Swoją totalną porażkę w wyborach prezydenckich 2010 r. Andrzej Olechowski przyjął z poczuciem humoru.
Jak przystało na mac’usera – a MacLawye® zajmuje się nie tylko prawem i polityką, ale także promocją Mac’ów i produktów Apple’a w codziennej pracy i użytkowymi zastosowaniami Internetu – MacLawye® z zespołem prowadzi w sieci stronę dedykowaną iPhone’om informującą o przebiegu kampanii wyborczej Andrzeja Olechowskiego.
Strona dostarcza informacji ze strony oficjalnej Dr. Andrzeja Olechowskiego a jej prezentację na ekranie komputera, można zobaczyć tutaj; natomiast zasoby strony można przejrzeć na komputerze (chociaż na ekranie komputera strona atrakcyjna nie jest) tutaj.
Na stronie:
- aktualności i artykuły prasowe ze strony oficjalnej;
- skróty informacji z sieci, z linkami do stron źródłowych;
- terminarz spotkań wyborczych Andrzeja Olechowskiego prowadzony przez szatb wyborczy;
- wideo z onet.TV i materiały własne;
- bezpośrednie wpisy i foto ze spotkań wyborczych.
Wystarczy, że w przeglądarce Safari na swoim iPhonie wpiszesz iphone.olechowski.net.pl następnie z menu systemowego wybierzesz dodaj [+] i komendę [Dodaj jako ikonę] i już
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze .TV – live po prawej, klikając w miniaturkę głośnika.
Andrzej Olechowski 3 i 4 marca odwiedził Wielkopolskę. Był w Koninie i w Poznaniu. MacLawye® już 10 lat temu koordynował prezydencką kampanię Andrzeja Olechowskiego w Wielkopolsce; a i dzisiaj nie ukrywa swojej sympatii dla tego kandydata do urzędu Prezydenta RP. Niestety, kontuzja MacLawye®’a uniemożliwiła mu uczestnictwo we wszystkich spotkaniach z kandydatem. Mimo to MacLawye® śmie sądzić, że najciekawszą wypowiedź Olechowskiego usłyszał. Odpowiedź brzmiała NIE ! Obejrzyjcie wideo aby się dowiedzieć na jakie pytanie w ten sposób odpowiedział Andrzej Olechowski (wywołując zresztą zdrowy smiech młodego audytorium na sali Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa).
Przed włączeniem wideo wycisz głos w monitorze .TV – live po prawej, klikając w symbol głośnika.
Reklamowany w końcówce filmu projekt: kampania wyborcza Andrzeja Olechowskiego w Twoim iPhonie, jest projektem zespołu MacLawye®’a. W iPhonie publikowanych będzie około 70% informacji ze strony oficjalnej Dr. Andrzeja Olechowskiego. Jest też przewidziana interaktywna mozliwość tworzenia strony przez posiadaczy iPhone’ów, którzy są sympatykami Andrzeja Olechowskiego. Skoro MacLawye® został mac’userem taka forma udziału w kampanii ’swojego’ kandydata wydaje się MacLawye®’owi najwłaściwsza. Jako ‘matuzalem’ wolontariuszy Andrzeja Olechowskiego MacLawye® prosi wszystkich sympatyków i wolontariuszy posiadających iPhone’a o rejestrowanie się na stronie iphone.olechowski.net.pl wprost z iPhone’a lub kontakt przez mac.lawyer@mac.com – Szczegóły wkrótce. (Nie zapomnijcie o kropce po pierwszym mac. w adresie pocztowym)
Nie lubię PiS’u. Platformy też nie lubię. Oba te ugrupowania w swojej politycznej praktyce realizują bowiem starą socjalistyczną zasadę kierowniczej roli partii w życiu narodu. Młodzi ludzie jedynie z lekcji historii mogą dowiedzieć się czym ta zasada była. Ale ja pamiętam. Różnica w pojmowaniu kierowniczej roli partii przez PiS i PO jest mniej więcej taka jak między gomułkowszczyzną a gierkowszczyzną. Ta druga jest nieco bardziej cywilizowana. Ale w sumie na jedno wychodzi. Wyborca może sobie wybrać: kierowniczą rolę PiS’u albo PO. Czy istotnie jest to jakiś wybór ? I czy na tym miała polegać demokracja ?
Nie lubię jak Polską kieruje partia. Zwłaszcza wodzowska. A obie – tak PiS jak i PO – są partiami wodzowskimi. Dyskusji wewnątrzpartyjnej się nie przewiduje. W PiS’ie jak za Gomułki o dyskusji w ogóle mowy nie ma i nikt nawet o niej nie śmie pomyśleć. Wódz decyduje. W PO jak za Gierka. Krytyka, prawda, może być, ale – z punktu mając na uwadze, że ona tak naprawdę nikomu nie podoba się – PO robi wszystko aby jej nie było. Przykładem ogłoszone zasady tzw. prawyborów.
Dlatego od lat bliskie mi są inicjatywy obywatelskie. Tyle tylko, że inicjatywy obywatelskie powyżej poziomu gminy nie maja w polityce szans. Przekonał się o tym Andrzej Olechowski. Pierwszy raz gdy po wyborach 2000 r. założył stowarzyszenie. Nazywało się Obywatele dla Rzeczypospolitej. Byłem tej inicjatywie przeciwny. Ale lojalnie wobec Olechowskiego poprowadziłem kongres założycielski OdR’u. Na kongres stowarzyszenie to rozwiązujący nie pojechałem; na zaproszeniu stało bowiem napisane, że uchwała o likwidacji podjęta zostanie bez dyskusji. Drugi raz Olechowski o nikłych szansach inicjatyw obywatelskich przekonał się tworząc Platformę Obywatelską. Długo to trwało zanim z niej wystąpił.
Po dziesięciu latach Andrzej Olechowski powraca. W jego obywatelskie spojrzenie na prezydenturę nie wątpię. Prezydentem Rzeczypospolitej byłby idealnym. W zasadzie, mógłby być w Sevres pod Paryżem przechowywany jako wzorzec prezydenta. Tylko, że z Sevres do Pałacu Namiestnikowskiego droga daleka; a niemrawa kampania Olechowskiego i stateczny program zbyt dobrze nie wróżą. Szkoda.
Że PO jako ruch obywatelski nie ma szans, przekonany byłem od początku. Ale, znowu lojalnie wobec Olechowskiego, włączyłem się w jej tworzenie. Krótko to trwało. Zarówno ludzie jak i metody tworzenia Platformy na najniższym szczeblu spowodowały, że poczułem się jak Sasza, który wstupił w kamsamoł. Smrodek był wyczuwalny już na początku. Dzisiaj stosunki na najniższych szczeblach PO są takie, że na jedno zawołanie Piskorskiego z Platformy nastąpił prawdziwy exodus młodzieży. A starzy działacze tak się lubią, że siedząc w gabinetach obok siebie, porozumiewają się korespondencyjnie (serdeczne pozdrowienia Waldy i Darku).
To inaczej miało być przyjaciele. I dlatego nie wygracie wyborów prezydenckich w 2010 r. – chyba, że Wam PiS pomoże.
A PiS może pomóc Platformie w jeden jedyny sposób. Walcząc o reelekcję Lecha Kaczyńskiego. Czy rzeczywiście Lech Kaczyński będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich ? Pytanie wydaje się być retoryczne. Podobnie jak stawiane miesiąc temu, czy kandydatem PO będzie Donald Tusk. Zatem całkiem bezzasadne nie jest.
Właściwie za kandydaturą Lecha Kaczyńskiego przemawia jedynie miłość braterska, powszechny w PiS strach przed Prezesem i brak alternatywnego kandydata, którego działacze PiS’u mogliby Prezesowi zaproponować i wokół którego się skupić.
Wydaje się, że nie bez kozery Jarosław Kaczyński zapewniając, że jedynym kandydatem PiS’u do urzędu Prezydenta jest jego brat, dodaje, że jednak ostateczna decyzja należy do Pana Prezydenta. A pan Prezydent zdaje się ma już serdecznie dość swojego urzędu. I zostawia sobie furteczkę. Od listopada tak dalece spadła odporność fizyczna Lecha Kaczyńskiego, że co wciąż jest chory. Może się okazać, że z uwagi na stan zdrowia Lech Kaczyński oświadczy, że nie wystartuje w wyborach. I uratuje PiS przed niechybnym unicestwieniem politycznym, do którego – zgodnie z wieloletnią tradycją – prowadzi PiS Jarosław Kaczyński. Ale kto zamiast Lecha Kaczyńskiego ? Szanowni członkowie PiS’u: Zyta Gilowska !
Po pierwsze Zyta jest byłą „siostrą Tuska” i może w kampanii śmiało twierdzić, że dobrze poznała jego wodzowski charakter i bez bicza w postaci silnego prezydenckiego weta, PO tak zdominuje scenę polityczną, że… (i tu mogą znowu wylatywać z lodówki różne produkty). Po drugie Zyta jest babą. I to nie byle jaką. To baba z jajami. Wobec jej kandydatury uczestnictwo Olechowskiego w kongresie Partii Kobiet i poparcie Komorowskiego dla parytetów nic nie znaczą. Po trzecie: Pani Prezydent Zyta Gilowska ratuje PiS przed niebytem politycznym nie naruszając dominującej pozycji Jarsława Kaczyńskiego w partii. Wyrazista Zyta wygrywa zarówno z miałkim Komorowskim jak i dostojnym Olechowskim.
A zatem PiS’ie: Zyta na Prezydenta !!!
Honorarium za tę radę proszę przekazać na dowolny cel charytatywny.
W sieci pojawiają się strony poświęcone wyborom prezydenckim. MacLawye® kibicuje stronie http://wyboryprezydenta.net.pl – której autorzy nawet zamieszczają teksty Maclawye®’a; strona ma swoją facebook-page.
Dziennikarz Polsatu, Tomasz Machała założył stronę z bieżącymi informacjami o kampanii wyborczej http://kampanianazywo.pl – i tez ma swoją facebook-page. Co więcej, okazuje się, że Tomasz Machała jest mac’userem – co MacLawye® odnotowuje z niekłamaną satysfakcją.
11 lutego o godzinie 17:30 wideoczat na żywo z Andrzejem Olechowskim na PinoTV.pl – połączony z prezentacją nowej witryny internetowej!!!
Czat potrwa ok. godziny i będzie dostępny dla wszystkich zainteresowanych.
To doskonałe miejsce do zadawania pytań, na które nie ma możliwości i czasu w tradycyjnych mediach i wywiadach.
Aby uczestniczyć w wideoczacie, należy 11 liutego o 17:30 połączyć się z kanałem internetowej telewizji Andrzeja Olechowskiego na pinotv.pl pod adresem:
http://pinotv.pl/kanal/andrzej-olechowski
Tak to – mniej więcej – wyglądało dzisiaj:
Ten artykuł nie jest tekstem referującym program Andrzeja Olechowskiego jako kandydata na prezydenta w wyborach 2010 r. Jest to raczej tekst postulatywny, uzasadniający potrzebę wprowadzenia do kampanii prezydenckiej debaty publicznej w sprawie reformy wymiaru sprawiedliwości i nadania tej problematyce wysokiego priorytetu w debacie oraz wyjaśniający, dlaczego pośród wszystkich kandydatów w wyborach 2010 r. właśnie Andrzej Olechowski powinien to uczynić.
Dlaczego debatę o reformie wymiaru sprawiedliwości należy zainicjować w toku prezydenckiej kampanii wyborczej ?
Odpowiedź wydaje się być prosta. Bo to temat ważny, bo badania opinii publicznej pokazują zatrważający brak społecznego zaufania do sądów. Wymiar sprawiedliwości jest elementem ustrojowej zasady trójpodziału władzy. Jeśli zatem źle funkcjonuje, to niesie to zagrożenie dla całego państwa i jego demokratycznego porządku a to są właśnie sprawy do rozwiązania dla przyszłego prezydenta.
Rządowe próby zreformowania sądownictwa kończą się zazwyczaj fiaskiem. Ich wprowadzeniu nie sprzyja ani rządowy system legislacji i żmudnych uzgodnień międzyresortowych każdego projektu ustawy ani bieżący spór parlamentarny w trakcie którego zgłaszane przez posłów poprawki do projektów ustaw są w stanie zepsuć każdy spójny system.
Kiedy rząd Hanny Suchockiej postulował wprowadzenie sądów grodzkich, skończyło się na wyodrębnieniu w sądach wydziałów grodzkich – czyli w praktyce na zmianie mosiężnych tabliczek na drzwiach sądowych wydziałów – reforma padła, zanim się zaczęła.
Gdy rząd Donalda Tuska walczył o rozdzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, postulował zniesienie prokuratur apelacyjnych – rząd sam się z tego projektu wycofał wobec oporu środowiska prokuratorskiego, zapominając, że prokuratorzy apelacyjni mogliby przejściowo z mocy ustawy zostać sędziami śledczymi – ale postulat przywrócenia w polskim systemie prawa karnego instytucji sędziego śledczego, mimo że popierają go wszystkie środowiska prawnicze, został odłożony ad calendas grecas, podobnie jak postulat wprowadzenia zasady, że zawód sędziego powinien być koroną zawodów prawniczych.
Żaden rząd nie wprowadzi reformy wymiaru sprawiedliwości. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest fakt, że urzędnikami ministerstwa sprawiedliwości są w dominującej części sędziowie, oddelegowani do pracy w ministerstwie; a sędziowie (podobnie zresztą jak adwokaci i prokuratorzy) żadną reformą zainteresowani nie są.
Dlaczego sędziowie nie doprowadzą do systemowej reformy sądownictwa ? Ponieważ musieliby zgodzić się i wyeliminować z prawa o ustroju sądów powszechnych te przepisy, które stwarzają i sankcjonują w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości zasadę sędziowskiego korporacjonizmu. Zasada sędziowskiego korporacjonizmu sprowadza się do tego, że wszelkie decyzje o administrowaniu sądami, o awansach sędziów, przydziałach do wydziałów, ocenie ich pracy – oddane są w ręce samych sędziów. Innymi słowy: o ile konstytucyjna zasada dwuinstancyjności jest jakimś tam gwarantem praworządności rozstrzygnięć sądowych, to sama praca sędziów, jej jakość, poziom wydawanych orzeczeń, kultura (lub jej brak) jaką sędzia wprowadza na sali sądowej, żadnej kontroli nie podlegają i są oceniane przez samych sędziów. Jakakolwiek próba kontroli administracyjnych czynności sędziów bądź jakości ich pracy odbierana jest przez środowisko sędziowskie jako zamach na konstytucyjna zasadę sędziowskiej niezawisłości.
Środowiska prawnicze są ze swej natury konserwatywne i nie akceptują zbyt lekko proponowanych zmian systemowych w wymiarze sprawiedliwości, co więcej, wzajemne skłócenie środowisk prawniczych – sędziów, prokuratorów, adwokatów i radców prawnych – powoduje, że postulowane przez te środowiska zmiany systemowe uwzględniają jedynie ochronę własnych partykularnych interesów bieżących, bez dalekosiężnej wizji zreformowania całości systemu.
Mimo, że usprawnienie działania sądów i całego systemu organów ochrony prawnej, jest zazwyczaj hasłem programowym wszystkich partii politycznych, to jednak zarówno w programach wyborczych jak i później, w wypadku objęcia władzy, politycy ograniczają się do zmian cząstkowych, nie mających istotnego znaczenia dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości jako całości. Częstokroć, dla realizacji swoich celów politycznych, bądź dla czystej propagandy, partie prezentują różne skrajnie przeciwne koncepcje (PO i PiS przy rozdzielaniu funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości), zmieniając te koncepcje w zależności od bieżącej sytuacji politycznej. Właśnie dlatego systemowa reforma wymiaru sprawiedliwości powinna być w pewnym sensie wyłączona spod bieżącego sporu parlamentarnego. Kandydat na prezydenta w wyborach 2010 r. powinien zapowiedzieć, że w wypadku ich wygrania, jako Prezydent RP, w tym obszarze legislacji podejmie inicjatywę ustawodawczą, zapowiadając podjęcie kompleksowych prac nad projektem zreformowania polskiego wymiaru sprawiedliwości, obejmującym więcej niż jedną kadencję parlamentu a nawet więcej niż jedną kadencję prezydencką. Po prostu reformy systemowej wymiaru sprawiedliwości z dnia na dzień wprowadzić się nie da; nie da się także wprowadzić takiej reformy jednym cząstkowym rozwiązaniem. Reforma systemowa powinna bowiem objąć nie tylko prawo o ustroju sądów powszechnych ale także procedury (zarówno cywilną jak i karną), prawo o adwokaturze i wykonywaniu zawodu radcy prawnego (zmierzające do unifikacji tych zawodów i wprowadzenia spójnego systemu kształcenia prawników, w którym zawód sędziego staje się koroną zawodów prawniczych), itp.
Czy wprowadzenie do programu politycznego w wyborach prezydenckich sprawy reformy wymiaru sprawiedliwości jest „opłacalne” z punktu widzenia efektu wyborczego ? Otóż nie jest prawdą, że kwestie związane z działaniem polskiego wymiaru sprawiedliwości nie interesują polskiego wyborcy. Chociaż można się zgodzić z tezą, że z punktu widzenia wyborcy, z punktu widzenia obywatela jest wiele kwestii ważniejszych, to z punktu widzenia demokratycznego systemu władzy państwowej w Polsce jako państwa prawa, nie ma ważniejszej sprawy niż reforma wymiaru sprawiedliwości. Polski wyborca jest na tyle świadomy, że doskonale wie, iż władza prezydenta w Polsce nie zapewni mu wyższych zarobków i doskonale wie, że reformy systemowe mogą być wprowadzone jedynie przy konsensusie wszystkich sił politycznych, a taki konsensus zapewnić może tylko ponadpartyjny prezydent.
Z drugiej zaś strony problematyka wymiaru sprawiedliwości jest dla polskiego społeczeństwa doniosła. Dowodzi tego choćby historia politycznego sukcesu Prawa i Sprawiedliwości, które już w swojej nazwie się do niej odwołuje. I chociaż partia braci Kaczyńskich ma tyle wspólnego z prawem i sprawiedliwością, co demokracja z demokracją socjalistyczną, należy pamiętać, że sukces PiS’u jak i samego Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, był w dużym stopniu wynikiem programu politycznego skupionego na zapowiedzi manipulowania w obszarze wymiaru sprawiedliwości. PiS powstała wokół powtarzanego jak mantra przez Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości sloganu, że jest zwolennikiem kary śmierci i jej przywrócenia w polskim systemie prawa karnego (mimo pełnej świadomości, że nie jest to możliwe), a największą społeczną popularność osiągnął polityk PiS’u, który prezentował siebie jako „szeryf” twardą ręką kierujący resortem sprawiedliwości.
Kandydat na prezydenta w wyborach 2010 r. nie musi (a nawet nie powinien) oceniać pracy sądów. Nie może jednak (i nie powinien) nie dostrzegać, że polskie społeczeństwo nie ma zaufania do polskiego wymiaru sprawiedliwości. Według badań przeprowadzonych przez ministerstwo sprawiedliwości zaledwie 37% Polaków pozytywnie ocenia polski wymiar sprawiedliwości, 44% wystawia opinię negatywną w odpowiedzi na pytanie: jaka jest Pani/Pana ogólna ocena działania wymiaru sprawiedliwości. Głównym determinantem złej opinii Polaków o instytucjach systemu organów ochrony prawnej są: niesprawiedliwe orzecznictwo 70,9%, nierzetelne wykonywanie obowiązków przez przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości w tym sędziów 69%, ich stronniczość 65% i niska efektywność działań 63%. Praktyka wykonywania zawodu dowodzi, że niemal powszechna jest – nie do końca a na pewno nie w takim stopniu prawdziwa – opinia o skorumpowaniu polskich sądów (9 na 10 klientów kancelarii prawniczych rozpoczyna konferencję z prawnikiem nie od pytania o ocenę prawną procesu a od pytania „czy Pan to może załatwić ?”). Skoro zatem opinia o polskim wymiarze sprawiedliwości jest tak zła, kandydat na urząd prezydenta nie może się do tego społecznego zjawiska nie odnieść.
Diagnozując problem niskiej oceny wymiaru sprawiedliwości i obniżenia się społecznego autorytetu sędziów w relacji do praktyki działania wymiaru sprawiedliwości, można stwierdzić, że społeczny wizerunek sądów determinowany jest przez niski poziom orzecznictwa sądowego, pojmowanie przez sędziów zasady niezawisłości sędziowskiej jako zasady uniemożliwiającej ocenę (i krytykę) ich pracy, obniżenie się poziomu kultury sali sądowej. Praprzyczyną tych wszystkich zjawisk jest sędziowski korporacjonizm. W rezultacie to właśnie ów korporacjonizm sędziowski – paradoksalnie – jest przyczyną upadku autorytetu samych sędziów a w konsekwencji negatywnego obrazu całego wymiaru sprawiedliwości. Tak więc postulatem i hasłem reformy wymiaru sprawiedliwości w programie politycznym kandydata na prezydenta, powinna być odbudowa autorytetu sędziów, poprzez likwidację sędziowskiego korporacjonizmu w zarządzaniu kadrami i administrowaniu sądami. Tak ogólne stwierdzenie w programie politycznym kandydata na prezydenta byłoby jednak niewystarczające. Konieczne jest pokazanie, że są metody naprawy sytuacji.
W ustawie o ustroju sądów powszechnych, rozdział 4 zatytułowany jest „samorząd sędziowski”. Samorządność sędziowska realizowana jest poprzez powierzenie najistotniejszych decyzji (w tym zwłaszcza decyzji kadrowych), zgromadzeniom ogólnym sędziów sądów apelacyjnych i sądów okręgowych. Kompetencje zgromadzeń ogólnych sądów sprawiają, że sądy i sędziowie pozostają poza jakakolwiek kontrolą zewnętrzną a wynikający z tych przepisów sędziowski korporacjonizm powoduje, że w środowisku sędziowskim realizowana jest zasada nihil de nobis sine nobis, co daje samym sędziom władzę w zarządzaniu i organizacji sądów niemal absolutną. Wiadomo jest teoretykom państwa i politykom, że wszelka władza deprawuje a władza absolutna deprawuje absolutnie. Udzielona zgromadzeniom ogólnym sędziów władza, wykonywana jest przez tzw. kolegia; odpowiednio: kolegia sądów apelacyjnych i kolegia sądów okręgowych. W ich skład wchodzą wyłącznie sędziowie określonego sadu, wybierani przez zgromadzenia ogólne sędziów. Tym samym organ samorządu sędziowskiego (zgromadzenie) posiada swoisty „organ wykonawczy” który ustawowo sytuowany jest jako organ sądu. Nie ma chyba drugiej takiej instytucji, w której organ samorządu zawodowego wybierałby organ instytucji państwowej (a odległym porównaniem byłaby analogia do sytuacji, w której związek zawodowy w przedsiębiorstwie, nie tylko miał wpływ na wybór dyrektora ale powoływałby radę nadzorczą przedsiębiorstwa) – i ta konstrukcja ustawowa w prawie o ustroju sądów powszechnych jest po prostu chora, prowadzi do „deprawacji” środowiska sędziowskiego a w konsekwencji do obniżenia się autorytetu sędziów w opinii publicznej.
Planując reformę polskiego wymiaru sprawiedliwości należałoby dążyć do wyeliminowania z prawa o ustroju sądów powszechnych zasady sędziowskiego korporacjonizmu i zastąpienie jej zasadą służebności sądów wobec obywateli; natomiast w zakresie wewnętrznego nadzoru nad pracą sądów wprowadzić rozwiązania, które w dalekiej paraleli byłyby transpozycją na grunt wymiaru sprawiedliwości zasady trójpodziału władz. Zmiana taka polegałaby na ograniczeniu kompetencji zgromadzeń ogólnych sędziów do roli czysto samorządowej reprezentacji interesów środowiska sędziowskiego z nader ograniczonym wpływem na bieżącą pracę sądów i nadzór nad działalnością sędziów oraz na radykalnym wzmocnieniu kompetencji kolegiów sądów. Jednak wzmocnienie kompetencji kolegiów sądów i wyposażenie ich w głos decydujący w sprawach związanych z działalnością wewnętrzną sądów musiałoby być powiązane ze zmianą składu osobowego kolegiów. Istotą proponowanej reformy powinno być bowiem ustawowe dopuszczenie do składu kolegiów prokuratorów i adwokatów, przy czym liczba sędziów w kolegiach sądów powinna być ograniczona do reprezentacji środowiska sędziowskiego i pozostawać w mniejszości do liczby przedstawicieli pozostałych zawodów prawniczych. W skład kolegium poszczególnych sądów apelacyjnych powinni z urzędu wchodzić nie tylko prezesi tych sądów ale także dziekani okręgowych rad adwokackich i szefowie prokuratur odpowiednich szczebli. W jakimś sensie byłby to odpowiednik zasad obowiązujących w arbitrażu, w którym strony same wybierają arbitrów. A ocena pracy sędziów dokonywana byłaby przez tych, którzy dokonują tej oceny w swojej codziennej pracy – prokuratorów i adwokatów.
Ta stosunkowo prosta zmiana spowodowałaby po prostu rewolucję w wymiarze sprawiedliwości i pozwoliła zrealizować postulaty, które obecnie – mimo powszechnego uznawania ich za słuszne – są odkładane. Przede wszystkim – w powiązaniu ze zreformowaniem przepisów o dochodzeniu do wykonywania zawodu sędziego – pozwoliłaby na przepływ kadr między zawodami prawniczymi (sądownictwem i adwokaturą, a przy założeniu, że równolegle wprowadzono by do systemu polskiego prawa karnego instytucję sędziego śledczego, także prokuraturą).
Proponowana zmiana, zakłada ściślejsze powiązanie zawodów prawniczych między sobą. Konsekwencją takiej zmiany musiałyby być zmiany w procedurze dyscyplinarnej wszystkich zawodów prawniczych. O ile dyscyplinarne postępowanie pierwszoinstancyjne powinno pozostać w gestii samorządów; to wraz z proponowanymi zmianami w składzie kolegiów sądów, należałoby postulować powołanie w sądach apelacyjnych specjalnych wydziałów etyki zawodów prawniczych (ponownie z udziałem sędziów, adwokatów i prokuratorów), które spełniałyby funkcję dyscyplinarnych sądów drugiej instancji w stosunku do wszystkich samorządów (sędziowskiego, prokuratorskiego i adwokackiego) o kompetencjach kasacyjnych.
Proponowana zmiana w zakresie składu i kompetencji kolegiów sądów mogłaby być wprowadzona do prawa o ustroju sądów powszechnych bez konieczności zmiany Konstytucji Rzeczypospolitej. Co więcej taka zmiana nie mogłaby być uznana przez środowisko sędziowskie jako zamach na sędziowską niezawisłość. Mimo to należy się spodziewać, że przedstawiona propozycja spotkałaby się z krytyką ze strony sędziów. Faktem jest, że proponowana zmiana zmienia całą filozofię sprawowania wymiaru sprawiedliwości i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Jej wprowadzenie musiałoby być powiązane z kompleksową i rozłożoną w czasie konieczną zmianą procedur sądowych, zakresu kognicji sądów, absolutnie radykalnemu – w dalszej ale określonej perspektywie – uposażenia sędziów.
Wprowadzenie do prawa o ustroju sądów powszechnych zasady służebności sądów zawierającej się zasadniczo w postulowanej wyżej zmianie i dopuszczeniu do zarządzania sądami przedstawicieli innych zawodów prawniczych musiałoby być wprowadzone do systemu wymiaru sprawiedliwości wraz z innymi oczekiwanymi społecznie zmianami: likwidacji instytucji ławników i wprowadzeniu w to miejsce procesu przed ławą przysięgłych w sprawach o zbrodnie (co byłoby realizacją zasady państwa obywatelskiego), wyjęcie spod kognicji sądów drobnych spraw cywilnych i spraw o drobne (nie zagrożone karą aresztu) wykroczenia i poddanie ich rozstrzyganiu przez sędziów pokoju wybieranych przez społeczności lokalne w wyborach powszechnych wraz z przekazaniem obsługi tych sądów jako zadań samorządów lokalnych, itd. (samo skatalogowanie zakresu koniecznych zmian reformujących system wymiaru sprawiedliwości, wykracza poza ramy tego tekstu).
Dopuszczenie do zarządzania sadami przedstawicieli innych zawodów prawniczych spowodowałoby przepływ kadr między tymi zawodami. Dzisiaj, każdy sędzia, który chce przejść do adwokatury ma gwarancję wpisu z ustawy na listę adwokatów. Kierunek odwrotny, przejście z adwokatury do sądownictwa, mimo że prawnie możliwy, w praktyce jest niespotykany. Wbrew rozpowszechnionym opiniom nie są temu winne różnice w zarobkach sędziów i adwokatów; istnieje całkiem spora grupa adwokatów, która bez wątpienia chciałaby przejść do sądownictwa, uniemożliwia to procedura poddania się ocenie kolegiów sądów, w których przedstawicieli adwokatury obecnie nie ma, w związku z czym panuje w praktyce powszechna opinia, że przejście adwokata do zawodu sędziego jest niemożliwe.
Nietrudno jest wyobrazić sobie jak udział adwokatów i prokuratorów w składzie kolegiów sadów wpłynąłby na poprawę pracy sądów. Sama świadomość sędziów, że są oni poddani nieustannej ocenie nie tylko swoich kolegów-sędziów ale także reprezentantów stron procesu podniosłaby kulturę sali sądowej a uzależnienie awansu sędziego od pozytywnej opinii kolegium sądu, w którym zasiadaliby prokuratorzy i adwokaci, podniosłaby zarówno poziom orzecznictwa jak i dyscyplinę pracy sędziów i efektywność prowadzenia procesów.
Czy którykolwiek z kandydatów w wyborach prezydenckich 2010 r. zdecyduje się podjąć debatę na temat zreformowania polskiego wymiaru sprawiedliwości ? Należy sądzić, że każdy. Tyle tylko, że w większości będą to postulaty o niskim priorytecie w programie kandydata i nie wykraczające poza ogólniki w rodzaju: należy usprawnić sądownictwo, wzmocnić autorytet sądów itp. Tymczasem od kandydatów na prezydenta należy oczekiwać pójścia krok dalej, należy oczekiwać pokazania w jaki sposób zamierzają oni zreformować wymiar sprawiedliwości.
Trzeba jasno powiedzieć, że cokolwiek by w swojej kampanii wyborczej mówił na temat wymiaru sprawiedliwości obecnie urzędujący Prezydent, jego słowa nie będą wiarygodne. Lech Kaczyński wsławił się w toku swojej kadencji odmową nominowania sędziów zawnioskowanych do nominacji prezydenckiej przez Krajową Radę Sądownictwa. Była to decyzja, która w mojej opinii kwalifikowała się do postawienia Lecha Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu; wątpliwości – może mniej radykalne – zgłaszał zarówno Rzecznik Praw Obywatelskich jak i Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, który skierował w tej sprawie skargę kompetencyjną do Trybunału Konstytucyjnego. Niestety, żałosny poziom tej skargi spowodował, że Trybunał Konstytucyjny sprawą się nie zajął odrzucając skargę (Zob.: I po sprawie – Prezydent może powoływać sędziów jak chce a jak nie chce to nie musi.).
Po podjęciu przez Donalda Tuska decyzji o nie kandydowaniu w wyborach prezydenckich program kandydata Platformy Obywatelskiej na urząd prezydenta będzie programem samej Platformy, siłą rzeczy skoncentrowanym na postulacie uporządkowania stosunków między prezydentem a rządem.
W zakresie programowym kandydat Platformy nie wyzwoli się od oceny zarządzania resortem wymiaru sprawiedliwości przez obecny rząd zapewniając, że nie będzie – w odróżnieniu od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego – stosował prezydenckiego veta wobec prób zreformowania wymiaru sprawiedliwości. Tyle tylko, że projekty nowelizacji prawa o ustroju sądów powszechnych, prawa o wykonywaniu zawodu doradcy i innych ustaw związanych z systemem ochrony organów prawnych, zmierzają akurat w odwrotnym kierunku niż systemowa reforma wymiaru sprawiedliwości i zamiast walki z sędziowskim korporacjonizmem, pod presją środowisk prawniczych konserwują obecny stan rzeczy. (Jedynym wyjątkiem jest rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, które jednak wobec wycofania się z projektu likwidacji prokuratur apelacyjnych i wprowadzenia do systemu prawa karnego instytucji sędziego śledczego stało się rozwiązaniem niepełnym – chociaż uczynionym w dobrym kierunku).
Wydaje się, że kandydatem na urząd prezydenta, który mógłby uczynić z programu reformy wymiaru sprawiedliwości program wiarygodny dla wyborcy jest Andrzej Olechowski. Przede wszystkim dlatego, że zarówno PO jak i PiS czy SLD bądź PSL w momencie gdy były u władzy próbowały dokonywać reformy sądownictwa i nigdy nic z tego nie wyszło. Bo reforma wymiaru sprawiedliwości inicjowana przez jakikolwiek rząd do żadnej systemowej reformy nie doprowadzi; a najczęściej już w samych swoich założeniach jest zazwyczaj cząstkowa i nigdy się do końca nie udaje; skoro zatem nie udało się to rządom tych partii, to trudno będzie uwierzyć aby udało się partyjnemu prezydentowi, choćby nie wiem jak zapewniał, że stanie się prezydentem ponadpartyjnym.
Co więcej zaproponowane wyżej założenia zreformowania polskiego wymiaru sprawiedliwości wpisują się w obywatelski charakter kandydatury Andrzeja Olechowskiego, który już w wyborach prezydenckich 2000 r. niektóre z przedstawionych wyżej postulatów – z odmiennym rozłożeniem akcentów w ówczesnej sytuacji społecznej – prezentował w kampanii prezydenckiej. Tak więc można założyć, że proponowana reforma byłaby zgodna zarówno z całościowym programem wyborczym Andrzeja Olechowskiego jak i z jego wizerunkiem jako polityka a w wypadku wygrania wyborów prezydenckich przez Andrzeja Olechowskiego, konsekwentna realizacja przez Prezydenta Rzeczypospolitej tej reformy, z wykorzystaniem prezydenckiej inicjatywy ustawodawczej mogłaby by się stać historycznym osiągnięciem jego prezydentury.
Reforma wymiaru sprawiedliwości na pewno stanie się elementem prezydenckiej kampanii Andrzeja Olechowskiego; powinna jednak stać się elementem wiodącym. Jest tak dlatego, że dotychczas ogłoszony przez Olechowskiego program jest w pewnym sensie statyczny (można też powiedzieć, że nie tylko statyczny ale i stateczny jak sam Olechowski), to program dobry, spójny ale nie porywający.
Z wystąpień programowych Andrzeja Olechowskiego jawi się obraz prezydentury niezależnej, spokojnej, kompetentnej. W zasadzie jedynym elementem budzącym emocje, była zapowiedź wprowadzenia do polskiego systemu prawnego instytucji przybrania osoby bliskiej.
Politycznie, ogłoszenie tej koncepcji w pierwszej odsłonie programowej, było sygnałem wysłanym do środowisk lewicowych, że oto Olechowski, postrzegany dotychczas jako polityk liberalno konserwatywny, jest otwarty na postulaty lewicy. I w tym sensie ten element programowy swoją rolę spełnił. Medialnie był to niewypał. W sposób mniej lub bardziej poprawny politycznie media donosiły, że w swojej kampanii Olechowski opierał się będzie na pedałach (Piskorski nieudolnie tłumaczył, że chodzi przecież o dwie babcie, które wspólnie hodują kota); w istocie proponowana przez Olechowskiego konstrukcja przybrania osoby bliskiej służy ochronie rodziny. Jest tak dlatego, że jej wprowadzenie wytrąci środowiskom homoseksualnym argumenty na rzecz wprowadzenia do polskiego prawa instytucji małżeństw homoseksualnych. Wydaje się, że Andrzej Olechowski próbował to kiedyś wytłumaczyć w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i…” ale ta go jak zwykle zagadała.
Wprowadzając do swego programu wizję zreformowania wymiaru sprawiedliwości Andrzej Olechowski pokazałby wizje prezydentury aktywnej a w kampanii wyborczej otworzyłby debatę, w której wobec swoich kontrkandydatów byłby górą. Nie ma lepszej broni wyborczej niż narzucenie konkurentom tematu, który muszą podjąć.
Proponowana powyżej koncepcja założeń reformy wymiaru sprawiedliwości jest koncepcją nowatorską; jako taka jest to koncepcja kontrowersyjna, która wzbudzi ostrą dyskusję i sprzeciw wielu środowisk prawniczych. Na pewno ożywi jałową dotychczas debatę programową w kampanii prezydenckiej. Czy stanie się elementem programu Andrzeja Olechowskiego ? Trudno powiedzieć. Zważywszy na aktywność Olechowskiego w Internecie na pewno zostanie zauważona. Reszta zależy od opinii jego doradców a ostateczna decyzja do niego samego.
jmm
Katarzyna Kolenda Zaleska

Przyjmuję zakład
W SLD powszechne jest przekonanie, że Włodzimierz Cimoszewicz byłby świetnym prezydentem Polski, tyle tylko że jest fatalnym kandydatem na prezydenta. Trudno się z tą konstatacją nie zgodzić. Cimoszewicz byłby dobrym prezydentem, bo ma poczucie służby dla dobra państwa, a niekoniecznie dla dobra własnego ugrupowania, którego zresztą od dawna nie ma.
Ma też niepokorność, samodzielność myślenia i niezależność. Niektórzy dodaliby jeszcze, że ma i butę, i arogancję, prezentowaną bez skrępowania pogardę dla głupoty, cynizmu politycznego, cwaniactwa. Ma pewien rodzaj wyższości. I chłód w obcowaniu z ludźmi. Nie zaprzyjaźnia się łatwo, nie jest bratem łatą, który równie dobrze się czuje na politycznych salonach z królami i prezydentami, co na lokalnych dożynkach, gdzie trzeba wypić piwa, zatańczyć, pożartować. A to się w kampanii liczy. Umiejętność obcowania z ludźmi i słuchania ludzi, a nie tylko przemawiania do nich.
Jednak w rodzinnej Hajnówce i na całej Białostocczyźnie Cimoszewicz w cuglach wygrywa wybory, nie zmieniając przecież swojego charakteru. Może więc dałby się wtoczyć w ramy kampanijnej batalii? Pewnie dałby, tylko że nie z SLD ani w imieniu SLD, ani w ścisłej współpracy z SLD.
Wbrew pozorom i wbrew deklaracjom Cimoszewicz wcale nie jest dla SLD kandydatem wymarzonym. Dla SLD jest kandydatem ze wszech miar kłopotliwym. W Sojuszu raczej słychać westchnienie ulgi, gdy po raz kolejny ich niby wymarzony kandydat mówi, że kandydował nie będzie, bo SLD w kampanii musiałby Cimoszewicza popierać bez zastrzeżeń, żeby nie wyjść na idiotów.
A przecież nie mają pojęcia, co ten kandydat może im wywinąć. I na pewno się nie dowiedzą, bo Cimoszewicz nie z tych, którzy by się przed jakimś partyjnym gremium opowiadali. Trudno sobie też wyobrazić, aby Cimoszewicz promował program SLD, skoro od dawna mówi o jałowości intelektualnej tej formacji i infantylizmie w podejmowaniu decyzji.
Nad Cimoszewiczem SLD nie miałoby żadnej kontroli, a sam kandydat prowadziłby kampanię z dala od przykurzonych salek przy ul. Rozbrat w Warszawie (siedziba SLD). Co więcej – SLD pożytku z Cimoszewicza nie miałby także po jego ewentualnym wyborze. Notowania partii raczej nie poszybowałyby w górę – w końcu byłby kandydatem niezależnym, i to przede wszystkim niezależnym od lewicy, którą dobitnie określa jako anachroniczną i pozbawiona jakiejkolwiek wiedzy o współczesnych problemach Polaków. I na koniec “drobna” sprawa – działacze SLD nawet nie mogą liczyć na posady w Kancelarii Prezydenta, a to przecież dla partii jeden z walorów posiadania “swojej” głowy państwa.
Gdy tylko pojawił się w prezydenckich sondażach – bo jeszcze nie tak dawno królowała w nich Jolanta Kwaśniewska – Cimoszewicz natychmiast wyprzedził Lecha Kaczyńskiego. Niedługo może zagrozić Donaldowi Tuskowi.
W sondażach widoczna jest tęsknota za czymś świeżym. Niedawno zwyciężył kandydat bez imienia i nazwiska, pokonując niemal wszystkich rywali razem wziętych. Jednak w realnej polityce cuda zdarzają się rzadko i rzadko zdarza się Barack Obama, człowiek zdolny zjednoczyć wokół siebie czarnych i białych, biednych i bogatych, Latynosów, kobiety i młodzież.
Mogę się założyć, że Cimoszewicz nie wystartuje, podobnie jak Andrzej Olechowski, a przyszłoroczna rywalizacja ograniczy się do znanego od lat pojedynku Tusk – bracia Kaczyńscy.
No i w sumie nie ma się co martwić. Lubimy te przeboje, które dobrze znamy. Trzeba więc przestać marzyć o wyśnionym kandydacie i zaakceptować to, że prezydencka kampania wyborcza niczego nie zmieni.
Katarzyna Kolenda-Zaleska (Fakty TVN)
MacLawye®: Wielce szanowna Pani Redaktor; co do decyzji Andrzeja Olechowskiego – przyjmuję zakład ! Coś mi jednak mówi, że decyzja Andrzeja Olechowskiego będzie pozytywna i zdecyduje się on kandydować w wyborach prezydenckich 2010 r. A że bardzo lubię hazard … to po prostu nie mam wyjścia.
Stawkę zakładu proponuję honorową i trochę “poznańsko-krakowską” – jeśli Pani redaktor przegra, stawia mi Pani dobry obiad; jeśli Pani redaktor wygra, Andrzej Olechowski stawia obiad nam obojgu – tak za karę
Informacja techniczna:
Dzięki ‘wtyczce’ WPtouche firmy BraveNewCode, dostępnej także na platformie WordPress.com szablonu iNove; strona http://olechowski.wordpress.com dostępna jest na iPhonach, w charakterystycznym dla tego urządzenia widoku. Tym samym Andrzej Olechowski jest pierwszym politykiem (kandydatem na Prezydenta RP), którego działalność publiczna i program jest dostępny w iPhonach.
Aby uruchomić na iPhone stronę http://olechowski.wordpress.com należy na iPhonie po prostu otworzyć przeglądarkę Safari i wpisać w pole adresu: olechowski.wordpress.com. To wszystko. Strona domyślnie otworzy się w widoku dla iPhona. (Każdy kto woli na iPhonie oglądać stronę w tradycyjnym widoku web, może na dole przełączyć suwakiem widok strony, wyłączając widok WPtuche na iPhone).
Jednakże widok iPhone strony jest czytelniejszy. Warto zrobić coś więcej: po otworzeniu strony w widoku iPhone, z dolnego menu można wybrać znak “+” dodaj a następnie wybrać opcję [Dodaj jako ikonę] – w zestawie waszych programów na iPhone pojawi się ikona (jak po prawej), która jest po prostu skrótem do strony; wybierając ją z zestawu programów otwieracie stronę bez konieczności wpisywania za każdym razem adresu strony w Safari bądź poszukiwania jej w zakładkach
W iPhonie otworzy się strona http://olechowski.wordpress.com w widoku (mniej więcej) jak obok; a dalej wszystko jest już standardowo proste, wybierając dotykowo na ekranie tytuł wpisu lub link [Read This Post] otwieramy wpis; w iPhonie możemy też oglądać zamieszczone we wpisach grafiki i materiały wideo (jeżeli ‘ciągnięte’ są z YouTube – a tak jest zazwyczaj). Wybierając dotykowo białą strzałkę w górnej belce otwieramy dostęp do podstron witryny – a tam szczególnie przydatna jest strona [Terminarz], z której bez problemu można wybrać kalendarz Google ze spotkaniami i wystąpieniami publicznymi Dra Andrzeja Olechowskiego. Ten widok ma wiele zalet, ale największą jest możliwość bezpośredniego przesyłania linków do czytanych wpisów swoim znajomym w formie e-maila – wystarczy wybrać ikonę koperty pod wpisem a potem adres znajomego z książki adresowej. I tak – jeśli jesteśmy posiadaczami iPhonów – możemy upowszechniać program Andrzeja Olechowskiego w Internecie
Szanowni czytelnicy portalu MacLawie®.pl i widzowie internetowej telewizji MacLawye®.TV – przed dziesięciu laty byłem koordynatorem kampanii prezydenckiej Andrzeja Olechowskiego w Wielkopolsce. Miałem okazję bliżej poznać Dra Andrzeja Olechowskiego i wiem, że jest On bardzo dobrym i kompetentnym kandydatem na urząd Prezyedenta Rzeczypospolitej.
Dr Andrzej Olechowski zadeklarował, że decyzję o kandydowaniu na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej uzależnia od oceny społecznego zapotrzebowania na prezentowany przez Niego model prezydentury; prezydentury niezależnej od partii politycznych i ciągłych (i najczęściej kompromitujących Polskę) międzypartyjnej sporów.
Podjęcie odpowiedzialnej decyzji o kandydowaniu w wyborach prezydenckich zapewne jest sprawą trudną. Dlatego liczą się – moim zdaniem – wszelkie przejawy poparcia, jakie potencjalnemu kandydatowi mogą być udzielone. Jest to tym bardziej ważne, że wobec obecnej waśni w Stronnictwie Demokratycznym, które swoimi strukturami i wspólnym programem zamierzało poprzeć Dra Andrzeja Olechowskiego; jego decyzja może być w dużej mierze uzależniona od oceny możliwości zbudowania struktur wyborczych. W 2000 r. takie struktury zostały stworzone; jednak obecne prawo wyborcze znacząco utrudnia udział w wyborach kandydatom obywatelskim. Tej sytuacji mogą – w pewnym stopniu – zaradzić Internauci, popierając kandydata i poprzez sieć tworząc zalążek struktur.
Bardzo zatem proszę aby Ci z Państwa, któ®zy zaglądają na stronyc MacLawye®’a zechcieli wypełnić krótką ankietę. Jej wyniki w połowie grudnia przekażę osobiście Dr Andrzejowi Olechowskiemu. Aby wypełnić ankietę wystarczy ‘kliknąć’ w obrazek nad tekstem, albo tutaj >>>
ANKIETA
Dziękuję
Jerzy Marcin Majewski
adwokat
MacLawye®
W najnowszym, otwartym sondażu prezydenckim CBOS Andrzej Olechowski wyprzedził Lecha Kaczyńskiego; 43% Polaków opowiada się zdecydowanie za innym kandydatem niż Pan Premier i Pan Prezydent a ponad połowa nie chce tandemu Tusk-Kaczyński.
28 proc. Polaków najchętniej widziałoby premiera Donalda Tuska jako kandydata w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, 18 proc. wskazało Włodzimierza Cimoszewicza, a 15 proc. – Andrzeja Olechowskiego – wynika z sondażu CBOS.
Na czwartym miejscu znalazł się prezydent Lech Kaczyński (11 proc. wskazań). 10 proc. badanych wskazało Jolantę Kwaśniewską.
CBOS zadał Polakom pytanie otwarte – badani sami mieli określić osoby, które najchętniej widzieliby jako kandydatów w wyborach prezydenckich. CBOS przeprowadził sondaż w dniach 1-6 października na liczącej 1096 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych Polaków.

29 października 2009 r.
Gdyby wybory prezydenckie odbyły się dziś Donalda Tuska poparłoby 28 procent wyborców, a do drugiej tury wszedłby jeszcze Włodzimierz Cimoszewicz, którego popiera 18 procent wyborców – wynika z najnowszego sondażu CBOS. Największym zaskoczeniem jest jednak wyjątkowo dobry wynik Andrzeja Olechowskiego – z 15 procentami poparcia wyprzedził on Lecha Kaczyńskiego.
W pierwszej piątce znalazła się jeszcze Jolanta Kwaśniewska, którą wskazało 10 procent badanych. Ankietowani odpowiadali na pytanie otwarte – badani sami mieli określić osoby, które najchętniej widzieliby jako kandydatów w wyborach prezydenckich.
Andrzej Olechowski komentując zamieszanie wewnątrz Stronnictwa Demokratycznego stwierdził, że w sporze kibicuje Pawłowi Piskorskiemu, którego projekt polityczny jest mu bliski. Olechowski powiedział, że sytuacja w SD będzie miała wpływ na jego decyzję o kandydowaniu w wyborach prezydenckich 2010 r. jednakże poparcie Stronnictwa nie jest warunkiem niezbędnie koniecznym; przypomniał, że w 2000 r. udało mu się stworzyć struktury wyborcze w całym kraju jako kandydatowi obywatelskiemu.
Felieton filmowy Katarzyny Kolendy Zaleskiej w Faktach TVN.
Azrael
Nieudane otwarcie
Czy w ostatnich dziesięciu latach jakiś polityczny start up się w pełni udał? Czy jakakolwiek polityczna inicjatywa, budowana od podstaw, odniosła sukces? Nie, żadna tego rodzaju formacja, budowana jako samodzielny szkielet polityczny i wypełniona nową treścią, nie zaistniała w polskiej polityce. Nie oznacza to jednak wcale, że polska demokracja jest tak dojrzała i stabilna, że polskie partie polityczne obejmują swoim spectrum programowym całość społeczeństwa. Wyniki wyborów – za każdym razem dość różne – oraz niska frekwencja wyborcza, poniżej 50% uprawnionych do głosowań, pokazuje nam, że w dalszym ciągu istnieje potrzeba budowy formacji politycznej, której przesłanie wpadłoby w gusta wyborców.
Oczywiście, można przyjąć, że jednym z powodów tego, że partie polityczne – bezwzględnie i wszystkie – cieszą się tak małym poparciem, jest powodem niedostatku państwa obywatelskiego i braku zrozumienia dla praw, i jeszcze bardziej obowiązków w państwie demokratycznym. Ale głównym powodem słabego mandatu wyborczego partii politycznych, tych zasiadających w Sejmie i Senacie, jest to, że nie mają one i programu i osobowości politycznych, które by potrafiły przyciągnąć wyborców. To, że Donald Tusk jest obecnie najsilniejszym i najsprawniejszym politykiem polskim, nie oznacza jednak, że ma on charyzmę i siłę wewnętrzną, mogącą pociągnąć wyborców i jednocześnie posunąć Polskę do przodu. Nie ma się co czarować – siła premiera Tuska i jego partii opiera się w dużym stopniu na słabości jego politycznych adwersarzy, połączonej z niechęci, a czasem wręcz nienawiścią do nich obywateli. Nie muszę pisać, o kogo w tym przypadku chodzi…
Ostatnie udane nowe otwarcie polityczne, to było powołanie Platformy Obywatelskiej. Słynne spotkanie na platformie w gdańskiej hali “Oliwii” z jej trzema tenorami jest ostatnim takim spektakularnym wejściem w politykę. W tym samym mniej więcej czasie (rok 2001) na scenę weszło Prawa i Sprawiedliwość, z mniejszą gracją i siłą – ale jak się okazuje, równie skutecznie.
(…)
Czytaj całość na stronach Azraela salon24.pl >>>
Piskorski nie zrozumiał jednej podstawowej rzeczy; Dyskurs polityczny w Polsce zdominowany jest przez konflikt dwóch sił politycznych – Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości. Zdominowany i zniszczony przez napięcia i wojnę tych formacji. Jeżeli SD miałoby odnieść sukces – musi wyjść poza obszar tych walk i znaleźć inną formułę polityczną. SD ma dość mocne struktury, koła partyjne, ma wsparcie nowych działaczy – może mieć za sobą media. Pod warunkiem wszakże, że pokaże, że nie jest partią drugiego wyboru dla wyborców PO, czy partyjek lewicowych – lecz jest autentyczną alternatywą polityczną. Do tego potrzebne jest głębsze zaangażowanie wszystkich działaczy partii, tych starych i nowych, a także mocna i jednoznaczna deklaracja Andrzeja Olechowskiego, że stanie do wyborczego wyścigu. Aby to zaistniało, w partii musi zapanować zgoda. Piskorski musi szybko – i poza mediami – zgasić pożar. Inaczej, jeżeli nastąpi rozłam w partii albo jeżeli zostanie z niej usunięty – będzie to koniec i jego i zatrzaśniecie na nowo wieka trumny SD.
Integralność nowo budowanego Stronnictwa Demokratycznego jest dla Piskorskiego być albo nie być. Jeżeli doprowadzi do rozbicia partii – to zakończy karierę. Andrzej Olechowski także.
Czytaj całość na stronach Azraela salon24.pl >>>
albo na blogu głównym Azraela Kubackiego >>>
Nieposłusznych PRZYWÓDCY SD członków Rady Naczelnej SD można by jeszcze zastrzelić.
Komunikat po posiedzeniu Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego. Na 24 października br. zwołane zostało posiedzenie Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego. W związku z niejasnościami i brakiem przedyskutowania oraz skonsultowania części projektów uchwał przewodniczący SD Paweł Piskorski złożył do przewodniczącego Rady Naczelnej wniosek o zarządzenie przerwy i zwołanie spotkania konsultacyjnego. Następnie zwołał zebranie zarządu głównego i opuścił salę posiedzeń. Podobnie uczyniła znacząca część członków Rady. Zarząd podjął decyzję o zawieszeniu w prawach członka ośmiu członków rady w związku z działaniem na szkodę Stronnictwa Demokratycznego. W wyniku tej decyzji (sic ! – to istny obłęd statutowy) Rada Naczelna utraciła możliwość podejmowania prawomocnych decyzji, a jej dalsze obrady były nieformalne.
![]()
Tak oto – rozróbą – kończy się pierwszy etap budowy nowej formacji politycznej, polegający na reanimacji umarłej partii pod przewodnictwem człowieka, który nie miał nic do stracenia. Nie twierdzę, że Piskorski nie podniesie się po dzisiejszym pchnięciu nożem, ale będzie mu ciężko. I na nic się zdadzą puszczane w eter informacje, że to banda komuchów sprzeciwiła się dynamicznemu liderowi, nie chcąc stracić posiadanych przywilejów oraz mieszkań w sprzedawanych przez Piskorskiego kamienicach. Ten patent już nie działa.

Rację ma Paweł Piskorski twierdząc, że “starzy działacze” SD, chcieli za wszelką cenę zachować w Stronnictwie władzę, że dostrzegli, iż działania nowego Przewodniczącego SD prowadzą wprost do osłabienia ich pozycji w Stronnictwie a nawet odsunięcia od realnego wpływu na jego losy. Paweł Piskorski zapomina tylko o jednym. “Starzy działacze” SD mieli prawo walczyć o zachowanie swoich pozycji, jeśli czynili to demokratycznie i w oparciu o przepisy Statutu SD.
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV – live, po prawej, u góry >>>^
Prawdą jest, że Paweł Piskorski znalazł metodę na polityczne ożywienie Stronnictwa Demokratycznego; możliwe, że tempo tego “ożywienia” było zbyt szybkie dla “starych działaczy” SD, którzy powierzając przed niespełna rokiem kierownictwo partii Piskorskiemu nie docenili jego zdolności organizacyjnych i swoistej przebojowości politycznej. Za rządów Pawła Piskorskiego w SD podwoiła się (bezmała) liczba członków partii. Nowi członkowie nie przystępowali do Stronnictwa z uwagi na sentyment do jego historii a z uwagi na polityczną aktywność Pawła Piskorskiego właśnie. Analizując ledwie kilka życiorysów młodych, nowych działaczy SD, nie trudno zauważyć, że wielu z nich to dawni działacze Platformy Obywatelskiej a zwłaszcza Młodych Demokratów, którzy bez żalu porzucili dotychczasowe struktury partyjne, z jednej strony z uwagi na “wodzowski” styl uprawiania polityki w PO, z drugiej dla Pawła Piskorskiego właśnie.
Ostry i “sformalizowany” konflikt między “starymi działaczami” SD a nowymi członkami partii był kwestią czasu. Nieporozumienia wewnątrz SD od jakiegoś czasu się pojawiały, ale – jak twierdził jeszcze przed tygodniem Andrzej Olechowski – nie miały “sformalizowanego” charakteru i były zjawiskiem normalnym wobec zmian jakie następowały w Stronnictwie.
W sobotę 24 października 2009 r. odbyło się posiedzenie Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego. Jak wynika z przekazanych informacji, Rada Naczelna postanowiła zwołać na 21 listopada 2009 r. Nadzwyczajny Kongres SD w celu odwołania Pawła Piskorskiego z funkcji Przewodniczącego SD, występując jednocześnie do Sądu Partyjnego o jego zawieszenie w prawach Przewodniczącego partii do tego czasu. Rada Naczelna – w zgodzie ze Statutem SD – miała pełne prawo podjąć taką uchwałę (§ 21 ust. 3 pkt 2 Statutu SD) bez względu na to, czy to się to Pawłowi Piskorskiemu podoba czy nie oraz bez względu na to, czy jest to zgodne z “interesem stronnictwa” jako takiego. Otóż “interes partii” jest kategorią ocenną i zapewne inaczej formułuje go Paweł Piskorski a inaczej “starzy działacze” SD.
Niestety MacLawye® nie ma informacji, czy uchwała Rady Naczelnej Stronnictwa Demokratycznego, o zwołaniu na 21 listopada 2009 r. Nadzwyczajnego Kongresu SD podjęta została przed, czy po przerwie w obradach Rady. W zasadzie nie ma to większego znaczenia dla oceny dalszych działań Pawła Piskorskiego, chociaż nieco komplikuje prawno-statutową interpretację legalności podjętych po przerwie uchwał. Otóż w przerwie obrad Rady Naczelnej SD, Zarząd SD, na wniosek Przewodniczącego “zawiesił” w prawach członków partii ośmiu członków Rady Naczelnej. Formalnie, dwa przepisy Statutu SD (§ 14 i § 30 ust. 1, dają Zarządowi SD prawo zawieszenia członka partii, co rodzi ten skutek, że zawieszony członek partii traci swoje funkcje partyjne na czas zawieszenia (a więc m.in. nie może wykonywać uprawnień członka Rady Naczelnej); jest to wyjątkowe i kuriozalne uprawnienie zarządu partii i wydaje się być wyjątkowym statutowym “bublem”. W istocie bowiem daje Zarządowi partii uprawnienie – z którego Paweł Piskorski skwapliwie skorzystał – do sparaliżowania działań Rady Naczelnej (a więc drugiego po Kongresie statutowego organu władczego partii); wystarczy “zawiesić” członków Rady Naczelnej w trakcie trwania jej obrad aby można było twierdzić, że Rada Naczelna nie może podejmować uchwał. I z taką sytuacją mamy do czynienia. Formalnie, zawieszenie przez Zarząd SD członków partii będących jednocześnie członkami Rady Naczelnej, jest dopuszczalne; jednakże z punktu widzenia swej funkcjonalności, kompetencja Zarządu do zawieszania członków Rady Naczelnej w prawach członków partii powinna być wyłączona. A już na pewno powinno to być wyłączone w trakcie trwania obrad Rady Naczelnej. Andrzej Olechowski w przygotowanym dla Stronnictwa Demokratycznego programie “Dołączyć do najlepszych”, który prezentuje na licznych spotkaniach, motywując swoje odejście z Platformy Obywatelskiej krytykuje styl uprawiania polityki przez PO i “wodzowskie” przywództwo Donalda Tuska. Paweł Piskorski, zawieszając członków Rady Naczelnej SD w trakcie trwania jej obrad, przekroczył granice “wodzowskiego” zarządzania partią, postąpił jak fuhrer – (chociaż… w zasadzie nie, bo mógł “nieposłusznych” członków Rady Naczelnej zastrzelić, wówczas na pewno nie podjęliby uchwały i nie byłoby problemu, czy uczynili to przed czy po zawieszeniu ich w prawach członków partii oraz czy dysponowali stosownym quorum ?).
Wewnętrzny konflikt w Stronnictwie Demokratycznym w zasadzie nie powinien zaszkodzić Andrzejowi Olechowskiemu w jego zamiarach kandydowania na urząd Prezydenta RP w 2010 r. – tym bardziej, że w 2000 r. Olechowski udowodnił, iż stać go na stworzenie własnych struktur wyborczych. Jednak styl działania Pawła Piskorskiego i swoiste “rozegranie” konfliktu wewnątrz SD, bez wątpienia Andrzejowi Olechowskiemu zaszkodzą. Jego krytyka wobec “wodzowskiego” stylu Tuska nie może być relatywizowana w ocenie działań Piskorskiego; choćby podjętych w słusznej sprawie. Andrzej Olechowski zapowiedział, że w wypadku “odejścia” (czytaj: odwołania) Piskorskiego, odejdzie razem z Piskorskim (widać na działaczach SD, ta deklaracja wrażenia nie zrobiła); odejście nie oznacza jeszcze rezygnacji z ubiegania się o urząd Preydenta RP; jednakże należałoby oczekiwać od Olechowskiego jednoznacznej oceny działań Piskorskiego wobec członków Rady Naczelnej SD – a może próby mediacji ???.
Paweł Piskorski pewnie się wybroni wewnątrz SD i pozostanie jego Przewodniczącym (choć łatwo mu nie będzie), ale to co zrobił 24 października 2009 r. przejdzie do historii opisującej zasady wewnątrzpartyjnej demokracji.
W wywiadzie dla Gazety Wyborczej (link poniżej) Paweł Piskorski twierdzi, że przy podejmowaniu uchwały o zwołąniu Kongresu SD 21 listopada 2009 r. nie było quorum. Ponoć uchwałę tę podpisało 35 osób. I coś się tutaj nie zgadza. Ze strony www Stronnictwa dowiadujemy się, że Rada Naczelna liczy sobie 60 osób; § 5 ust. 1 Statutu SD określa quorum organów kolegialnych partii na połowę jego składu osobowego. A zatem quorum dla podjęcia przez Radę Naczelną SD uchwały, to 30 osób – skoro 35 głosowało za odbyciem Kongresu SD, to jak mogło nie być quorum ? – (chyba, że Paweł Piskorski nie liczy tych 8 osób, które w międzyczasie Zarząd SD zawiesił – ale o tym już było).
Przeczytaj wywiad z Pawłem Piskorskim na temat wydarzeń w SD w Gazecie Wyborczej >>>
Sprawdź co na ten temat mówi Statut Stronnictwa Demokratycznego >>>
Kliknij w strzałkę w prawym górnym rogu aby powiększyć,
lub wybierz z [menu] pobierz [download] aby zapisać statut na swoim twardym dysku.
Podyskutuj na forum Gazety Wyborczej >>>
Albo skomentuj poniżej
Rada Naczelna Stronnictwa Demokratycznego podjęła w sobotę 24 października 2009 r.decyzję o zwołaniu 21 listopada w Warszawie Kongresu Nadzwyczajnego partii, na którym postawi wniosek o odwołanie z funkcji przewodniczącego SD Pawła Piskorskiego.
Jednocześnie Rada Naczelna skierowała do Naczelnego Sądu Partyjnego wniosek o zawieszenie Pawła Piskorskiego w czynnościach do czasu Kongresu. Paweł Piskorski próbował zerwać obrady Rady Naczelnej, wychodząc ze swoją grupą. – Główną przyczyną decyzji Rady Naczelnej SD jest wodzowski sposób kierowania partią przez Pawła Piskorskiego, nie liczący się z demokratycznymi procedurami, czego przykładem były sposoby powoływania prezesów zarządów regionalnych i rozwiązywanie struktur terenowych – mówi Adam Zyzman, rzecznik Rady Naczelnej SD. (GW-W)
[Komentarz MacLawye®'a] >> Jeszcze przed tygodniem, Andrzej Olechowski, Przewodniczący Rady Programowej SD, zapewniał, że w Stronnictwie, nie ma – formalnie – żadnego konfliktu. Decyzja Rady Naczelnej SD nie tylko ów konflikt ujawnia ale zarazem formalizuje. Okazuje się, że “rewolucja Piskorskiego” w kierowaniu Stronnictwem Demokratycznym może nie odpowiadać działaczom partii, którzy wolą trwać w “politycznym niebycie” niż wrócić do realnej polityki. Powrót SD do realnej polityki możliwy jest obecnie jedynie poprzez realizację w SD strategii Pawła Piskorskiego – widać nie wszystkim to odpowiada.
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze MacLawye®.TV po prawej u góry >>>
Ewentualne odwołanie Pawła Piskorskiego z funkcji Przewodniczącego SD w zasadzie przesądzi o wycofaniu się Andrzeja Olechowskiego ze startu w wyborach prezydenckich 2010 r. Po pierwsze, Olechowski oświadczył niedawno, że w wypadku odwołania Piskorskiego “odejdzie razem z Piskorskim” – po drugie, kandydowanie w wyborach prezydenckich bez strukturalnego zaplecza SD – chociaż teoretycznie możliwe – wydaje się mało prawdopodobne; chociaż… program dla Stronnictwa Demokratycznego “Dołączyć do najlepszych” jest programem Andrzeja Olechowskiego, zaś w 2000 r. Olechowski udowodnił, że stac go na zbudowanie struktur wyborczych dosłownie z niczego. Z drugiej zaś strony, decyzja o zwołaniu Nadzwyczajnego Kongresu SD w celu odwołania Przewodniczącego partii, to jeszcze nie jego odwołanie; na Kongresie dojdzie bez wątpienia do ciekawego starcia między “starym SD” a działaczami związanymi z Pawłem Piskorskim – wynik tego starcia nie jest przesądzony.

Andrzej Olechowski był gościem red. Krzysztofa Miecugowa w programie Poranek TVN24; wypowiedział się o nielegalnych podsłuchach stosowanych przez CBA; w związku z tzw. “aferą podsłuchową”.
wideo możesz obejrzeć w rozdzielczości HD włączając opcję w pasku sterowania.
AFERA PODSŁUCHOWA
Serwis Niezalezna.pl prezentuje dokumenty z podsłuchów ABW. Ten dokument – jak pisze serwis – ostatecznie kompromituje metody działania ABW oraz jej wiceszefa, Jacka Mąki. Bo podsłuchano całkowicie prywatną rozmowę dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego z ojcem. Zapis podsłuchu nie tylko nie został zniszczony, ale odtajniono go na użytek procesu Mąki z “Rzeczpospolitą”.
Podsłuchiwana przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego rozmowa odbyła się 29 lipca 2008 r. – na dzień przed próbą samobójczą Wojciecha Sumlińskiego. Dziennikarz, inwigilowany pod pretekstem śledztwa ws. oferowania oficerowi WSI pozytywnej weryfikacji za pieniądze, odebrał połączenie telefoniczne od swojego ojca.
O czym rozmawiał Sumliński z ojcem? “Chcą mi dać areszt” – mówił dziennikarz. Ojciec pocieszał i pytał: “Nie martw się, kiedy ci ten areszt chcą dać?” Dziennikarz odpowiedział, że nie wie. Dodał, że jest w kościele, chce się pomodlić. Prosił, by rodzina się trzymała. W końcu umówił się na spotkanie. I tyle.
Dramatyczna rozmowa, podczas której nie padło ani jedno zdanie, mogące przysłużyć się “śledztwu” agentów ABW, została przez nich nagrana – a jej zapis nie został zniszczony. Co więcej – 22 czerwca 2009 r. stenogram został odtajniony.
Serwis Niezależna.pl publikuje treść dokumentu za wiedzą Wojciecha Sumlińskiego i jego ojca.
◊ Andrzej Olechowski podczas spotkania z młodzieżą w II Liceum Ogólnokształcącym im. Tadeusza Kościuszki w Kaliszu, odpowiadając na pytanie co sądzi o przyznaniu Barackowi Obamie pokojowej nagrody Nobla; stwierdził, że Barack Obama samą swoją obenością wpłynął na stosunki międzynarodowe na świecie; co dowodzi roli i znaczenia jednostki w polityce.
Publikujemy terminarz spotkań publicznych i wystąpień telewizyjnych Andrzeja Olechowskiego; odbywanych jesienią 2009 r. Jak zapowiedział Andrzej Olechowski, spotkania te mają na celu powzięcie przekonania o tym, że proponowany przez niego program jest akceptowany społecznie a jego przekaz zrozumiały. W konsekwencji Andrzej Olechowski od własnej oceny swojej komunikacji ze społeczeństwem uzależnia podjęcie decyzji o tym, czy będzie kandydował w wyborach prezydenckich 2010 r.
Poczekaj spokojnie na załadowanie terminarza.
Aby zobaczyć szczegóły spotkania, godzinę, miejsce, adres, mapę dojazdu – kliknij w konkretny wpis w kalendarzu. Przyciskami nawigacyjnymi możesz przechodzić do kolejnych tygodni – jak w klasycznym kalendarzu Outlook
Aby pobrać kod terminarza i umieścić go na swojej stronie, należy ‘kliknąć’ w przycisk [GET Widget] pod kalendarzem i wkleić kod na swoją stronę; umieszczanie kalendarza na popularnych serwerach społecznościowych jest automatycne.

W Hard Rock Cafe 6/x/2009 r.
Fundacja Kultury powołała Akademię Rock’n’Rolla, która swoją ideą nawiązuje trochę do amerykańskiej „Rock’n’Roll Hall of Fame”. Powołując Akademię chcemy stworzyć m.in. podstawy dla rzetelnego i obiektywnego uznania najbardziej znaczących dokonań muzycznych oraz ich autorów. Chcemy także zasypać powstające co kilka lat, niewiadomo skąd i jak, pozdziały między pokoleniami naszych rockmanów. Do wspólnych działań zaprosiliśmy wiele znanych postaci z „rock’n’rollową” duszą, których nazwiska to wciąż pulsująca rytmem historia , teraźniejszość i przyszłość…Swoją deklaracją współpracy zaszczycił nas Franciszek Walicki – „ojciec chrzestny” polskiego rock and rolla.
Członkami Akademii zostali :
Andrzej Mogielnicki, Dariusz Skarupiński, Zbigniew Niemczycki, Marek Gaszyński, Andrzej Olechowski, Krzysztof Wodniczak, Wojciech Korzeniewski, Tadeusz Górny, Jacek Bromski, Marek Karewicz, Tomasz Men Świtalski, Bogdan Bogiel, Piotr Metz, Marek Skolarski, Tomasz Wielski, Paweł Brodowski… i to jeszcze nie jest skład zamknięty ! (Na “rockowym” zdjęciu “zacni akademicy” Andrzej Olechowski i Krzysztof Wodniczak oraz MacLawye® – podczas konferencji Akademii w dniu 6 października 2009 r. w warszawskim Hard Rock Cafe – Zlote Tarasy).
Dyrektorem Akademii Rocka został Jacek Olechowski.
Jacek Olechowski od końca lat sześćdziesiątych związany jest z polską sceną rockową. Będąc jeszcze w liceum uczestniczył w narodzinach sławy zespołu Zbyszka Hołdysa “KWIATY WARSZAWY” . Wtedy też zaczął wieloletnią współpracę z Rozgłośnią Harcerską m.in. jako jeden z autorów i prowadzących jej sztandarową audycję – “Lista Przebojów Rozgłośni Harcerskiej”. Pierwsze kroki w tzw.”branży” stawiał u boku brata Andrzeja, managera Krzysztofa Klenczona i zespołu “TRZY KORONY”. Współpracował z Polskim Radiem, często występując na antenach Programów I, IV i III. W tym też czasie był w grupie pierwszych w Polsce zawodowych d.j’ów legitymujących się najwyższymi uprawnieniami Ministerstwa Kultury i Sztuki. Jest laureatem Pierwszego Ogólnopolskiego Turnieju Prezenterów Dyskotekowych – Wrocław 1973.
W wydawnictwie płytowym TONPRESS doprowadził do wydania płyt PERFECTU oraz słynnego „czarnego albumu” BRYGADY KRYZYS. Pełnił też funkcję szefa artystycznego stworzonej wspólnie ze Stanisławem Cejrowskim i Antkiem Kołakiem “ROCK ESTRADY” – managmentu zespołów rockowych: LADY PANK, REPUBLIKA, ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY, KRYZYS I BRYGADA KRYZYS. Uważany jest za współtwórcę sukcesu KRYZYSU I BRYGADY KRYZYS – był managerem tych zespołów w okresie ich największej popularności. Był też inicjatorem i organizatorem tras koncertowych punk rockowych zespołów brytyjskich: TV-21, U.K.SUBBS i SPEAR OF DESTENY oraz warszawskich koncertów Tiny Turner, Budgie, Nazareth, Kraftwerk – wydarzeń muzycznych na ówczesnej polskiej scenie rockowej. Był zastępcą redaktora naczelnego pisma “MUSIC GLOBE” i dyrektorem generalnym spółki IM-40; właściciela Radia Pogoda(dziś „Złote Przeboje”). Dał się też poznać jako animator wydarzeń artystycznych, twórca sceny muzycznej warszawskiego Piano Baru. Pomysłodawca i organizator FESTIWALU ZDARZEŃ NIEPRZYPADKOWYCH.
Podyskutuj na facebook,u czy Andrzej Olechowski powinien kandydować, czy ma szanse wygrać wybory prezydenckie, czy dzięki jego kandydaturze wybory będą ciekawsze ???
Czy społeczność Internetowa może zbudować organizację wolontariuszy, którzy wesprą kandydata na Prezydenta RP w rzeczywistej, realnej kampanii wyborczej.
Kliknij w obrazek i dyskutuj na facebook’u

















































