpisy i foto ze spotkań wyborczych.
Wystarczy, że w przeglądarce Safari na swoim iPhonie wpiszesz iphone.olechowski.net.pl następnie z menu systemowego wybierzesz dodaj [+] i komendę [Dodaj jako ikonę] i już
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze .TV – live po prawej, klikając w miniaturkę głośnika.
Nie lubię PiS’u. Platformy też nie lubię. Oba te ugrupowania w swojej politycznej praktyce realizują bowiem starą socjalistyczną zasadę kierowniczej roli partii w życiu narodu. Młodzi ludzie jedynie z lekcji historii mogą dowiedzieć się czym ta zasada była. Ale ja pamiętam. Różnica w pojmowaniu kierowniczej roli partii przez PiS i PO jest mniej więcej taka jak między gomułkowszczyzną a gierkowszczyzną. Ta druga jest nieco bardziej cywilizowana. Ale w sumie na jedno wychodzi. Wyborca może sobie wybrać: kierowniczą rolę PiS’u albo PO. Czy istotnie jest to jakiś wybór ? I czy na tym miała polegać demokracja ?
Nie lubię jak Polską kieruje partia. Zwłaszcza wodzowska. A obie – tak PiS jak i PO – są partiami wodzowskimi. Dyskusji wewnątrzpartyjnej się nie przewiduje. W PiS’ie jak za Gomułki o dyskusji w ogóle mowy nie ma i nikt nawet o niej nie śmie pomyśleć. Wódz decyduje. W PO jak za Gierka. Krytyka, prawda, może być, ale – z punktu mając na uwadze, że ona tak naprawdę nikomu nie podoba się – PO robi wszystko aby jej nie było. Przykładem ogłoszone zasady tzw. prawyborów.
Dlatego od lat bliskie mi są inicjatywy obywatelskie. Tyle tylko, że inicjatywy obywatelskie powyżej poziomu gminy nie maja w polityce szans. Przekonał się o tym Andrzej Olechowski. Pierwszy raz gdy po wyborach 2000 r. założył stowarzyszenie. Nazywało się Obywatele dla Rzeczypospolitej. Byłem tej inicjatywie przeciwny. Ale lojalnie wobec Olechowskiego poprowadziłem kongres założycielski OdR’u. Na kongres stowarzyszenie to rozwiązujący nie pojechałem; na zaproszeniu stało bowiem napisane, że uchwała o likwidacji podjęta zostanie bez dyskusji. Drugi raz Olechowski o nikłych szansach inicjatyw obywatelskich przekonał się tworząc Platformę Obywatelską. Długo to trwało zanim z niej wystąpił.
Po dziesięciu latach Andrzej Olechowski powraca. W jego obywatelskie spojrzenie na prezydenturę nie wątpię. Prezydentem Rzeczypospolitej byłby idealnym. W zasadzie, mógłby być w Sevres pod Paryżem przechowywany jako wzorzec prezydenta. Tylko, że z Sevres do Pałacu Namiestnikowskiego droga daleka; a niemrawa kampania Olechowskiego i stateczny program zbyt dobrze nie wróżą. Szkoda.
Że PO jako ruch obywatelski nie ma szans, przekonany byłem od początku. Ale, znowu lojalnie wobec Olechowskiego, włączyłem się w jej tworzenie. Krótko to trwało. Zarówno ludzie jak i metody tworzenia Platformy na najniższym szczeblu spowodowały, że poczułem się jak Sasza, który wstupił w kamsamoł. Smrodek był wyczuwalny już na początku. Dzisiaj stosunki na najniższych szczeblach PO są takie, że na jedno zawołanie Piskorskiego z Platformy nastąpił prawdziwy exodus młodzieży. A starzy działacze tak się lubią, że siedząc w gabinetach obok siebie, porozumiewają się korespondencyjnie (serdeczne pozdrowienia Waldy i Darku).
To inaczej miało być przyjaciele. I dlatego nie wygracie wyborów prezydenckich w 2010 r. – chyba, że Wam PiS pomoże.
A PiS może pomóc Platformie w jeden jedyny sposób. Walcząc o reelekcję Lecha Kaczyńskiego. Czy rzeczywiście Lech Kaczyński będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich ? Pytanie wydaje się być retoryczne. Podobnie jak stawiane miesiąc temu, czy kandydatem PO będzie Donald Tusk. Zatem całkiem bezzasadne nie jest.
Właściwie za kandydaturą Lecha Kaczyńskiego przemawia jedynie miłość braterska, powszechny w PiS strach przed Prezesem i brak alternatywnego kandydata, którego działacze PiS’u mogliby Prezesowi zaproponować i wokół którego się skupić.
Wydaje się, że nie bez kozery Jarosław Kaczyński zapewniając, że jedynym kandydatem PiS’u do urzędu Prezydenta jest jego brat, dodaje, że jednak ostateczna decyzja należy do Pana Prezydenta. A pan Prezydent zdaje się ma już serdecznie dość swojego urzędu. I zostawia sobie furteczkę. Od listopada tak dalece spadła odporność fizyczna Lecha Kaczyńskiego, że co wciąż jest chory. Może się okazać, że z uwagi na stan zdrowia Lech Kaczyński oświadczy, że nie wystartuje w wyborach. I uratuje PiS przed niechybnym unicestwieniem politycznym, do którego – zgodnie z wieloletnią tradycją – prowadzi PiS Jarosław Kaczyński. Ale kto zamiast Lecha Kaczyńskiego ? Szanowni członkowie PiS’u: Zyta Gilowska !
Po pierwsze Zyta jest byłą „siostrą Tuska” i może w kampanii śmiało twierdzić, że dobrze poznała jego wodzowski charakter i bez bicza w postaci silnego prezydenckiego weta, PO tak zdominuje scenę polityczną, że… (i tu mogą znowu wylatywać z lodówki różne produkty). Po drugie Zyta jest babą. I to nie byle jaką. To baba z jajami. Wobec jej kandydatury uczestnictwo Olechowskiego w kongresie Partii Kobiet i poparcie Komorowskiego dla parytetów nic nie znaczą. Po trzecie: Pani Prezydent Zyta Gilowska ratuje PiS przed niebytem politycznym nie naruszając dominującej pozycji Jarsława Kaczyńskiego w partii. Wyrazista Zyta wygrywa zarówno z miałkim Komorowskim jak i dostojnym Olechowskim.
A zatem PiS’ie: Zyta na Prezydenta !!!
Honorarium za tę radę proszę przekazać na dowolny cel charytatywny.
Zarząd Platformy Obywatelskiej zdecydował. Kandydat, którego partia wystawi w wyborach prezydenckich 2010 r. wyłoniony zostanie w drodze tzw. ‘prawyborów’. Pomysł prezentowany jest jako nowa jakość w polskiej polityce. Oto bowiem wszyscy członkowie partii mają zdecydować kto będzie partyjnym kandydatem do urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej. Samo pojęcie ‘prawyborów’ ma silne konotacje z amerykańskim systemem wyborczym – i tak też jest przez działaczy PO prezentowane.
Tyle tylko, że platformesrskie ‘prawybory’ są dosyć szczególne. Kandydatami na kandydata są wskazani przez zarząd partii: Bronisław Komorowski i Radek Sikorski. Innych się nie przewiduje. Janusz Palikot chciał ale już nie chce (w ramach wewnątrzpartyjnej demokracji). Programowej debaty politycznej i wizji prezydentury prezentowanej przez kandydatów PO nie przewiduje. Atakowanie ‘kontrkandydata’ przez zwolenników któregoś ze wskazanych przez zarząd jest surowo zabronione; tzn. krytyka też. Innymi słowy: z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak to ustawiono, że jej nie będzie, tylko – prawda – aplauz i zaakceptowanie.
Można i tak. Tylko po co wciskać ciemnotę, że to takie superdemokratyczne ?
11 lutego o godzinie 17:30 wideoczat na żywo z Andrzejem Olechowskim na PinoTV.pl – połączony z prezentacją nowej witryny internetowej!!!
Czat potrwa ok. godziny i będzie dostępny dla wszystkich zainteresowanych.
To doskonałe miejsce do zadawania pytań, na które nie ma możliwości i czasu w tradycyjnych mediach i wywiadach.
Aby uczestniczyć w wideoczacie, należy 11 liutego o 17:30 połączyć się z kanałem internetowej telewizji Andrzeja Olechowskiego na pinotv.pl pod adresem:
http://pinotv.pl/kanal/andrzej-olechowski
Tak to – mniej więcej – wyglądało dzisiaj:
Zmarł Prof. Krzysztof Skubiszewski. Wybitny Poznaniak. Od zawsze związany z Poznaniem i Wielkopolską. Wybitny prawnik. Autorytet w dziedzinie prawa międzynarodowego publicznego. Wielki autorytet moralny dla pokoleń prawników.
Ur. 8 października 1926 r. w Poznaniu zm. 8 lutego 2010 r. w Warszawie.
Ukończył studia na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Uniwersytetu Poznańskiego. Obronił doktorat i habilitację. Uzyskał tytuł naukowy profesora, specjalizował się w zakresie prawa międzynarodowego. Wykładał we Francji, USA, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii, publikował prace naukowe i opracowania, był współautorem podręcznika do prawa międzynarodowego Prawo międzynarodowe publiczne. Zarys wykładu. Był członkiem-korespondentem PAN i pracownikiem naukowym Instytutu Nauk Prawnych PAN.
W latach 1981–1984 wchodził w skład Prymasowskiej Rady Społecznej, a w okresie 1986–1989 był członkiem Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa PRL, Wojciechu Jaruzelskim. Działał w “Solidarności” oraz w Wielkopolskim Klubie Politycznym “Ład i Wolność”.
13 września 1989 został powołany na stanowisko ministra spraw zagranicznych w gabinecie Tadeusza Mazowieckiego. Utrzymał tę tekę w kolejnych gabinetach – Jana K. Bieleckiego, Jana Olszewskiego, Waldemara Pawlaka i Hanny Suchockiej (do 25 października 1993). 14 listopada 1990 wraz z Hansem-Dietrichem Genscherem podpisał układ graniczny między Polską a Niemcami, gwarantujący uznanie przez RFN granicy na Odrze i Nysie. W okresie jego urzędowania zapoczątkowane zostały rokowania dotyczące członkostwa RP w NATO. Negocjował także zawarty 17 czerwca 1991 traktat polsko-niemiecki o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.
Po odejściu z rządu został przewodniczącym Trybunału Rozjemczego USA-Iran oraz sędzią ad hoc Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.
Otrzymał tytuły doktora honoris causa kilku uniwersytetów, odznaczony najwyższymi orderami polskimi i międzynarodowymi, w tym Orderem Orła Białego (7 grudnia 1999) i Krzyżem Zasługi Republiki Federalnej Niemiec.
Wspólnie z Hansem-Dietrichem Genscherem był laureatem nagrody ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec, ustanowionej w 1993. W 2005 został uhonorowany polsko-niemiecką nagrodą Pomerania Nostra, przyznawaną ludziom szczególnie zasłużonym dla Pomorza Zachodniego i Przedniego w jednej z trzech dziedzin: sztuce, nauce lub polityce.
13 listopada 2009 “w uznaniu wybitnych zasług dla polskiej służby zagranicznej i dorobku naukowego na arenie międzynarodowej” minister Radosław Sikorski nadał mu Odznakę Honorową “Bene Merito”
Rynek Waga Miejska i Ratusz in poland
Ten artykuł nie jest tekstem referującym program Andrzeja Olechowskiego jako kandydata na prezydenta w wyborach 2010 r. Jest to raczej tekst postulatywny, uzasadniający potrzebę wprowadzenia do kampanii prezydenckiej debaty publicznej w sprawie reformy wymiaru sprawiedliwości i nadania tej problematyce wysokiego priorytetu w debacie oraz wyjaśniający, dlaczego pośród wszystkich kandydatów w wyborach 2010 r. właśnie Andrzej Olechowski powinien to uczynić.
Dlaczego debatę o reformie wymiaru sprawiedliwości należy zainicjować w toku prezydenckiej kampanii wyborczej ?
Odpowiedź wydaje się być prosta. Bo to temat ważny, bo badania opinii publicznej pokazują zatrważający brak społecznego zaufania do sądów. Wymiar sprawiedliwości jest elementem ustrojowej zasady trójpodziału władzy. Jeśli zatem źle funkcjonuje, to niesie to zagrożenie dla całego państwa i jego demokratycznego porządku a to są właśnie sprawy do rozwiązania dla przyszłego prezydenta.
Rządowe próby zreformowania sądownictwa kończą się zazwyczaj fiaskiem. Ich wprowadzeniu nie sprzyja ani rządowy system legislacji i żmudnych uzgodnień międzyresortowych każdego projektu ustawy ani bieżący spór parlamentarny w trakcie którego zgłaszane przez posłów poprawki do projektów ustaw są w stanie zepsuć każdy spójny system.
Kiedy rząd Hanny Suchockiej postulował wprowadzenie sądów grodzkich, skończyło się na wyodrębnieniu w sądach wydziałów grodzkich – czyli w praktyce na zmianie mosiężnych tabliczek na drzwiach sądowych wydziałów – reforma padła, zanim się zaczęła.
Gdy rząd Donalda Tuska walczył o rozdzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, postulował zniesienie prokuratur apelacyjnych – rząd sam się z tego projektu wycofał wobec oporu środowiska prokuratorskiego, zapominając, że prokuratorzy apelacyjni mogliby przejściowo z mocy ustawy zostać sędziami śledczymi – ale postulat przywrócenia w polskim systemie prawa karnego instytucji sędziego śledczego, mimo że popierają go wszystkie środowiska prawnicze, został odłożony ad calendas grecas, podobnie jak postulat wprowadzenia zasady, że zawód sędziego powinien być koroną zawodów prawniczych.
Żaden rząd nie wprowadzi reformy wymiaru sprawiedliwości. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest fakt, że urzędnikami ministerstwa sprawiedliwości są w dominującej części sędziowie, oddelegowani do pracy w ministerstwie; a sędziowie (podobnie zresztą jak adwokaci i prokuratorzy) żadną reformą zainteresowani nie są.
Dlaczego sędziowie nie doprowadzą do systemowej reformy sądownictwa ? Ponieważ musieliby zgodzić się i wyeliminować z prawa o ustroju sądów powszechnych te przepisy, które stwarzają i sankcjonują w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości zasadę sędziowskiego korporacjonizmu. Zasada sędziowskiego korporacjonizmu sprowadza się do tego, że wszelkie decyzje o administrowaniu sądami, o awansach sędziów, przydziałach do wydziałów, ocenie ich pracy – oddane są w ręce samych sędziów. Innymi słowy: o ile konstytucyjna zasada dwuinstancyjności jest jakimś tam gwarantem praworządności rozstrzygnięć sądowych, to sama praca sędziów, jej jakość, poziom wydawanych orzeczeń, kultura (lub jej brak) jaką sędzia wprowadza na sali sądowej, żadnej kontroli nie podlegają i są oceniane przez samych sędziów. Jakakolwiek próba kontroli administracyjnych czynności sędziów bądź jakości ich pracy odbierana jest przez środowisko sędziowskie jako zamach na konstytucyjna zasadę sędziowskiej niezawisłości.
Środowiska prawnicze są ze swej natury konserwatywne i nie akceptują zbyt lekko proponowanych zmian systemowych w wymiarze sprawiedliwości, co więcej, wzajemne skłócenie środowisk prawniczych – sędziów, prokuratorów, adwokatów i radców prawnych – powoduje, że postulowane przez te środowiska zmiany systemowe uwzględniają jedynie ochronę własnych partykularnych interesów bieżących, bez dalekosiężnej wizji zreformowania całości systemu.
Mimo, że usprawnienie działania sądów i całego systemu organów ochrony prawnej, jest zazwyczaj hasłem programowym wszystkich partii politycznych, to jednak zarówno w programach wyborczych jak i później, w wypadku objęcia władzy, politycy ograniczają się do zmian cząstkowych, nie mających istotnego znaczenia dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości jako całości. Częstokroć, dla realizacji swoich celów politycznych, bądź dla czystej propagandy, partie prezentują różne skrajnie przeciwne koncepcje (PO i PiS przy rozdzielaniu funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości), zmieniając te koncepcje w zależności od bieżącej sytuacji politycznej. Właśnie dlatego systemowa reforma wymiaru sprawiedliwości powinna być w pewnym sensie wyłączona spod bieżącego sporu parlamentarnego. Kandydat na prezydenta w wyborach 2010 r. powinien zapowiedzieć, że w wypadku ich wygrania, jako Prezydent RP, w tym obszarze legislacji podejmie inicjatywę ustawodawczą, zapowiadając podjęcie kompleksowych prac nad projektem zreformowania polskiego wymiaru sprawiedliwości, obejmującym więcej niż jedną kadencję parlamentu a nawet więcej niż jedną kadencję prezydencką. Po prostu reformy systemowej wymiaru sprawiedliwości z dnia na dzień wprowadzić się nie da; nie da się także wprowadzić takiej reformy jednym cząstkowym rozwiązaniem. Reforma systemowa powinna bowiem objąć nie tylko prawo o ustroju sądów powszechnych ale także procedury (zarówno cywilną jak i karną), prawo o adwokaturze i wykonywaniu zawodu radcy prawnego (zmierzające do unifikacji tych zawodów i wprowadzenia spójnego systemu kształcenia prawników, w którym zawód sędziego staje się koroną zawodów prawniczych), itp.
Czy wprowadzenie do programu politycznego w wyborach prezydenckich sprawy reformy wymiaru sprawiedliwości jest „opłacalne” z punktu widzenia efektu wyborczego ? Otóż nie jest prawdą, że kwestie związane z działaniem polskiego wymiaru sprawiedliwości nie interesują polskiego wyborcy. Chociaż można się zgodzić z tezą, że z punktu widzenia wyborcy, z punktu widzenia obywatela jest wiele kwestii ważniejszych, to z punktu widzenia demokratycznego systemu władzy państwowej w Polsce jako państwa prawa, nie ma ważniejszej sprawy niż reforma wymiaru sprawiedliwości. Polski wyborca jest na tyle świadomy, że doskonale wie, iż władza prezydenta w Polsce nie zapewni mu wyższych zarobków i doskonale wie, że reformy systemowe mogą być wprowadzone jedynie przy konsensusie wszystkich sił politycznych, a taki konsensus zapewnić może tylko ponadpartyjny prezydent.
Z drugiej zaś strony problematyka wymiaru sprawiedliwości jest dla polskiego społeczeństwa doniosła. Dowodzi tego choćby historia politycznego sukcesu Prawa i Sprawiedliwości, które już w swojej nazwie się do niej odwołuje. I chociaż partia braci Kaczyńskich ma tyle wspólnego z prawem i sprawiedliwością, co demokracja z demokracją socjalistyczną, należy pamiętać, że sukces PiS’u jak i samego Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, był w dużym stopniu wynikiem programu politycznego skupionego na zapowiedzi manipulowania w obszarze wymiaru sprawiedliwości. PiS powstała wokół powtarzanego jak mantra przez Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości sloganu, że jest zwolennikiem kary śmierci i jej przywrócenia w polskim systemie prawa karnego (mimo pełnej świadomości, że nie jest to możliwe), a największą społeczną popularność osiągnął polityk PiS’u, który prezentował siebie jako „szeryf” twardą ręką kierujący resortem sprawiedliwości.
Kandydat na prezydenta w wyborach 2010 r. nie musi (a nawet nie powinien) oceniać pracy sądów. Nie może jednak (i nie powinien) nie dostrzegać, że polskie społeczeństwo nie ma zaufania do polskiego wymiaru sprawiedliwości. Według badań przeprowadzonych przez ministerstwo sprawiedliwości zaledwie 37% Polaków pozytywnie ocenia polski wymiar sprawiedliwości, 44% wystawia opinię negatywną w odpowiedzi na pytanie: jaka jest Pani/Pana ogólna ocena działania wymiaru sprawiedliwości. Głównym determinantem złej opinii Polaków o instytucjach systemu organów ochrony prawnej są: niesprawiedliwe orzecznictwo 70,9%, nierzetelne wykonywanie obowiązków przez przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości w tym sędziów 69%, ich stronniczość 65% i niska efektywność działań 63%. Praktyka wykonywania zawodu dowodzi, że niemal powszechna jest – nie do końca a na pewno nie w takim stopniu prawdziwa – opinia o skorumpowaniu polskich sądów (9 na 10 klientów kancelarii prawniczych rozpoczyna konferencję z prawnikiem nie od pytania o ocenę prawną procesu a od pytania „czy Pan to może załatwić ?”). Skoro zatem opinia o polskim wymiarze sprawiedliwości jest tak zła, kandydat na urząd prezydenta nie może się do tego społecznego zjawiska nie odnieść.
Diagnozując problem niskiej oceny wymiaru sprawiedliwości i obniżenia się społecznego autorytetu sędziów w relacji do praktyki działania wymiaru sprawiedliwości, można stwierdzić, że społeczny wizerunek sądów determinowany jest przez niski poziom orzecznictwa sądowego, pojmowanie przez sędziów zasady niezawisłości sędziowskiej jako zasady uniemożliwiającej ocenę (i krytykę) ich pracy, obniżenie się poziomu kultury sali sądowej. Praprzyczyną tych wszystkich zjawisk jest sędziowski korporacjonizm. W rezultacie to właśnie ów korporacjonizm sędziowski – paradoksalnie – jest przyczyną upadku autorytetu samych sędziów a w konsekwencji negatywnego obrazu całego wymiaru sprawiedliwości. Tak więc postulatem i hasłem reformy wymiaru sprawiedliwości w programie politycznym kandydata na prezydenta, powinna być odbudowa autorytetu sędziów, poprzez likwidację sędziowskiego korporacjonizmu w zarządzaniu kadrami i administrowaniu sądami. Tak ogólne stwierdzenie w programie politycznym kandydata na prezydenta byłoby jednak niewystarczające. Konieczne jest pokazanie, że są metody naprawy sytuacji.
W ustawie o ustroju sądów powszechnych, rozdział 4 zatytułowany jest „samorząd sędziowski”. Samorządność sędziowska realizowana jest poprzez powierzenie najistotniejszych decyzji (w tym zwłaszcza decyzji kadrowych), zgromadzeniom ogólnym sędziów sądów apelacyjnych i sądów okręgowych. Kompetencje zgromadzeń ogólnych sądów sprawiają, że sądy i sędziowie pozostają poza jakakolwiek kontrolą zewnętrzną a wynikający z tych przepisów sędziowski korporacjonizm powoduje, że w środowisku sędziowskim realizowana jest zasada nihil de nobis sine nobis, co daje samym sędziom władzę w zarządzaniu i organizacji sądów niemal absolutną. Wiadomo jest teoretykom państwa i politykom, że wszelka władza deprawuje a władza absolutna deprawuje absolutnie. Udzielona zgromadzeniom ogólnym sędziów władza, wykonywana jest przez tzw. kolegia; odpowiednio: kolegia sądów apelacyjnych i kolegia sądów okręgowych. W ich skład wchodzą wyłącznie sędziowie określonego sadu, wybierani przez zgromadzenia ogólne sędziów. Tym samym organ samorządu sędziowskiego (zgromadzenie) posiada swoisty „organ wykonawczy” który ustawowo sytuowany jest jako organ sądu. Nie ma chyba drugiej takiej instytucji, w której organ samorządu zawodowego wybierałby organ instytucji państwowej (a odległym porównaniem byłaby analogia do sytuacji, w której związek zawodowy w przedsiębiorstwie, nie tylko miał wpływ na wybór dyrektora ale powoływałby radę nadzorczą przedsiębiorstwa) – i ta konstrukcja ustawowa w prawie o ustroju sądów powszechnych jest po prostu chora, prowadzi do „deprawacji” środowiska sędziowskiego a w konsekwencji do obniżenia się autorytetu sędziów w opinii publicznej.
Planując reformę polskiego wymiaru sprawiedliwości należałoby dążyć do wyeliminowania z prawa o ustroju sądów powszechnych zasady sędziowskiego korporacjonizmu i zastąpienie jej zasadą służebności sądów wobec obywateli; natomiast w zakresie wewnętrznego nadzoru nad pracą sądów wprowadzić rozwiązania, które w dalekiej paraleli byłyby transpozycją na grunt wymiaru sprawiedliwości zasady trójpodziału władz. Zmiana taka polegałaby na ograniczeniu kompetencji zgromadzeń ogólnych sędziów do roli czysto samorządowej reprezentacji interesów środowiska sędziowskiego z nader ograniczonym wpływem na bieżącą pracę sądów i nadzór nad działalnością sędziów oraz na radykalnym wzmocnieniu kompetencji kolegiów sądów. Jednak wzmocnienie kompetencji kolegiów sądów i wyposażenie ich w głos decydujący w sprawach związanych z działalnością wewnętrzną sądów musiałoby być powiązane ze zmianą składu osobowego kolegiów. Istotą proponowanej reformy powinno być bowiem ustawowe dopuszczenie do składu kolegiów prokuratorów i adwokatów, przy czym liczba sędziów w kolegiach sądów powinna być ograniczona do reprezentacji środowiska sędziowskiego i pozostawać w mniejszości do liczby przedstawicieli pozostałych zawodów prawniczych. W skład kolegium poszczególnych sądów apelacyjnych powinni z urzędu wchodzić nie tylko prezesi tych sądów ale także dziekani okręgowych rad adwokackich i szefowie prokuratur odpowiednich szczebli. W jakimś sensie byłby to odpowiednik zasad obowiązujących w arbitrażu, w którym strony same wybierają arbitrów. A ocena pracy sędziów dokonywana byłaby przez tych, którzy dokonują tej oceny w swojej codziennej pracy – prokuratorów i adwokatów.
Ta stosunkowo prosta zmiana spowodowałaby po prostu rewolucję w wymiarze sprawiedliwości i pozwoliła zrealizować postulaty, które obecnie – mimo powszechnego uznawania ich za słuszne – są odkładane. Przede wszystkim – w powiązaniu ze zreformowaniem przepisów o dochodzeniu do wykonywania zawodu sędziego – pozwoliłaby na przepływ kadr między zawodami prawniczymi (sądownictwem i adwokaturą, a przy założeniu, że równolegle wprowadzono by do systemu polskiego prawa karnego instytucję sędziego śledczego, także prokuraturą).
Proponowana zmiana, zakłada ściślejsze powiązanie zawodów prawniczych między sobą. Konsekwencją takiej zmiany musiałyby być zmiany w procedurze dyscyplinarnej wszystkich zawodów prawniczych. O ile dyscyplinarne postępowanie pierwszoinstancyjne powinno pozostać w gestii samorządów; to wraz z proponowanymi zmianami w składzie kolegiów sądów, należałoby postulować powołanie w sądach apelacyjnych specjalnych wydziałów etyki zawodów prawniczych (ponownie z udziałem sędziów, adwokatów i prokuratorów), które spełniałyby funkcję dyscyplinarnych sądów drugiej instancji w stosunku do wszystkich samorządów (sędziowskiego, prokuratorskiego i adwokackiego) o kompetencjach kasacyjnych.
Proponowana zmiana w zakresie składu i kompetencji kolegiów sądów mogłaby być wprowadzona do prawa o ustroju sądów powszechnych bez konieczności zmiany Konstytucji Rzeczypospolitej. Co więcej taka zmiana nie mogłaby być uznana przez środowisko sędziowskie jako zamach na sędziowską niezawisłość. Mimo to należy się spodziewać, że przedstawiona propozycja spotkałaby się z krytyką ze strony sędziów. Faktem jest, że proponowana zmiana zmienia całą filozofię sprawowania wymiaru sprawiedliwości i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Jej wprowadzenie musiałoby być powiązane z kompleksową i rozłożoną w czasie konieczną zmianą procedur sądowych, zakresu kognicji sądów, absolutnie radykalnemu – w dalszej ale określonej perspektywie – uposażenia sędziów.
Wprowadzenie do prawa o ustroju sądów powszechnych zasady służebności sądów zawierającej się zasadniczo w postulowanej wyżej zmianie i dopuszczeniu do zarządzania sądami przedstawicieli innych zawodów prawniczych musiałoby być wprowadzone do systemu wymiaru sprawiedliwości wraz z innymi oczekiwanymi społecznie zmianami: likwidacji instytucji ławników i wprowadzeniu w to miejsce procesu przed ławą przysięgłych w sprawach o zbrodnie (co byłoby realizacją zasady państwa obywatelskiego), wyjęcie spod kognicji sądów drobnych spraw cywilnych i spraw o drobne (nie zagrożone karą aresztu) wykroczenia i poddanie ich rozstrzyganiu przez sędziów pokoju wybieranych przez społeczności lokalne w wyborach powszechnych wraz z przekazaniem obsługi tych sądów jako zadań samorządów lokalnych, itd. (samo skatalogowanie zakresu koniecznych zmian reformujących system wymiaru sprawiedliwości, wykracza poza ramy tego tekstu).
Dopuszczenie do zarządzania sadami przedstawicieli innych zawodów prawniczych spowodowałoby przepływ kadr między tymi zawodami. Dzisiaj, każdy sędzia, który chce przejść do adwokatury ma gwarancję wpisu z ustawy na listę adwokatów. Kierunek odwrotny, przejście z adwokatury do sądownictwa, mimo że prawnie możliwy, w praktyce jest niespotykany. Wbrew rozpowszechnionym opiniom nie są temu winne różnice w zarobkach sędziów i adwokatów; istnieje całkiem spora grupa adwokatów, która bez wątpienia chciałaby przejść do sądownictwa, uniemożliwia to procedura poddania się ocenie kolegiów sądów, w których przedstawicieli adwokatury obecnie nie ma, w związku z czym panuje w praktyce powszechna opinia, że przejście adwokata do zawodu sędziego jest niemożliwe.
Nietrudno jest wyobrazić sobie jak udział adwokatów i prokuratorów w składzie kolegiów sadów wpłynąłby na poprawę pracy sądów. Sama świadomość sędziów, że są oni poddani nieustannej ocenie nie tylko swoich kolegów-sędziów ale także reprezentantów stron procesu podniosłaby kulturę sali sądowej a uzależnienie awansu sędziego od pozytywnej opinii kolegium sądu, w którym zasiadaliby prokuratorzy i adwokaci, podniosłaby zarówno poziom orzecznictwa jak i dyscyplinę pracy sędziów i efektywność prowadzenia procesów.
Czy którykolwiek z kandydatów w wyborach prezydenckich 2010 r. zdecyduje się podjąć debatę na temat zreformowania polskiego wymiaru sprawiedliwości ? Należy sądzić, że każdy. Tyle tylko, że w większości będą to postulaty o niskim priorytecie w programie kandydata i nie wykraczające poza ogólniki w rodzaju: należy usprawnić sądownictwo, wzmocnić autorytet sądów itp. Tymczasem od kandydatów na prezydenta należy oczekiwać pójścia krok dalej, należy oczekiwać pokazania w jaki sposób zamierzają oni zreformować wymiar sprawiedliwości.
Trzeba jasno powiedzieć, że cokolwiek by w swojej kampanii wyborczej mówił na temat wymiaru sprawiedliwości obecnie urzędujący Prezydent, jego słowa nie będą wiarygodne. Lech Kaczyński wsławił się w toku swojej kadencji odmową nominowania sędziów zawnioskowanych do nominacji prezydenckiej przez Krajową Radę Sądownictwa. Była to decyzja, która w mojej opinii kwalifikowała się do postawienia Lecha Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu; wątpliwości – może mniej radykalne – zgłaszał zarówno Rzecznik Praw Obywatelskich jak i Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, który skierował w tej sprawie skargę kompetencyjną do Trybunału Konstytucyjnego. Niestety, żałosny poziom tej skargi spowodował, że Trybunał Konstytucyjny sprawą się nie zajął odrzucając skargę (Zob.: I po sprawie – Prezydent może powoływać sędziów jak chce a jak nie chce to nie musi.).
Po podjęciu przez Donalda Tuska decyzji o nie kandydowaniu w wyborach prezydenckich program kandydata Platformy Obywatelskiej na urząd prezydenta będzie programem samej Platformy, siłą rzeczy skoncentrowanym na postulacie uporządkowania stosunków między prezydentem a rządem.
W zakresie programowym kandydat Platformy nie wyzwoli się od oceny zarządzania resortem wymiaru sprawiedliwości przez obecny rząd zapewniając, że nie będzie – w odróżnieniu od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego – stosował prezydenckiego veta wobec prób zreformowania wymiaru sprawiedliwości. Tyle tylko, że projekty nowelizacji prawa o ustroju sądów powszechnych, prawa o wykonywaniu zawodu doradcy i innych ustaw związanych z systemem ochrony organów prawnych, zmierzają akurat w odwrotnym kierunku niż systemowa reforma wymiaru sprawiedliwości i zamiast walki z sędziowskim korporacjonizmem, pod presją środowisk prawniczych konserwują obecny stan rzeczy. (Jedynym wyjątkiem jest rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, które jednak wobec wycofania się z projektu likwidacji prokuratur apelacyjnych i wprowadzenia do systemu prawa karnego instytucji sędziego śledczego stało się rozwiązaniem niepełnym – chociaż uczynionym w dobrym kierunku).
Wydaje się, że kandydatem na urząd prezydenta, który mógłby uczynić z programu reformy wymiaru sprawiedliwości program wiarygodny dla wyborcy jest Andrzej Olechowski. Przede wszystkim dlatego, że zarówno PO jak i PiS czy SLD bądź PSL w momencie gdy były u władzy próbowały dokonywać reformy sądownictwa i nigdy nic z tego nie wyszło. Bo reforma wymiaru sprawiedliwości inicjowana przez jakikolwiek rząd do żadnej systemowej reformy nie doprowadzi; a najczęściej już w samych swoich założeniach jest zazwyczaj cząstkowa i nigdy się do końca nie udaje; skoro zatem nie udało się to rządom tych partii, to trudno będzie uwierzyć aby udało się partyjnemu prezydentowi, choćby nie wiem jak zapewniał, że stanie się prezydentem ponadpartyjnym.
Co więcej zaproponowane wyżej założenia zreformowania polskiego wymiaru sprawiedliwości wpisują się w obywatelski charakter kandydatury Andrzeja Olechowskiego, który już w wyborach prezydenckich 2000 r. niektóre z przedstawionych wyżej postulatów – z odmiennym rozłożeniem akcentów w ówczesnej sytuacji społecznej – prezentował w kampanii prezydenckiej. Tak więc można założyć, że proponowana reforma byłaby zgodna zarówno z całościowym programem wyborczym Andrzeja Olechowskiego jak i z jego wizerunkiem jako polityka a w wypadku wygrania wyborów prezydenckich przez Andrzeja Olechowskiego, konsekwentna realizacja przez Prezydenta Rzeczypospolitej tej reformy, z wykorzystaniem prezydenckiej inicjatywy ustawodawczej mogłaby by się stać historycznym osiągnięciem jego prezydentury.
Reforma wymiaru sprawiedliwości na pewno stanie się elementem prezydenckiej kampanii Andrzeja Olechowskiego; powinna jednak stać się elementem wiodącym. Jest tak dlatego, że dotychczas ogłoszony przez Olechowskiego program jest w pewnym sensie statyczny (można też powiedzieć, że nie tylko statyczny ale i stateczny jak sam Olechowski), to program dobry, spójny ale nie porywający.
Z wystąpień programowych Andrzeja Olechowskiego jawi się obraz prezydentury niezależnej, spokojnej, kompetentnej. W zasadzie jedynym elementem budzącym emocje, była zapowiedź wprowadzenia do polskiego systemu prawnego instytucji przybrania osoby bliskiej.
Politycznie, ogłoszenie tej koncepcji w pierwszej odsłonie programowej, było sygnałem wysłanym do środowisk lewicowych, że oto Olechowski, postrzegany dotychczas jako polityk liberalno konserwatywny, jest otwarty na postulaty lewicy. I w tym sensie ten element programowy swoją rolę spełnił. Medialnie był to niewypał. W sposób mniej lub bardziej poprawny politycznie media donosiły, że w swojej kampanii Olechowski opierał się będzie na pedałach (Piskorski nieudolnie tłumaczył, że chodzi przecież o dwie babcie, które wspólnie hodują kota); w istocie proponowana przez Olechowskiego konstrukcja przybrania osoby bliskiej służy ochronie rodziny. Jest tak dlatego, że jej wprowadzenie wytrąci środowiskom homoseksualnym argumenty na rzecz wprowadzenia do polskiego prawa instytucji małżeństw homoseksualnych. Wydaje się, że Andrzej Olechowski próbował to kiedyś wytłumaczyć w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i…” ale ta go jak zwykle zagadała.
Wprowadzając do swego programu wizję zreformowania wymiaru sprawiedliwości Andrzej Olechowski pokazałby wizje prezydentury aktywnej a w kampanii wyborczej otworzyłby debatę, w której wobec swoich kontrkandydatów byłby górą. Nie ma lepszej broni wyborczej niż narzucenie konkurentom tematu, który muszą podjąć.
Proponowana powyżej koncepcja założeń reformy wymiaru sprawiedliwości jest koncepcją nowatorską; jako taka jest to koncepcja kontrowersyjna, która wzbudzi ostrą dyskusję i sprzeciw wielu środowisk prawniczych. Na pewno ożywi jałową dotychczas debatę programową w kampanii prezydenckiej. Czy stanie się elementem programu Andrzeja Olechowskiego ? Trudno powiedzieć. Zważywszy na aktywność Olechowskiego w Internecie na pewno zostanie zauważona. Reszta zależy od opinii jego doradców a ostateczna decyzja do niego samego.
jmm
Grzegorz Marczak na swoim ANTYWEB’ie http://antyweb.pl recenzuje CRM’a gomatters.com, pod tytułem “gomatters.com” usprawni pracę prawników“.
Prawnik w swoje codziennej pracy ma do czynienie z bardzo dużą ilością dokumentów. Dodatkowo prowadzi projekty (sprawy), zajmuje się kontaktami z klientem, rachunkami i pewnie dziesiątkami innych pobocznych zadań. Można też założyć, że prawnicy należą do bardziej zamożnych użytkowników, którzy będą w stanie zapłacić za narzędzia wspomagające prace i podnoszące wydajność ich firmy.
Pomysłem na biznes autorów serwisu gomatters.com jest więc dostosowanie CRM-a do potrzeb prawników. Zamiast projektów mamy w aplikacji “sprawy sądowe” reszta to klasyczne funkcjonalności jak zarządzanie zadaniami, kalendarzem, kontaktami, pocztą itp. Oczywiście są też funkcje, dedykowane branży czyli wstępna wycena kosztów usług prawniczych, rozliczanie w kilku modelach (flat fee lub za godziny) itp. Gomatters oferuje też możliwość wystawiania faktur za usługi prawnicze.
Właściwie mamy wszystko oprócz jednego drobnego szczegółu czyli CMS-a. Gomatters pomaga zorganizować pracę natomiast nie daje możliwości pracować z dokumentami (i tego elementu biznesu nie usprawnia). Moim zdaniem jest to bardzo potrzeba szczególnie tej grupie użytkowników funkcjonalność.
A mnie się wydaje, że nie warto gomatters.com polecać prawnikom, zwłaszcza polskim. Dyskusję proponuję prowadzić po sprawdzeniu gomatters.com i w formie komentarzy do artykułu na na antyweb.pl
Bo sam antyweb.pl jest dla osób w sposób użytkowy podchodzących do Internetu (także dla prawników) doskonałym źródłem wiedzy o nowinkach (dlatego pod tym wpisem, mimo że o Internecie dla prawników, nie otwieram dyskusji, zapraszając na antyweb.pl).
Nie można wykluczyć, iż po ekshumacji ciała Krzysztofa Olewnika może się okazać, że w grobie Krzysztofa Olewnika leżą szczątki kogoś innego. – To byłby gigantyczny skandal.
Ekshumacja może wykazać, iż szczątki spoczywające w grobie Olewnika należą do kogoś innego. – Tutaj mamy do czynienia z prawdziwym obrazem tego, czym jest w Polsce prokuratura. Ta sprawa odsłania twarz wymiaru sprawiedliwości bez makijażu – powiedział w tvn24 dziennikarz śledczy Sylwester Latkowski.
Wtórował mu Janusz Kaczmarek. – Dzisiaj obraz prokuratury to obraz wielu błędów. Jeśli okaże się, że to nie są zwłoki Krzysztofa Olewnika to będziemy mieli do czynienia z olbrzymim skandalem. I trzeba będzie stawiać zarzuty – dodał.
Źródło: tvn24.pl
Andrzej Olechowski komentując zamieszanie wewnątrz Stronnictwa Demokratycznego stwierdził, że w sporze kibicuje Pawłowi Piskorskiemu, którego projekt polityczny jest mu bliski. Olechowski powiedział, że sytuacja w SD będzie miała wpływ na jego decyzję o kandydowaniu w wyborach prezydenckich 2010 r. jednakże poparcie Stronnictwa nie jest warunkiem niezbędnie koniecznym; przypomniał, że w 2000 r. udało mu się stworzyć struktury wyborcze w całym kraju jako kandydatowi obywatelskiemu.
Felieton filmowy Katarzyny Kolendy Zaleskiej w Faktach TVN.
Dziennik „The Times” zamieścił na swoich łamach artykuł na temat polskiego agenta Tomka. Brytyjska gazeta ironicznie stwierdza, że ma on kwalifikacje do tego, aby nazywać go najbardziej uwodzicielskim agentem Europy Wschodniej.
Artykuł zaczyna się od parafrazy słów najsławniejszego filmowego superagenta Jamesa Bonda: „The name is K — Tomek K.” Autor artykułu wylicza wszystkie atrybuty polskiego agenta znanego pod pseudonimami „Tomasz Małecki” i „Tomasz Piotrowski”: to, że porusza się luksusowym autem – Porsche Cayenne, jeździ na słynnym motocyklu Harley-Davidson, nosi najdroższe ubrania znanych projektantów, płaci platynowymi kartami kredytowymi… a do tego ma śnieżnobiałe zęby, dzięki czemu bez trudu uwodzi kolejne kobiety. Gazeta cytuje też wypowiedź jednej z ofiar agenta, Weroniki Marczuk-Pazury (jej zdjęcie nota bene ilustruje artykuł), która mówiła m.in. o tym, jak agent Tomek ją uwodził i robił do niej „maślane oczy”. Zabrała go nawet do swoich rodziców, czym polski agent pobił Bonda na głowę.
Słowa i wykonanie: Tomasz Szwed
Fantastyczny funkcjonariusz, jeden z najlepszych agentów, z ogromnym doświadczeniem, perełka, gogolowski rewizor – tak były szef CBA charakteryzuje swojego pracownika, agenta “Tomka”. Mariusz Kamiński podkreśla jednocześnie, że najbardziej znany agent biura został w mediach zlinczowany.
Dorota Kołakowska RZECZPOSPOLITA, 26 października 2009 r.
Starzy działacze Stronnictwa Demokratycznego chcą wyrzucić ze stanowiska szefa partii Pawła Piskorskiego.
Część działaczy uchwaliła wniosek o odwołanie Piskorskiego z funkcji lidera SD na nadzwyczajnym kongresie 21 listopada, a do tego czasu zawieszenia go w prawach członka. Zarzucają mu wodzowski sposób kierowania partią i wytykają postępowania prokuratorskie.
– To zemsta za próbę sprzedaży partyjnych nieruchomości – odpierają ataki ludzie Piskorskiego.
Do awantury między szefem a działaczami doszło na sobotnim posiedzeniu rady naczelnej SD. Zwolennicy Piskorskiego tak to relacjonują: – Starzy działacze zorientowali się, że do partii zapisało się kilka tysięcy nowych członków zachęconych projektem Piskorskiego, a to może spowodować, że stracą drobne korzyści materialne, które czerpali dzięki majątkowi SD – mówi „Rz” Maciej Białecki z zarządu SD. – Od kilku miesięcy torpedowali próby sprzedaży nieruchomości partii.
Sam Piskorski mówił w TVN 24: – Grupa starych działaczy uznała, że chce za każdą cenę, nawet kompromitacji publicznej, utrzymać władzę nad tym, co było w SD.
Czytaj dalej na stronach RZECZPOSPOLITEJ >>>
Partia to JA !!! – Paweł Piskorski.
Wydaje się, że wojna w SD i zacietrzewienie Pawła Piskorskiego oraz sprzyjających mu działaczy zburzy doskonały projekt budowy na polskiej scenie politycznej trzeciej siły, mogącej być realną alternatywą dla bipolarnego układu PO-PiS. Oceniając tę wojnę “starych działaczy” SD z “piskorczykami” z zewnątrz (nie będąc członkiem SD) chyba należałoby wezwać obie strony do opamiętania się. Dzisiaj zapadło orzeczenie Sądu Partyjnego SD uznające legalność sobotniego posiedzenia Rady Naczelnej SD. Okazuje się jednak, że dla “piskorczyków” orzeczenie to nie jest wiążące, bo… członkowie Sądu Partyjnego SD także – nie wiadomo kiedy – zostali zawieszeni w prawach członków partii. Należałoby przypomnieć Pawłowi Piskorskiemu, że formalne kompetencje Zarządu do zawieszania członków partii są jednak ograniczone i zgodnie ze Statutem SD (§ 14 ust. 1) mogą mieć miejsce jedynie w wypadku szczególnie rażącego i przynoszącego szkodę działania członka SD, jaką szkodę przynieśli partii członkowie Sądu Partyjnego SD przed wydaniem orzeczenia ? MacLawye®’owi wydaje się, że sposób interpretowania Statutu SD przez Pawła Piskorskiego jest zaiste “pisowski” – nic dziwnego, skoro PiSkorski ma te trzy literki w nazwisku
. Jest jakaś destruktywna magia w tych trzech literach.
Nie wiadomo, czy nie jest już za późno na ratowanie politycznego projektu zarysowanego w SD przez Pawła Piskorskiego. Musiałby się znaleźć autentyczny mediator, który doprowadziłby do wypracowania jakiegoś kompromisu między “starymi działaczami” SD a “piskorczykami” – w przeciwnym razie obserwatorowi spoza SD będzie absolutnie wszystko jedno kto tę wojenkę wygra. Przegra idea budowania siły politycznej alternatywnej dla PO-PiS’u. Wyborca nie lubi sporów wewnątrzpartyjnych zakładając, że skoro działacze partyjni nie mogą się dogadać w ramach własnej partii, to dopiero na Wiejskiej pokażą na co ich stać. Zatem lepiej się od takiej partii trzymać z daleka.
Panowie z SD opamiętajcie się !!!
A poważnie; sprawa jest żenująca.
Próba zerwania sobotniego posiedzenia Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego przez szefa partii Pawła Piskorskiego i zawieszenie ośmiu członków Rady było bezprawne – uznał w poniedziałek Naczelny Sąd Partyjny SD.
Z kolei Piskorski powiedział, że obrady i decyzja sądu są niewiążące, ponieważ – jak mówił – członkowie sądu są zawieszeni w swoich prawach.
Jak poinformował PAP rzecznik prasowy RN SD Adam Zyzman, sąd partyjny po zapoznaniu się z nagraniem sobotnich obrad Rady Naczelnej uznał jej posiedzenie za zgodne ze statusem SD.
Sąd powołał trzyosobowy zespół orzekający, który 5 listopada ma rozpatrzyć przyjęty przez Radę wniosek o zawieszenie członkostwa Piskorskiego w partii do czasu Kongresu Nadzwyczajnego, który ma się odbyć 21 listopada. Kolejna z przyjętych w sobotę uchwał zakazuje Piskorskiemu jakichkolwiek działań w związku ze sprzedażą majątku partii.
-Nie mogło być innej decyzji. Posiedzenie Rady Naczelnej było przeprowadzone z najwyższą starannością, żeby nie można było zarzucić żadnych uchybień formalnoprawnych, gdyż spodziewałem się, że Paweł Piskorski będzie próbował torpedować posiedzenie Rady, gdy tylko się zorientuje, że jest w mniejszości – powiedział zawieszony przewodniczący RN SD Krzysztof Góralczyk.
W poniedziałek obradował także Zarząd Główny SD. Piskorski nie chciał ujawnić szczegółów posiedzenia. Powiedział jedynie, że przyjęto zasady postępowania, jakie będą obowiązywały w najbliższych dniach w Stronnictwie.
W sobotę Piskorski wraz z grupą sprzyjających mu działaczy wyszedł z posiedzenia Rady Naczelnej; zwołał zebranie Zarządu Głównego SD, który zawiesił ośmiu członków Rady w prawach. Członek ZG SD Marcin Kalek wydał oświadczenie, którym stwierdził, że Rada Naczelna “utraciła możliwość podejmowania prawomocnych decyzji”. Piskorski uważa, że zamieszanie w SD wynika z dążenia “starych działaczy” do utrzymania władzy w partii “za każdą cenę”.
Góralczyk uważa, że Piskorski dokonał zamachu na wewnątrzpartyjną demokrację.
- Nie rozumiem motywów jego działania, ale łamie wszystkie elementarne zasady demokracji wewnątrzpartyjnej – powiedział.
Zastępca sekretarza generalnego SD Jan Artymowski uważa za niezrozumiałe działania przeciwników Piskorskiego w sytuacji, gdy SD po raz pierwszy od 20 lat ma szanse powrotu do działalności politycznej. W jego ocenie oponenci Piskorskiego, którzy próbowali dokonać przewrotu w partii uznali, że to ostatni moment powrotu do stanu sprzed lutego, który “oznaczał polityczny niebyt Stronnictwa”. Ale – jak dodał – tej wąskiej grupie gwarantował monopol na podejmowanie decyzji i zarządzanie majątkiem.
“Jednak wszystko, co robią ci panowie, jest sprzeczne ze statutem. W związku z tym ich nadzieję na zatrzymanie procesu odnowy Stronnictwa są płonne” – mówi. Jego zdaniem posiedzenie Rady Naczelnej odbyło się bez kworum, więc wszystkie podjęte tam decyzje mają charakter nieformalny.
Kworum było czy nie było?
Według Góralczyka i wiceszefa SD Jana Klimka decyzję o zwołaniu kongresu oraz skierowaniu do sądu partyjnego wniosku o zawieszeniu Piskorskiego Rada podjęła, gdy kworum nie było jeszcze zerwane. Tłumaczą, że RN liczyła 68 osób, a więc wymagane kworum wynosiło 34 osoby.
- Gdy Rada rozpoczęła obrady, na sali było 58 osób. Po wyjściu z sali Piskorskiego i jego zwolenników pozostało 35 osób, czyli w dalszym ciągu mieliśmy kworum. Dopiero później przyszedł pan Piskorski i dostarczył jakieś pismo, że jakoby zarząd się zebrał i zawiesił 8 członków Rady, ale wtedy Rada już podjęła decyzję o zwołaniu nadzwyczajnego kongresu – argumentuje Góralczyk.
Z kolei wiceszef Rady Andrzej Prochownik twierdzi, że “kworum nie było i to jest fakt”. Nie widzi też zagrożenia dla dalszego przewodnictwa Piskorskiego i realizacji planu odnowy partii. – Wszystko idzie według planu. Może tylko część członków nie rozumie idei zmian. Trudno mi powiedzieć – zaznaczył.
Inne zarzuty wobec Piskorskiego
Inny zarzut, który stawiają oponenci Piskorskiego to niejasności związane ze sprzedażą nieruchomości należących do partii, który to proces rozpoczął się w lipcu. Piskorski mówił wówczas, że jego celem jest uporządkowanie wszystkich spraw formalno-majątkowych Stronnictwa do końca grudnia.
Podkreślał, że sprzedane muszą być wszystkie nieruchomości SD, gdyż Państwowa Komisja Wyborcza wymusza na partii sprzedaż majątku, na którym prowadzona jest działalność gospodarcza. Stronnictwo posiada wiele nieruchomości, położonych w atrakcyjnych lokalizacjach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławie, Szczecinie, Elblągu, Bielsku-Białej oraz Jeleniej Górze.
Góralczyk przyznaje, że Rada Naczelna mając jeszcze zaufanie do Piskorskiego podjęła uchwałę wyrażającej zgodę, żeby to zarząd zajął się sprzedażą tych nieruchomości. Jak dodał warunkiem było, że nie zostaną one sprzedane poniżej wartości rynkowej, a każdy członek Rady będzie miał dostęp do szczegółowych informacji i dokumentów dotyczących tego procesu.
- SD chce kontynuować sprzedaż nieruchomości, ale pod własną kontrolą – powiedział.
Artymowski podkreśla jednak, że zarząd partii nie ma zamiaru ani zatrzymywać sprzedaży majątku, ani go gwałtownie przyspieszać. Decyzję o sprzedaży podejmuje cały zarząd, a nie sam przewodniczący czy jakieś nieformalne grono osób. Na razie jednak, jak dodał, nie udało się sprzedać żadnego z budynków należących do Stronnictwa.
Jego zdaniem główni rozłamowcy są najbardziej zainteresowani niesprzedawaniem nieruchomości SD. Jako przykład podał Lesława Lecha, który mieszka w jednej z kamienic we Wrocławiu należącej do partii. Ten zapewnia jednak, że nie ma nic przeciwko sprzedaży partyjnego majątku.
- Mogę się jedynie zapytać, dlaczego ci nowi tak zabiegają o szybką sprzedaż majątku? Nie oszukujmy się, ci ludzie którzy przychodzą nie ukrywają, że to będą pieniądze na kampanie, na ich start w wyborach – powiedział Lech.
Kolejny zarzut wobec Piskorskiego to niejasności wobec jego majątku.
- Paweł Piskorski przychodząc do SD, nas oszukał. Twierdził, że wszystkie prowadzone wobec niego śledztwa prokuratorskie zostały umorzone. Myśmy mu uwierzyli, że to były tylko nagonki polityczne jego oponentów. Dziś okazuje się, że to jest nieprawda, że śledztwa są kontynuowane.
Według Lecha ujawnienie tych wszystkich spraw spowodowało spadek w sondażach i zainteresowania stronnictwem. -Dla niektórych ludzi postać naszego lidera wyklucza przystąpienia do partii – dodał.
Jego zdaniem na posiedzeniu Rady miał być uchwalony kalendarz wyboru delegatów na kongres partii, który w sposób demokratyczny poddawały wszystkich członków stronnictwa weryfikacji. – Oni chcieli zaś zwołać kongres nadzwyczajny ze starych działaczy całkowicie abstrahując od kilku tysięcy nowych członków SD – powiedział Artymowski.
Artymowski zaznacza jednak, że tak naprawdę w SD “nie ma podziału na starych i nowych członków”. – Jest natomiast grupa kilkudziesięciu osób, które były szczególnie uprzywilejowani i nie chcą tego stracić – podkreślił.
***
Komentarz MacLawye®’a:
I po ptokach !!! – jak ostatnio mawia Zenek Laskowik.
Rada Naczelna Stronnictwa Demokratycznego podjęła w sobotę 24 października 2009 r.decyzję o zwołaniu 21 listopada w Warszawie Kongresu Nadzwyczajnego partii, na którym postawi wniosek o odwołanie z funkcji przewodniczącego SD Pawła Piskorskiego.
Jednocześnie Rada Naczelna skierowała do Naczelnego Sądu Partyjnego wniosek o zawieszenie Pawła Piskorskiego w czynnościach do czasu Kongresu. Paweł Piskorski próbował zerwać obrady Rady Naczelnej, wychodząc ze swoją grupą. – Główną przyczyną decyzji Rady Naczelnej SD jest wodzowski sposób kierowania partią przez Pawła Piskorskiego, nie liczący się z demokratycznymi procedurami, czego przykładem były sposoby powoływania prezesów zarządów regionalnych i rozwiązywanie struktur terenowych – mówi Adam Zyzman, rzecznik Rady Naczelnej SD. (GW-W)
[Komentarz MacLawye®'a] >> Jeszcze przed tygodniem, Andrzej Olechowski, Przewodniczący Rady Programowej SD, zapewniał, że w Stronnictwie, nie ma – formalnie – żadnego konfliktu. Decyzja Rady Naczelnej SD nie tylko ów konflikt ujawnia ale zarazem formalizuje. Okazuje się, że “rewolucja Piskorskiego” w kierowaniu Stronnictwem Demokratycznym może nie odpowiadać działaczom partii, którzy wolą trwać w “politycznym niebycie” niż wrócić do realnej polityki. Powrót SD do realnej polityki możliwy jest obecnie jedynie poprzez realizację w SD strategii Pawła Piskorskiego – widać nie wszystkim to odpowiada.
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej u góry >>>
Ewentualne odwołanie Pawła Piskorskiego z funkcji Przewodniczącego SD w zasadzie przesądzi o wycofaniu się Andrzeja Olechowskiego ze startu w wyborach prezydenckich 2010 r. Po pierwsze, Olechowski oświadczył niedawno, że w wypadku odwołania Piskorskiego “odejdzie razem z Piskorskim” – po drugie, kandydowanie w wyborach prezydenckich bez strukturalnego zaplecza SD – chociaż teoretycznie możliwe – wydaje się mało prawdopodobne; chociaż… program dla Stronnictwa Demokratycznego “Dołączyć do najlepszych” jest programem Andrzeja Olechowskiego, zaś w 2000 r. Olechowski udowodnił, że stac go na zbudowanie struktur wyborczych dosłownie z niczego. Z drugiej zaś strony, decyzja o zwołaniu Nadzwyczajnego Kongresu SD w celu odwołania Przewodniczącego partii, to jeszcze nie jego odwołanie; na Kongresie dojdzie bez wątpienia do ciekawego starcia między “starym SD” a działaczami związanymi z Pawłem Piskorskim – wynik tego starcia nie jest przesądzony.
Państewko, któremu każdy kto ma domenę z końcówką .TV (a MacLawye® do takich należy) płaci podatek
Tuvalu to państwo, które niknie. Jest pochłaniane przez ocean. Obejrzyj tragedię tego mini-państewka, którego niedługo już nie będzie.
Przed odtworzeniem video wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej u góry strony
Andrzej Olechowski w internetowym komiksie “DiDżeje PRL’u” ukazującym Go jako normalnego faceta z poczuciem humoru, który w młodości był menagerem Krzysztofa Klenczona i jego zespołu “Trzy Korony”, był autorem tekstów piosenek i aranżerem oraz kompozytorem… hymnu Legii Warszawa.
Ten komiks przeznaczony jest dla ludzi młodych i ma ich przekonać do poparcia kandydatury Andrzeja Olechowskiego na Prezydenta RP (o ile zdecyduje się jesienią i oświadczy, że będzie kandydował).
(‘Kliknij’ poniżej w strzałkę aby odtworzyć internetowy komiks).
Przejdź do kanału Vimeo olechowski.tv i obejrzyj inne materiały związane z działalnością publiczną Andrzeja Olechowskiego (a jeśli masz konto na Vimeo, subskrybuj kanał).
Polscy siatkarze w pięknym stylu zostali Mistrzami Europy; jak powiedział najlepszy siatkarz mistrzostw Piotr Gruszka, siatkarze dali Polakom trochę uśmiechu. Ale Pan Prezydent z Panem Premierem potrafią zepsuć Polakom nawet tę chwilę uśmiechu.
- To, że Polska zdobyła złoto na mistrzostwach Europy to fantastyczna rzecz – podkreślił Władysław Stasiak.
Szef prezydenckiej kancelarii, komentując odwołanie wczorajszego spotkania z siatkarzami, stwierdził, że godzinę spotkania zaproponowali działacze, lecz sami z niego następnie zrezygnowali.
Szef prezydenckiej kancelarii, komentując odwołanie wczorajszego spotkania z siatkarzami, stwierdził, że godzinę spotkania zaproponowali działacze, lecz sami z niego następnie zrezygnowali.
- Dziwne jest to, że decyzję tę ogłosił minister Drzewiecki. – zauważył Stasiak.
Premier Donald Tusk wręczy polskim siatkarzom, od niedzieli mistrzom Europy, odznaczenia państwowe – potwierdził rzecznik rządu Paweł Graś. Premier zrobi to w imieniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak poinformował rano, że prezydent upoważnił Donalda Tuska do wręczenia odznaczeń siatkarzom. Stasiak tłumaczył, że prezydent ma we wtorek dużo obowiązków i trudno byłoby zmieniać mu kalendarz spotkań.
- Odznaczenia zostały przyznane. (…) Pan prezydent zdecydował, że upoważni pana premiera do wręczenia tych odznaczeń. Poprosił pana premiera, aby w imieniu pana prezydenta wręczył odznaczenia naszym sportowcom, dlatego że ich sukces jest niepodważalny, trzeba ich uhonorować – powiedział Stasiak w radiowych “Sygnałach Dnia”.
Graś potwierdził w Radiu ZET, że do szefa Kancelarii Premiera dotarła prośba o wręczenie odznaczeń. – My jesteśmy zawsze otwarci na współpracę z Kancelarią Prezydenta – zadeklarował rzecznik rządu.
[jmm]
No rewelacyjna współpraca Pana Prezydenta z Panem Premierem.
Niesmak po prostu.
***
A w ogóle Prezydentem Rzeczypospolitej w 2010 r. powinien zostać wybrany Andrzej Olechowski.
11 września 2001 r. przerażenie ogarnęło wszystkich, którzy oglądali zdjęcia z ataków terrorystycznych na WTC w Nowym Jorku. Samoloty wbijające się w Bliźniacze Wieże wyglądały niczym z katastroficznego filmu. To jednak nie był film. W atakach zginęło około 3 tysięcy osób, w tym setki nowojorskich strażaków.
W ósmą rocznicę ta,tych wydarzeń wydaje się, że świat o nich zapomniał. Prasa i portale internetowe co prawda odnotowują tę rocznicę przypominając materiały fotograficzne i filmowe z ataku; jednak odnosi się wrażenie, że atak na WTC w Nowym Jorku, atak na Amerykę, jest dla prasy tak bardzo odległym wydarzeniem, że brak jest w prasie – w związku z rocznicą – pogłębionej analizy tych wydarzeń.

Libertas nie wprowadzi do Parlamentu Europejskiego ani jednego posła; polskie społeczeństwo nie dało się oszukać Romanowi Giertychowi i Lidze Polskich Rodzin. A Libertas w Europie przegra na własne życzenie.
Idea Libertas, dla której było miejsce w polskiej i europejskiej przestrzeni politycznej została działaniami Declana Ganleya w Polsce i samego Libertas Polska skompromitowana. W zasadzie Libertas w Polsce obrał najgorszą możliwą strategię wyborczą; poczynając od mariażu z LPR poprzez rejestrację partii politycznej założonej przez Młodzież Wszechpolską oraz najgorszy z możliwych wybór jakim było uczynienie “twarzą Libertasu” Artura Zawiszy (gorzej już nie było można; chociaż… można było jeszcze zaproponować przywództwo Libertasu Antoniemu Macierewiczowi – tak dla dopełnienia obrazu tego pseudo ugrupowania) a kończąc na składzie list wyborczych i wyjątkowo słabej i niespójnej kampanii wyborczej.
Instrumentalne potraktowanie Lecha Wałęsy i brak programu wyborczego dopełniły klęski Libertas Polska. Okazuje się, że pomysł aby wykorzystać struktury organizacyjne LPR, uzyskać poparcie publicznej telewizji i dołożyć na listy wyborcze działaczy RadioMaryjnych oceniony został przez wyborców jednoznacznie – brakiem poparcia.
Jeszcze 3 tygodnie temu zakładałem, że (1) bardzo niska frekwencja wyborcza, (2) bezprecedensowe poparcie w TVP i (3) mobilność ksenofobicznego prawicowego elektoratu – dadzą Libertas Polska do 3-4 miejsc w Parlamencie Europejskim. Frekwencja okazałą się zupełnie przyzwoita. Potwierdziłą się teza, że w Polsce, kto ma telewizję ten przegrywa wybory. Polskiemu Libertasowi nawet Ojciec Dyrektor nie dał się oszukać.
Ilość błędów jakie popełnił Pan Declan Ganley a później Libertas Polska z Panem Arturem Zawiszą na czele spowodowała, że nawet tą oszukańczą metodą LPR jako Libertas Polska nie jest w stanie wprowadzić swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego.
Będzie jednak jeden dobry skutek sromotnej klęski Libertas Polska; “politycy”, którzy “przypięli się” do idei Libertas powołując Libertas Polska powinni być raz na zawsze skończeni w polskiej polityce – szkoda tylko, że sromotna klęska Libertas Polska jest także klęską idei Libertas (a może rzeczywiście tej idei nigdy nie było; jeśli tak, trzeba ją będzie stworzyć pod innym, nowym szyldem i oczywiście z wyłączeniem ludzi, którzy ją skompromitowali).
Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że PiS wyrzuci raz na zawsze ze swoich szeregów Annę Sobecką i Ryszarda Bendera a Marek Jurek nie dopuści do powrotu Artura Zawiszy w szeregi Prawicy Rzeczypospolitej. Ci “politycy” są skończeni. A słowa Artura Zawiszy, wygłoszone jako komentarz do sromotnej klęski “nic się nie kończy, wszystko się zaczyna” to oczywiście czysta kpina, tyle warta, co jego dotychczasowe deklaracje.
Pan Declan Ganeley pewnie ze wstydu długo nie odwiedzi Polski. I słusznie. Jak kiedyś pisałęm – komentując jego decyzje – pozostanie wspomnieniem polityka jednego sezonu, któremu w Polsce nie podaje się ręki.
Trochę szkoda – bow w jego pierwotnej idei był pewien sens, który jednak został zaprzepaszczony i skompromitowany.
Ugrupowanie Libertas prowadziło akcję poszukiwania kandydatów na posłów w wyborach do Parlamentu Europejskiego przez Internet. Biorąc pod uwagę sekwencję czasową w jakiej Libertas organizował się jako rcuh zmierzający do wystawienia kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego, ten kuriozalny pomysł można było usprawiedliwiać. Dla Komitetu Wyborczego Libertas Polska umieszczenie kilku kandydatów, którzy zainteresowali się ruchem Libertas poprzez Internet, na swoich listach było z jednej strony wypełnieniem braków kadrowych, z drugiej uzasadnieniem obyatelskiego cgarakteru ruchu Libertas. w ten sposób na list Libertas trafiło kilku kandydatów w Polsce. Oczywiście na miejsca “niemandatowe” – bo tzw. “jedynki” obsadzane były według niezbyt zrozumiałego klucza, pomiędzy działaczy LPR i tych, którzy – zdaniem Artura Zawiszy – mogli w jakikolwiek sposób przysporzyć głosów Libertasowi (w ten sposób, z nadzieją na poparcie Ojca Dyrektora, na listach Libertas pojawili się Anna Sobecka i Ryszard Bender).
Osoby, które przystapiły do ruchu Libertas, zostały umieszczone na dalszych miejscach. MacLawye® dowiaduje się, że wiele z tych osób rozważa wycofanie zgody na kandydowanie. Co najmniej jedna taka rezygnacja i to kandydata, który uwidoczniony był w spisie PKW jako członek partii Libertas Polska z okręgu warszawskiego został potwierdzony. Biorąc pod uwagę, że na listach zgłoszonych przez Komitet Wyborczy Libertas Polska było uwidocznionych jedynie 3 członków tej partii, to 1/3 z nich zrezygnowałą z kandydowania
Rezygnujący (wycofujący zgodę na kandydowanie z listy Libertas) mówią wprost: chcieliśmy tworzyć nowy ruch polityczny alternatywny dla układu POPiS i wskazujący na zagrożenia związane z biurokracją brukselską, którą Traktat Lizboński utrwala a zostaliśmy wmanewrowani w uczestnictwo w wyborach jako tło dla LPR, Naprzów Polsko i PSL “Piast”; oszukano nas ! Rozgoryczenie obywatelskich kandydatów w wyborach budzi także brak jakichkolwiek działań Komitetu Wyborczego Libertas Polska, które zmierzałyby do konsolidacji ruchu Libertas Polska. W rezultacie można założyć, z prawdopodobieństwem w granicach pewności, że po wyborach do Parlamentu Europejskiego żaden ruch polityczny Libertas Polska nie powstanie – i to bez względu na wynik wyborów.
Europejski ruch Libertas i jego twórca Declan Ganley popełnili tworząc polski oddział tego ruchu poważny błąd opierając się na środowisku LPR’u. Brak programu Libertas w skali Europy i niespójność haseł głoszonych przez Libertas Polska z deklaracjami Declana Ganleya to drugi błąd. trzecim, bardzo poważnym, jest instrumentalne potraktowanie Lecha Wałęsy. w rezultacie szanse Libertas Polska w wyborach do Parlamentu Europejskiego w Polsce są żadne. Oczywiście w tych wyborach, skutkiem przewidywanej bardzo niskiej frkwencji wyborczej i zniesmaczenia części elektoratu do ukłądu POPiS, Libertas Polska może przekroczyć 5% próg wyborczy i wprowdzić do Parlamentu Europejskiego kilku posłów; ale żaden liczący się ruch polityczny woków Libertas Polska nie powstanie.















































