Swoją totalną porażkę w wyborach prezydenckich 2010 r. Andrzej Olechowski przyjął z poczuciem humoru.
19.06.2010. Poznań (PAP) – Kamienny obelisk ku czci adwokatów broniących oskarżonych poznaniaków o udział w strajku w czerwcu 1956 roku i innych procesach politycznych, odsłonięto w sobotę w Poznaniu.
Pomnik powstał z inicjatywy Okręgowej Izby Adwokackiej w Poznaniu i ma być hołdem dla wszystkich adwokatów broniących w procesach politycznych. Napis na obelisku brzmi: “Adwokatom, niezłomnym obrońcom w procesach czerwca 1956 i procesach politycznych”
“Ten pomnik powinien powstać i powstał. W tamtych czasach adwokaci poznańscy, jako pierwsi odważyli się bronić oskarżonych o sprawy polityczne. Nie dopuścili, by ze strajkujących zrobić chuliganów. Wielu z nich zostało przez to pozbawionych praw do wykonywania swojego zawodu, inni byli prześladowani.” – powiedział mecenas Andrzej Reichelt, Dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu i pomysłodawca przedsięwzięcia.
Obelisk, tak jak budynek prokuratury, koło którego stanął, został zaprojektowany przez poznańskiego architekta Andrzeja Kurzawskiego.

Uroczystego odsłonięcia dokonali prezydent Poznania Ryszard Grobelny, Zofia Gutowska – córka Michała Grzegorzewicza, adwokata, który wraz ze Stanisławem Hejmowskim był nieformalnym przywódcą ławy obrończej procesów robotników po 1956 roku.
“Czerwiec 1956 roku dla Poznania jest ważny nie tylko jako data, ale i ciąg historii. Zaczęło się symbolicznie, a w jakiś sposób to wszystko trwa do dziś, przede wszystkim pamięć. Widzimy w Poznaniu coraz więcej symboliki Czerwca ‘56. Bardzo mnie to cieszy.” – powiedział na uroczystości prezydent Poznania Ryszard Grobelny.
Odsłonięcie pomnika było elementem obchodów 54. rocznicy Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 roku.
28 czerwca 1956 r. poznańscy robotnicy Zakładów im. Stalina (tak wówczas nazywały się Zakłady Cegielskiego) podjęli pod hasłami “chleba i wolności!” strajk generalny i zorganizowali masową demonstrację uliczną. Następstwem robotniczego wystąpienia stały się dwudniowe starcia na ulicach miasta.
Według badań IPN, zginęło w nich co najmniej 58 osób (w tym kilku żołnierzy i funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa), a kilkaset osób zostało rannych (wśród nich pacyfikujący demonstracje i ranni w wyniku ostrzału budynków służby bezpieczeństwa przez robotników). Około 746 osób aresztowano.
Poznański Czerwiec 1956 r. był pierwszym w Polsce masowym wystąpieniem robotniczym przeciwko komunistycznym władzom. (PAP)
Pomnik adwokatów stanął przed gmachem i na terenie Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu. I jest to symbol szczególny. Symbol jedności środowisk prawniczych działających w obszarze sprawowania wymiaru sprawiedliwości. Według zapisów Konstytucji, wymiar sprawiedliwości w Polsce sprawują sądy. Ale nie ma wymiaru sprawiedliwości bez pracy prokuratorów i adwokatów. Niech ten pomnik i miejsce, w którym stanął, będą tej prawdy wyrazem (jmm)
NRA w przyjętej przez aklamację specjalnej uchwale oddała hołd adwokatom tragicznie zmarłym 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem: prezes NRA Joannie Agackiej-Indeckiej, redaktorowi naczelnemu miesięcznika „Palestra” i przewodniczącemu Komisji Etyki przy NRA Stanisławowi Mikke oraz posłom – Jolancie Szymanek-Deresz i Stanisławowi Zającowi. W uchwale znalazły się następujące postulaty i decyzje:
- nadania adw. Stanisławowi Mikke Wielkiej Odznaki Adwokatura Zasłużonym (przyznanej dotychczas tylko pięciu osobom, w tym adw. Joannie Agackiej-Indeckiej);
- ufundowania tablic pamiątkowych poświęconych adwokatom – ofiarom katastrofy lotniczej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie oraz w miejscu katastrofy;
- nadania nazw ulic, odpowiednio: w Łodzi – Joanny Agackiej-Indeckiej i w Warszawie – Stanisława Mikke;
- powołania Funduszu im. Joanny Agackiej-Indeckiej w celu ustanowienia stypendiów dla dzieci adwokatów, które z powodów losowych znalazły się w potrzebie oraz dla bliskich ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem;
- nadania imienia adw. Stanisława Mikke corocznemu ogólnopolskiemu konkursowi krasomówczemu dla aplikantów adwokackich;
- zorganizowania corocznego konkursu im. adw. Stanisława Mikke dla studentów wydziałów prawa na publikacje o tematyce historycznej lub prawnej;
- wydania dzieł zebranych adw. Stanisława Mikke.
Obecny na posiedzeniu NRA Minister Sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski wręczył rodzinom adw. Joanny Agackiej-Indeckiej i adw. Stanisława Mikke nadane Zmarłym Srebrne Medale Pamiątkowe Ministerstwa Sprawiedliwości. Minister w swoim wystąpieniu podkreślił godną postawę Adwokatury w dniach żałoby po katastrofie. Przypomniał, że adwokaci otoczyli opieką rodziny Zmarłych, zorganizowali uroczystości pogrzebowe i jako pierwsze środowisko zainicjowali wystawienie wart honorowych przy trumnach tragicznie zmarłych kolegów.
Nieszczęsny projekt Ustawy o mediatorach okazał się prywatnym pomysłem dwóch pań (patrz debata w„Gazecie Finansowej” z dnia 12 lutego br.). Rozpoczęta dyskusja na temat, czy mediatorem może być prawnik, nabiera coraz bardziej groteskowego charakteru. Podobno zdania są podzielone. Nieprawnicy czują się w stanie zastąpić prawników. Komuś zależy, żeby „mecenasom coś odebrać. Kibiców chętnych obserwować tę grę zaczyna przybywać. Prasa zachęca do dyskusji. Jest temat.
Czy leczyć ludzi może absolwent akademii medycznej? Czy odpowiedź budzi jakieś wątpliwości? No to zróbmy jeszcze krok dalej i zapytajmy, czy leczyć ludzi może doktor medycyny? Czy ktoś ma wątpliwości? Tymczasem w mediacji projekt ustawy widzi wszystkich, tylko nie prawników. A jak już prawników, to broń Boże nie kwalifikowanych. Żadnych adwokatów, żadnych radców prawnych.
Wsadzić kij w mrowisko
Medycyna naturalna ma się dobrze. Minęły czasy, kiedy naśmiewano się z ziołolecznictwa. Leczenie miodem pszczelim ma licznych zwolenników. Terapie uzdrawiania dotykiem mają swoich zwolenników. Również terapie uzdrawiania dźwiękiem, a nawet spojrzeniem w wielu krajach doczekały się seansów zbiorowych, a nawet transmisji telewizyjnych.
Nikogo nie gorszy już hipnoza, metoda Reiki, metoda Silvy, uzdrawiająca moc kryształów, płynu Alveo, nektaru Noni, kadzidełek wibuti. Wraca szacunek dla szamańskich metod leczenia. Różdżkarz pomoże w leczeniu reumatyzmu. Filipiński czy brazylijski cudotwórca może dokonać bezkrwawej operacji wycięcia nowotworu. Może więc nadszedł już czas na projekt Ustawy o uzdrowicielach? Przecież ustawa jest dobra na uregulowanie wszystkiego. Z projektu Ustawy o uzdrowicielach należałoby jednak bezwzględnie wyłączyć lekarzy. Szczególnie tych po specjalizacji albo po doktoratach. Zabronić im uzdrawiania. Nie dopuścić. Znajdą się z pewnością dwie osoby, które prywatny projekt takiej ustawy napiszą. Zapewne w interesie wszystkich chcących wyręczyć uczniów i następców Hipokratesa. Taki projekt z pewnością rozpęta „bardzo potrzebną” dyskusję prasową. Z pewnością „wsadzi kij w mrowisko” albo „zwróci uwagę na palące problemy środowiska”. Tylko po co? Czy znajdzie się ustawodawca jakiegoś oświeconego państwa, który taką ustawę uchwali?
Lek na wiele chorób
Mediacja jest lekarstwem na wiele chorób. Na znieczulicę społeczną, plagę rozwodów, przemoc w rodzinie, przestępczość nieletnich, spory pracownicze, niedoskonałe układy zbiorowe pracy, spory konsumenckie, a w szczególności na ospałość i niedowład wymiaru sprawiedliwości. Tylko kto ma to lekarstwo aplikować?
Z pełnym szacunkiem odnoszę się do pomysłów pozyskiwania dla mediacji utalentowanych przedstawicieli rożnych zawodów. Przyda się: nauczyciel, terapeuta, pracownik socjalny, działacz związkowy, kurator, psycholog rodzinny, a także osoba duchowna. O tej ostatniej kategorii warto mówić głośno i coraz głośniej.
Duchowni wszystkich wyznań, nauczając na co dzień miłości bliźniego, przestrzegania boskich przykazań i sztuki przebaczania, są najlepszym, kwalifikowanym materiałem na mediatorów w sprawach rodzinnych, karnych i w sporach sąsiedzkich. Może nie tylko. Nasz wielki rodak papież Jan Paweł II przeprowadził skuteczną mediację w sporze granicznym pomiędzy Chile i Argentyną o tereny wokół Kanału Beagla na odległej Ziemi Ognistej. Może gdyby osoby duchowne najwyższej rangi poproszono o mediacje w sporach granicznych, obyłoby się bez kilku wojen i międzynarodowych konfliktów?
Praca zgodna z kompetencjami
Skoro więc można uzdrawiać bez lekarzy, czy należy ich ustawowo wyłączyć od uzdrawiania? Czy skoro istnieją przykłady na skuteczną mediację dokonaną przez nie-prawników, należy prawnikom zabronić jej stosowania?
Przeszedłem kiedyś w Kalifornii kurs dla mediatorów zorganizowany przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Znaków Towarowych (INTA). Nie wszyscy uczestnicy byli prawnikami. Było wielu rzeczników patentowych różnej specjalizacji. Ale czy ktoś spoza tych dwu grup zawodowych poradziłby sobie ze sporem o patent, wzór użytkowy, znak towarowy albo domenę internetową? Zawarłem kilka ugod w międzynarodowych sporach budowlanych: przebudowa drogi wodnej, odcinek autostrady, jakaś infrastruktura miejska. Czy poradziłby sobie z rym nauczyciel, terapeuta, pracownik socjalny, działacz związkowy, kurator, psycholog rodzinny albo nawet osoba duchowna? Być może tak, ale pewności nie mam. Zamiast więc odganiać lekarzy od uzdrawiania chorych, a kwalifikowanych prawników od rozwiązywania konfliktów, pozwólmy jednym i drugim robić to, co potrafią najlepiej – pomagać innym.
Autor jest partnerem w kancelarii
Salans, członkiem Międzynarodowego
Sądu Arbitrażowego w Paryżu, byłym
prezesem Sadu Arbitrażowego przy
Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie
Antyżydowskie napisy pojawiły się na pomniku upamiętniającym pomordowanych podczas II wojny światowej w obozie w Krakowie-Płaszowie. Zniszczenia odkryto na dzień przed Marszem Pamięci organizowanym w 67. rocznicę likwidacji krakowskiego getta. Nieznani sprawcy czerwoną farbą wymalowali na obelisku m.in. swastyki i obraźliwe hasła m.in. “Jude raus” i “Hitler good”.
Policja otrzymała zgłoszenie od straży miejskiej w sobotę po południu. – Ustalamy, kiedy mogło dojść do tej dewastacji. Na miejscu prowadzone są oględziny – powiedziała Anna Zbroja z biura prasowego małopolskiej policji. Dodała, że w okolicy będą policyjne patrole.
Usunięciem napisów zajmą się pracownicy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie. – Będą pracowali tak długo, aż ślady barbarzyńskich działań zostaną usunięte – podkreślił rzecznik ZIKiT Jacek Bartlewicz.
Organizatorzy Marszu Pamięci, który w niedzielę przejdzie z Placu Bohaterów Getta na teren byłego obozu w Płaszowie, są oburzeni, nie chcą jednak komentować tej sprawy. Zapewniają, że marsz odbędzie się tak jak co roku i przejdzie tą samą trasą.
Wiceprzewodniczący Rady Oświęcimskiej Stefan Wilkanowicz uważa, że dewastacja pomnika ofiar obozu koncentracyjnego w Płaszowie raczej nie jest przypadkowa. Jego zdaniem, komuś mogło zależeć na zakłóceniu tego – jak podkreślił – ważnego i pozytywnego wydarzenia, które co roku skupia tysiące osób z Polski i zagranicy.
Wiceprzewodniczący Rady Oświęcimskiej dodał, że informacje o dewastacji pomnika przyjął ze smutkiem. Zaznaczył jednak, że trzeba na to odpowiedzieć akcją edukacyjną – na przykład w formie sesji o historii Żydów w Krakowie.
Uczestnicy marszu oddadzą hołd zmarłym w Płaszowie przy innym pomniku – poświęconym pomordowanym w obozie Żydom. Znajduje się on jednak bardzo blisko zdewastowanego pomnika.
Marsz Pamięci odbywa się co roku w rocznicę likwidacji krakowskiego getta, które Niemcy utworzyli w 1941 r. Mieszkało tam około 17 tys. osób.
Podczas likwidacji getta w nocy z 13 na 14 marca 1943 roku na ulicach zginęło około tysiąca osób, a wszyscy mieszkańcy zdolni do pracy zostali przeniesieni do obozu w Płaszowie. Obóz ten początkowo był obozem pracy przymusowej, a potem koncentracyjnym. Był miejscem zagłady Żydów i Romów, okresowo przebywali tam także Polacy i przedstawiciele innych narodowości. Martyrologia więźniów Płaszowa była tematem filmu Stevena Spielberga “Lista Schindlera”.
Obchody rocznicy likwidacji krakowskiego getta odbywają się pod honorowym patronatem wojewody, marszałka województwa i prezydenta miasta oraz prezesa Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Krakowie.
Jak przystało na mac’usera – a MacLawye® zajmuje się nie tylko prawem i polityką, ale także promocją Mac’ów i produktów Apple’a w codziennej pracy i użytkowymi zastosowaniami Internetu – MacLawye® z zespołem prowadzi w sieci stronę dedykowaną iPhone’om informującą o przebiegu kampanii wyborczej Andrzeja Olechowskiego.
Strona dostarcza informacji ze strony oficjalnej Dr. Andrzeja Olechowskiego a jej prezentację na ekranie komputera, można zobaczyć tutaj; natomiast zasoby strony można przejrzeć na komputerze (chociaż na ekranie komputera strona atrakcyjna nie jest) tutaj.
Na stronie:
- aktualności i artykuły prasowe ze strony oficjalnej;
- skróty informacji z sieci, z linkami do stron źródłowych;
- terminarz spotkań wyborczych Andrzeja Olechowskiego prowadzony przez szatb wyborczy;
- wideo z onet.TV i materiały własne;
- bezpośrednie wpisy i foto ze spotkań wyborczych.
Wystarczy, że w przeglądarce Safari na swoim iPhonie wpiszesz iphone.olechowski.net.pl następnie z menu systemowego wybierzesz dodaj [+] i komendę [Dodaj jako ikonę] i już
Przed odtworzeniem wideo, wyłącz głos w monitorze .TV – live po prawej, klikając w miniaturkę głośnika.
Andrzej Olechowski 3 i 4 marca odwiedził Wielkopolskę. Był w Koninie i w Poznaniu. MacLawye® już 10 lat temu koordynował prezydencką kampanię Andrzeja Olechowskiego w Wielkopolsce; a i dzisiaj nie ukrywa swojej sympatii dla tego kandydata do urzędu Prezydenta RP. Niestety, kontuzja MacLawye®’a uniemożliwiła mu uczestnictwo we wszystkich spotkaniach z kandydatem. Mimo to MacLawye® śmie sądzić, że najciekawszą wypowiedź Olechowskiego usłyszał. Odpowiedź brzmiała NIE ! Obejrzyjcie wideo aby się dowiedzieć na jakie pytanie w ten sposób odpowiedział Andrzej Olechowski (wywołując zresztą zdrowy smiech młodego audytorium na sali Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa).
Przed włączeniem wideo wycisz głos w monitorze .TV – live po prawej, klikając w symbol głośnika.
Reklamowany w końcówce filmu projekt: kampania wyborcza Andrzeja Olechowskiego w Twoim iPhonie, jest projektem zespołu MacLawye®’a. W iPhonie publikowanych będzie około 70% informacji ze strony oficjalnej Dr. Andrzeja Olechowskiego. Jest też przewidziana interaktywna mozliwość tworzenia strony przez posiadaczy iPhone’ów, którzy są sympatykami Andrzeja Olechowskiego. Skoro MacLawye® został mac’userem taka forma udziału w kampanii ’swojego’ kandydata wydaje się MacLawye®’owi najwłaściwsza. Jako ‘matuzalem’ wolontariuszy Andrzeja Olechowskiego MacLawye® prosi wszystkich sympatyków i wolontariuszy posiadających iPhone’a o rejestrowanie się na stronie iphone.olechowski.net.pl wprost z iPhone’a lub kontakt przez mac.lawyer@mac.com – Szczegóły wkrótce. (Nie zapomnijcie o kropce po pierwszym mac. w adresie pocztowym)
Wszystko jest super aktualne. Wszystko nadal śmieszne. Usia, siusia, cepeliada. Tylko czy to możliwe, że to czterdzieści lat temu… (no prawie, dokładnie 38, mała pociecha).
Muzyka/Słowa: Jacek Kleyff
“Telewizja” jest jedną z tych Salonowych pieśni które przy całej swej materialnej zawartości, typowej dla tamtej epoki, wydają się zgoła uniwersalne.
Ba, współczesnie słuchane, w dobie zupełnie juz rozbestwionych mediów z telewizją na czele, są jescze bardziej aktualne.
Fragment z książki Tadeusza Nyczka “Salon Niezależnych – dzieje pewnego kabaretu”
Został wybrany – a w zasadzie uzgodniony – w toku gabinetowych negocjacji miedzy rządami 27 państw. Zgodnie z postanowieniami Traktatu Lizbońskiego. Obywatele Unii nie mieli żadnego wpływu na wybór prezydenta. Herman van Rompuy to człowiek w Europie nieznany. Jest Belgiem. Europejczycy go nie poznali; a po wyborze, nie zapamiętali nawet jego nazwiska. Na forum Parlamentu Europejskiego dobitnie wyraził to eurodeputowany Nigel Farage, mówiąc: “Ma Pan charyzmę mokrej ścierki i wygląd urzędnika bankowego niższej rangi. Nigdy o Panu nie słyszałem. Nikt w Europie nie słyszał. Kim Pan jest? Chcę wiedzieć kto na Pana Głosował ?”
No cóż, to efekt wejścia w życie Traktatu Lizbośkiego. Jaki traktat, taki prezydent Europy.
Nie lubię PiS’u. Platformy też nie lubię. Oba te ugrupowania w swojej politycznej praktyce realizują bowiem starą socjalistyczną zasadę kierowniczej roli partii w życiu narodu. Młodzi ludzie jedynie z lekcji historii mogą dowiedzieć się czym ta zasada była. Ale ja pamiętam. Różnica w pojmowaniu kierowniczej roli partii przez PiS i PO jest mniej więcej taka jak między gomułkowszczyzną a gierkowszczyzną. Ta druga jest nieco bardziej cywilizowana. Ale w sumie na jedno wychodzi. Wyborca może sobie wybrać: kierowniczą rolę PiS’u albo PO. Czy istotnie jest to jakiś wybór ? I czy na tym miała polegać demokracja ?
Nie lubię jak Polską kieruje partia. Zwłaszcza wodzowska. A obie – tak PiS jak i PO – są partiami wodzowskimi. Dyskusji wewnątrzpartyjnej się nie przewiduje. W PiS’ie jak za Gomułki o dyskusji w ogóle mowy nie ma i nikt nawet o niej nie śmie pomyśleć. Wódz decyduje. W PO jak za Gierka. Krytyka, prawda, może być, ale – z punktu mając na uwadze, że ona tak naprawdę nikomu nie podoba się – PO robi wszystko aby jej nie było. Przykładem ogłoszone zasady tzw. prawyborów.
Dlatego od lat bliskie mi są inicjatywy obywatelskie. Tyle tylko, że inicjatywy obywatelskie powyżej poziomu gminy nie maja w polityce szans. Przekonał się o tym Andrzej Olechowski. Pierwszy raz gdy po wyborach 2000 r. założył stowarzyszenie. Nazywało się Obywatele dla Rzeczypospolitej. Byłem tej inicjatywie przeciwny. Ale lojalnie wobec Olechowskiego poprowadziłem kongres założycielski OdR’u. Na kongres stowarzyszenie to rozwiązujący nie pojechałem; na zaproszeniu stało bowiem napisane, że uchwała o likwidacji podjęta zostanie bez dyskusji. Drugi raz Olechowski o nikłych szansach inicjatyw obywatelskich przekonał się tworząc Platformę Obywatelską. Długo to trwało zanim z niej wystąpił.
Po dziesięciu latach Andrzej Olechowski powraca. W jego obywatelskie spojrzenie na prezydenturę nie wątpię. Prezydentem Rzeczypospolitej byłby idealnym. W zasadzie, mógłby być w Sevres pod Paryżem przechowywany jako wzorzec prezydenta. Tylko, że z Sevres do Pałacu Namiestnikowskiego droga daleka; a niemrawa kampania Olechowskiego i stateczny program zbyt dobrze nie wróżą. Szkoda.
Że PO jako ruch obywatelski nie ma szans, przekonany byłem od początku. Ale, znowu lojalnie wobec Olechowskiego, włączyłem się w jej tworzenie. Krótko to trwało. Zarówno ludzie jak i metody tworzenia Platformy na najniższym szczeblu spowodowały, że poczułem się jak Sasza, który wstupił w kamsamoł. Smrodek był wyczuwalny już na początku. Dzisiaj stosunki na najniższych szczeblach PO są takie, że na jedno zawołanie Piskorskiego z Platformy nastąpił prawdziwy exodus młodzieży. A starzy działacze tak się lubią, że siedząc w gabinetach obok siebie, porozumiewają się korespondencyjnie (serdeczne pozdrowienia Waldy i Darku).
To inaczej miało być przyjaciele. I dlatego nie wygracie wyborów prezydenckich w 2010 r. – chyba, że Wam PiS pomoże.
A PiS może pomóc Platformie w jeden jedyny sposób. Walcząc o reelekcję Lecha Kaczyńskiego. Czy rzeczywiście Lech Kaczyński będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich ? Pytanie wydaje się być retoryczne. Podobnie jak stawiane miesiąc temu, czy kandydatem PO będzie Donald Tusk. Zatem całkiem bezzasadne nie jest.
Właściwie za kandydaturą Lecha Kaczyńskiego przemawia jedynie miłość braterska, powszechny w PiS strach przed Prezesem i brak alternatywnego kandydata, którego działacze PiS’u mogliby Prezesowi zaproponować i wokół którego się skupić.
Wydaje się, że nie bez kozery Jarosław Kaczyński zapewniając, że jedynym kandydatem PiS’u do urzędu Prezydenta jest jego brat, dodaje, że jednak ostateczna decyzja należy do Pana Prezydenta. A pan Prezydent zdaje się ma już serdecznie dość swojego urzędu. I zostawia sobie furteczkę. Od listopada tak dalece spadła odporność fizyczna Lecha Kaczyńskiego, że co wciąż jest chory. Może się okazać, że z uwagi na stan zdrowia Lech Kaczyński oświadczy, że nie wystartuje w wyborach. I uratuje PiS przed niechybnym unicestwieniem politycznym, do którego – zgodnie z wieloletnią tradycją – prowadzi PiS Jarosław Kaczyński. Ale kto zamiast Lecha Kaczyńskiego ? Szanowni członkowie PiS’u: Zyta Gilowska !
Po pierwsze Zyta jest byłą „siostrą Tuska” i może w kampanii śmiało twierdzić, że dobrze poznała jego wodzowski charakter i bez bicza w postaci silnego prezydenckiego weta, PO tak zdominuje scenę polityczną, że… (i tu mogą znowu wylatywać z lodówki różne produkty). Po drugie Zyta jest babą. I to nie byle jaką. To baba z jajami. Wobec jej kandydatury uczestnictwo Olechowskiego w kongresie Partii Kobiet i poparcie Komorowskiego dla parytetów nic nie znaczą. Po trzecie: Pani Prezydent Zyta Gilowska ratuje PiS przed niebytem politycznym nie naruszając dominującej pozycji Jarsława Kaczyńskiego w partii. Wyrazista Zyta wygrywa zarówno z miałkim Komorowskim jak i dostojnym Olechowskim.
A zatem PiS’ie: Zyta na Prezydenta !!!
Honorarium za tę radę proszę przekazać na dowolny cel charytatywny.
Pojęcie ‘prawnik’ jest to sprawa, którą powinien wyjaśnić ekspert. – Beata Kempa
W sieci pojawiają się strony poświęcone wyborom prezydenckim. MacLawye® kibicuje stronie http://wyboryprezydenta.net.pl – której autorzy nawet zamieszczają teksty Maclawye®’a; strona ma swoją facebook-page.
Dziennikarz Polsatu, Tomasz Machała założył stronę z bieżącymi informacjami o kampanii wyborczej http://kampanianazywo.pl – i tez ma swoją facebook-page. Co więcej, okazuje się, że Tomasz Machała jest mac’userem – co MacLawye® odnotowuje z niekłamaną satysfakcją.
Zarząd Platformy Obywatelskiej zdecydował. Kandydat, którego partia wystawi w wyborach prezydenckich 2010 r. wyłoniony zostanie w drodze tzw. ‘prawyborów’. Pomysł prezentowany jest jako nowa jakość w polskiej polityce. Oto bowiem wszyscy członkowie partii mają zdecydować kto będzie partyjnym kandydatem do urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej. Samo pojęcie ‘prawyborów’ ma silne konotacje z amerykańskim systemem wyborczym – i tak też jest przez działaczy PO prezentowane.
Tyle tylko, że platformesrskie ‘prawybory’ są dosyć szczególne. Kandydatami na kandydata są wskazani przez zarząd partii: Bronisław Komorowski i Radek Sikorski. Innych się nie przewiduje. Janusz Palikot chciał ale już nie chce (w ramach wewnątrzpartyjnej demokracji). Programowej debaty politycznej i wizji prezydentury prezentowanej przez kandydatów PO nie przewiduje. Atakowanie ‘kontrkandydata’ przez zwolenników któregoś ze wskazanych przez zarząd jest surowo zabronione; tzn. krytyka też. Innymi słowy: z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak to ustawiono, że jej nie będzie, tylko – prawda – aplauz i zaakceptowanie.
Można i tak. Tylko po co wciskać ciemnotę, że to takie superdemokratyczne ?
Janusz Gajos w filmie “Zółty szalik”. Studium alkoholizmu.
Mediacja, czyli jak uniknąć sporu przed sądem ?
Jerzy Książek:
Mediacja jest procesem, w którym skonfliktowane strony w obecności profesjonalnego mediatora starają się dojść do rozwiązania konfliktu. W mediacjach nie ma żadnych rozstrzygnięć. Strony starają się rozwiązać swój konflikt w sposób możliwy do zaakceptowania przez obie strony, co nie zawsze oznacza pełnię satysfakcji, ale na pewno jest dla nich do przyjęcia. Niewątpliwie, żeby mediacja mogła mieć miejsce, musi zaistnieć konflikt, muszą być strony tego konfliktu i musi być mediator jako nieodzowna osoba, która wspiera te strony w rozwiązaniu konfliktu. Rozporządzenia dotyczące mediacji i mediatorów w Polsce na dzień dzisiejszy są ułomne, gdyż dopuszczają osoby zupełnie przypadkowe do tego, żeby prowadziły mediacje. W konsekwencji może to doprowadzić do zmarginalizowania, czy wręcz zaniku mediacji w Polsce. Prawo ewoluuje i społeczeństwo się ciągle zmienia, zmienia się świadomość społeczna, w związku z czym zmieniają się wymogi co do usługi mediacyjnej. W rozporządzeniach na temat tego, kto dzisiaj w Polsce może być mediatorem, czytamy, że mediatorem może być każdy, kto nie ma papierów stwierdzających, że jest nienormalny. Wystarczy, że ma, zupełnie niczym nie popartą (poza własnym przekonaniem), zdolność rozwiązywania konfliktów. Taki mediator na pewno nie będzie spełniał standardów profesjonalnego prowadzenia mediacji.
Joanna Hetman-Krajewska:
Poszczególne organizacje tworzą jednak pewne standardy.
Jerzy Książek:
Organizacje odpowiadają za stałe listy mediatorów, czyli ludzi mediujących w sprawach cywilnych. Jeśli jednak chodzi o sprawy karne, to prezes sądu okręgowego sam wpisuje na swoje listy mediatorów. W sprawach karnych nie trzeba mieć absolutnie żadnego udokumentowanego wyszkolenia.
Marek Tulipan
Osoba, która chce być mediatorem, składa wniosek o wpisanie go przez prezesa sądu okręgowego na listę osób „godnych zaufania, które mogą prowadzić mediacje w sprawach karnych”.
Jerzy Książek
Zdarza się, że takich osób prezes sądu nie widzi na oczy w ogóle. Dużo się jednak zmieniło. Są prezesi sądów, którzy wzywają kandydatów i prowadzą z nimi rozmowy. Wciąż jednak na niektórych listach wpisani są fryzjer, rzeźnik, policjant i inne osoby, które liczyły na to, że to będzie dobry interes. Podpisane przez nich ugody były potem często niezgodne ze standardami, przepisami prawnymi, a nawet przeciwko ofierze, czyli osobie pokrzywdzonej, czy sprawcy. Takie zachowania są wymierzone przeciw mediacji.
Joanna Hetman-Krajewska
Ten reżim wpisywania na listę mediatorów w sprawach karnych jest przerażający, gdyż są to sprawy bardzo szczególne, gdzie mamy do czynienia z wrażliwymi kwestiami psychologicznymi. Natomiast w sprawach cywilnych to poszczególne organizacje tworzą standardy, które wpisany na ich listę mediator musi spełniać.
Jerzy Książek
Tak naprawdę dwie czy trzy organizacje w Polsce prowadzą nie tylko szkolenia, ale także staże mediacyjne i gwarantują wpis na prowadzone przez siebie listy stałych mediatorów. Niestety, są też stowarzyszenia i różnego rodzaju firmy, które oferują szkolenia za śmieszne pieniądze, a też śmiesznie szkolą. Ustawodawca zrzucił na stowarzyszenia mediacyjne poziom wykształcenia tychże mediatorów. To też zostawia wiele do życzenia, ponieważ brakuje standardów ogólnopolskich.
Marcin Bachman
Moje doświadczenia ze stowarzyszeniami, które de facto tworzone są wyłącznie celem umożliwienia wpisu swoich członków na listę mediatorów prowadzoną przez prezesa sądu okręgowego sięgają czasu, kiedy kończyłem studia podyplomowe: „Konflikty w rodzinie i mediacje rodzinne” na SWPS. Widziałem wiele osób, dla których bycie mediatorem nie było potrzebą wewnętrzną, ale projektem biznesowym. Zostanie mediatorem wiązało się dla tych osób ze zmianą zawodu, szukaniem kolejnej szansy. Osoby te poszukiwały takich stowarzyszeń. Tak wtedy jak i teraz liczba renomowanych stowarzyszeń jest niewielka w porównaniu z dosyć dużą liczbą stowarzyszeń, w których zasady dopuszczenia na listę ich mediatorów były bardzo rozluźnione, dające szansę zostania mediatorem praktycznie każdemu. Takie stowarzyszenia mogą rekomendować ludzi, którzy nie są w wystarczający sposób przygotowani do bycia profesjonalnym mediatorem. Dla mnie, jako osoby zajmującej się mediacjami rodzinnymi i środowiskowymi, istotne w zawodzie mediatora jest to, by oferować profesjonalną usługę i zapewnić osobom, które przychodzą celem przejścia procedury mediacyjnej, komfort i bezpieczeństwo uczestnictwa w mediacjach. Mediacje rodzinne są bardzo specyficzne i wymagają dużo uwagi i delikatności, szczególnie, jeśli wplecione są w nie sprawy dzieci i inne kwestie rodzicielskie. Są to sprawy na tyle ważne, że nie można ich oddać osobie, która nie ma do nich wystarczającego przygotowania.
Magdalena Grudziecka
Co do profesjonalizacji zawodu mediatora, jest jednak ziarenko nadziei. W mediacjach w sprawach nieletnich ustawodawca nam coś mówi na temat tego, że mediator powinien mieć specjalistyczne szkolenie i specjalistyczną wiedzę: że nie jest to ani psycholog, który odczuł wenę bycia mediatorem, ani prawnik, czy ktokolwiek inny, tylko że jest do tego potrzebna specyficzna wiedza, łącząca różne zakresy – wiedzę prawną, psychologiczną, socjologiczną itd. Moja osobista definicja jest mediacji jest taka: mediacja jest to rozmowa. Nie należy się bawić w „rozstrzygacza”, a jedynie w osobę wspierającą rozmowę stron. Stronom należy dać wolność do podejmowania decyzji i tworzyć atmosferę do poszukiwania rozwiązań.
Krzysztof Boszko
Mówimy o mediacji sformalizowanej, oddanej w ręce profesjonalnych specjalistów. W tym momencie kształtuje nam się nowy zawód mediatora. Na razie kształtowanie tego zawodu polega raczej na eliminowaniu pewnych osób. To dotyczy chociażby apriorycznego wyłączenia z zawodu mediatora prawników profesjonalnych. Moim zdaniem jest to wylewanie dziecka z kąpielą, bo doświadczenia w alternatywnych formach rozwiązywania sporów wszelkich, zarówno pomiędzy klientami, jak i pomiędzy prawnikami, mamy dosyć dużo. Udział prawników profesjonalnych w mediacji jest potrzebny, nawet jeżeli nie będą oni mediatorami. Istnieje nawet tendencja do eliminowania pełnomocnika profesjonalnego. Jest jeden przepis, który dopuszcza możliwość posługiwania się pełnomocnikiem i to też kulawy, bo to mediator decyduje o tym, czy tego prawnika profesjonalnego nie wyłączyć w imię źle rozumianej równowagi stron. Zawarcie ugody nieprofesjonalnej, zwłaszcza w sprawach gospodarczych, czy rodzinnych, może być katastrofą.
Jerzy Książek
Mediator uczy się wiedzy niezbędnej mu do prowadzenia mediacji, czyli m.in. psychologii konfliktu, jego genezy, eskalacji i rozwiązywania. Dodatkowo, potrzebna jest wiedza dotycząca specjalizacji mediatora. W mediacji rodzinnej np. mediator musi wiedzieć wszystko o rodzinie. Najlepiej jest posiadać też wiedzę lokalną. W mediacjach karnych to musi być ktoś obeznany z prawem, ale z drugiej strony ktoś, kto ma wiedzę psychologiczną, dotyczącą podstawowej sprawy – fazy ofiary, która determinuje to, czy i kiedy jest możliwa mediacja. Kiedy dostajemy takie sprawy z sądu, dobrze jest, żeby sędziowie wiedzieli, że w pewnych momentach, przez jakiś okres czasu podchodzenie do mediacji byłoby bezsensowne. Ważne jest także wyczucie specyfiki art. 207, kontrowersyjnego, jeżeli chodzi o mediacje. Art. 207 w gruncie rzeczy dotyczący przemocy w rodzinie. A więc mediator w sprawach karnych, do którego nie ma żadnych wymogów i dostaje 207, najbardziej delikatny problem przemocy w rodzinie, nie mając doświadczenia, nie mając wiedzy, może tylko zaszkodzić.
Marcin Bachman
Tak jak już mówiłem wcześniej, mediacje rodzinne są specyficzne, a sprawy poruszane w trakcie takich mediacji są bardzo delikatne. Są pewne zalecenia organizacji, zajmujących się mediacjami rodzinnymi, które wyłączają pewne przypadki z zastosowania mediacji, jako metody rozwiązywania konfliktów. W sytuacji przemocy w rodzinie z zasady nie powinno się prowadzić takich mediacji, ponieważ dysproporcja w zasobach stron w trakcie sesji mediacyjnej będzie na tyle duża, że mediacje te nie zakończą się prawdziwym porozumieniem, gdyż będzie ono wymuszone. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadkach, gdy któraś ze stron konfliktu jest w trakcie leczenia psychiatrycznego lub w trakcie terapii psychologicznej. Wtedy stan emocjonalny tych osób nie pozwala na to, żeby mogły one uczestniczyć w sesjach mediacyjnych. W takich przypadkach zazwyczaj nie będzie bowiem możliwe zapewnienie tym osobom bezpieczeństwa, komfortu i równowagi w mediacjach. Jest to o tyle istotne, że w mediacjach rodzinnych te elementy, które wyłączają możliwość przeprowadzenia mediacji, wychwytywane są na ogół w trakcie sesji premediacyjnych. Takie sesje zalecane są w mediacjach rodzinnych. Są to indywidualne spotkania z każdą ze stron osobno, kiedy mediator ma szansę poznać szczegółowo istotę konfliktu, a także poznać tę osobę i dowiedzieć się, co tak naprawdę w niej jest. Sesje premediacyjne dają mediatorowi i stronie możliwość zaspokojenia jej potrzeby bycia wysłuchanym i udzielenia przez mediatora empatii, które pomogą tej osobie w przygotowaniu się do właściwych sesji mediacyjnych.
Joanna Hetman-Krajewska
Chciałabym poruszyć kwestię szkolenia sędziów, którzy kierują sprawę do mediacji i często kierują je w sposób nieprzemyślany właśnie w sytuacjach, kiedy spór nie nadaje się z różnych względów do mediacji. Sędziowie są często nieprzygotowani i to jest bardzo istotny problem. To środowisko również powinno być pod tym względem sprofesjonalizowane, żeby sędziowie mieli świadomość, jaka sprawa pod jakimi warunkami nadaje się do mediacji. Kierowanie do mediacji w sposób nieprzemyślany sprawy, która na etapie premediacyjnym zostanie zdyskwalifikowana przed profesjonalnego mediatora, jest tylko przedłużaniem postępowania przed sądem.
Monika Kolbus
W kwietniu 2009 roku uczestniczyłam w szkoleniu z zakresu Mediacji organizowanym w ramach doskonalenia zawodowego pracowników wymiaru sprawiedliwości i finansowanym z Europejskiego Funduszu Społecznego. Sędziowie zwracali tam uwagę na fakt, że listy mediatorów nie zawierają dokładnych danych odnośnie specjalizacji mediatorów. Poza tym listy te nie są aktualizowane. Mediatorzy podkreślali, że przesyłana im dokumentacja, dotycząca stron mediacji, zawiera jedynie dane adresowe. O wiele sprawniej przebiegałoby ustalanie terminu spotkań ze stronami, gdyby posiadali dane kontaktowe, takie jak numer telefonu. Z kolei mediatorzy, którzy nie mają wykształcenia prawniczego, pragnęliby otrzymać od sędziego wskazówki, jakie przede wszystkim zapisy powinny znaleźć się w danej ugodzie, aby bez zwłoki została ona zatwierdzona przez sędziego. Uważam, że rozwiązaniem tych problemów mogłyby być regularne spotkania mediatorów z sędziami, nawet trzy razy w roku.
Jerzy Książek
Chciałbym wrócić do list mediatorów. Dziwnym trafem na listach mediatorów w sprawach cywilnych są osoby nie przynależne do żadnego stowarzyszenia, nie wiadomo przez kogo i kiedy przeszkolone i na dzień dzisiejszy jest to też problem. Uważam, że ci ludzie działają na niekorzyść mediacji. Kto, kiedy, gdzie i dlaczego wpisał je na listy mediatorów stałych, za które odpowiadają stowarzyszenia?
Marcin Bachman
Sprawdźmy to. Może to będzie jedna z konkluzji, jaka będzie wieńczyła nasze spotkanie. W mojej praktyce nie mam do czynienia z mediacjami skierowanymi przez sąd. Nie jestem bowiem wpisany na żadną listę prowadzoną przez Prezesa Sądu Okręgowego. Jeżeli jednak istnieje taki problem, to należałoby coś z tym zrobić. Bardzo chętnie włączę się w jakąś akcję.
Marek Tulipan
Problem z listami stałych mediatorów wynika z samej ułomnej konstrukcji tej instytucji, ponieważ listę stałych mediatorów w sprawach cywilnych po prostu się zgłasza. Przesyła się ją do sądu i w tym momencie ta lista nabiera bytu sądowego. Problem polega na tym, że taką listę może przesłać jakiekolwiek stowarzyszenie. W obecnym stanie sąd nie ma możliwości formalnej weryfikacji tej listy.
Krzysztof Boszko
Największy problem to problem profesjonalizacji zawodu mediatora i braku jednolitych kryteriów dopuszczenia do tego zawodu. Nie bałbym się tutaj ingerencji państwa w tym zakresie standardu minimalnego wymaganego od mediatora. Mamy jeszcze inne czynniki, które blokują już na wejściu mediację. Pierwsza rzecz to niewydolność systemu sądowego w Polsce. Nadmiar spraw i przewlekłość postępowania powoduje, że sędziowie, prokuratorzy i policjanci mają tendencje do pozbywania się spraw. Inna sprawa to brak wiedzy społecznej o mediacji. To jest zadanie, które powinno wziąć na siebie Ministerstwo Sprawiedliwości. Trzeba też pamiętać, że bezkrytyczne przenoszenie wzorców, które się dobrze sprawdzają w innych społeczeństwach na grunt polski rokuje katastrofą. Trzeba pamiętać o temperamencie narodowym Polaków. Czasami lepsze jest rozstrzygnięcie narzucone z zewnątrz. Kolejnym problemem są fasadowe mediacje, czyli takie, poprzez które strony próbują osiągnąć inny efekt i bez rzeczywistego pojednania się próbują coś utargować. Problemem jest także zapewnienie balansu stron. To jest właśnie kwestia dostępności do profesjonalnego prawnika, czyli albo pośrednika przyznawanego z urzędu, albo prawnika-eksperta występującego przy mediatorze, w obu wypadkach finansowanego ze skarbu państwa. I włączenie systemu finansowania mediacji w system pomocy finansowej państwa dla osób, których nie stać na korzystanie z profesjonalnej pomocy prawnej, również musi być elementem systemu.
Piotr Nowaczyk
Mam wrażenie, że mediacja w Polsce jest stosunkowo młodą instytucją. Możemy mówić, że od pięciu lat zaczęła się moda na mediacje. Wytwarza się rynek studiów podyplomowych, różnych kursów, specjalizacji. Zaczyna się robić z tego interes, żeby wykorzystać tę modę, której ulegli młodzi ludzie. Nie chcę tych młodych ludzi zniechęcać, wręcz przeciwnie, ale osobiście zawsze im tłumaczę, że muszą jeszcze zaczekać, że karierę arbitra, czy karierę mediatora robi się zwykle jako karierę drugą w życiu. Najpierw trzeba być dobrym prawnikiem, adwokatem, radcą prawnym, w innych zawodach pedagogiem, czy psychologiem. Ja bym nie przesadzał z tymi programami. Do tego wszystkiego jeszcze potrzebny jest talent, a jego nie można się nauczyć. W Polsce nie ma też motywacji do tego, by mediator chciał się doskonalić w swoim zawodzie. Zwłaszcza że mediator jest u nas wynagradzany słabo. Wynagrodzenie jego wynosi nie mniej niż 30 zł, a nie więcej niż 1000 zł. Widać stąd, że nikt tak naprawdę nie robi tego dla pieniędzy. Kuszenie zyskiem i korzyściami jest złudne. Gdy mówimy o projekcie ustawy o mediatorach i mediacji, który nas tutaj zebrał, warto powiedzieć chyba wprost, czym ten dokument jest. Rozmawiałem z kilkoma członkami Społecznej Rady ds. Alternatywnego Rozwiązywania Sporów i Konfliktów przy Ministerstwie Sprawiedliwości, którzy nie znali tego projektu, nie przeczytali go dokładnie i zaprzeczali, że taki projekt był uchwalony przez ową Radę. Jak więc taki projekt mógł się znaleźć na stronach internetowych Ministerstwa Sprawiedliwości? Są dwie możliwości – albo członkowie Rady nie wiedzą, co uchwalają, albo na strony internetowe Ministerstwa Sprawiedliwości trafiają prywatne dokumenty, nie będące dokumentami Ministerstwa Sprawiedliwości.
Jerzy Książek
Ja jestem rzecznikiem prasowym Społecznej Rady, a jakoś ze mną Pan nie rozmawiał. Rozmawiał Pan z kilkoma członkami Rady, ja rozmawiałem ze wszystkimi. Część nie czytała tego projektu, Rada nad nim nie głosowała. Żeby była jasna sytuacja, projekt ten nie był brany pod uwagę jako projekt Rady i nie został nigdy powieszony na stronie Rady.
Piotr Nowaczyk
A jak do niego dotarła „Rzeczpospolita”, ogłaszając całej Polsce, że prawnicy są wyłączeni z zawodu mediatora?
Jerzy Książek
Powtarzam Panu, że Rada nie ma z tym nic wspólnego.
Marcin Bachman
Wydaje mi się, że ten projekt jest autorskim projektem dwóch członków tej Rady, nie zaś całej Rady.
Jerzy Książek
Bo to jest projekt autorski. Mieszanie w to Rady jako autora jest wielką pomyłką. Jak on się znalazł na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości, to jest sprawa Ministerstwa Sprawiedliwości. Możliwe że jednym z założeń projektu było „włożenie kija w mrowisko”. Ja myślę, że zaletą tego projektu jest to, że on nagle pokazał, że istnieje mediacja i nagle włączył do dyskusji szerokie rzesze prawników uśpionych do tej pory w sprawach mediacji.
Piotr Nowaczyk
Włączył, wyłączając ich.
Jerzy Książek
Niczego i nikogo nie wyłączył, bo to jest tylko próba, poza tym dotyczy to tylko i wyłącznie spraw karnych, którymi się w ogóle do tej pory prawnicy nie interesowali. W sprawach cywilnych prawnicy mogą dalej mediować.
Piotr Nowaczyk
Przepraszam bardzo, paragraf 4 mówi o mediatorach zawodowych, a nie o mediatorach w sprawach karnych.
Jerzy Książek
Nie, nie. Proszę przeczytać tytuł projektu. Chodzi o sprawy kierowane przez organy procesowe, czyli o sprawy sądowe. W innych sprawach, które dalej są umowne dzisiaj, prawnicy dalej prowadzić mogą mediacje w swoich kancelariach. Tyle że projekt zrobił jedną rzecz – rozpoczął dyskusję na ten temat. To, że projekt jest w pewnych aspektach ułomny, to wszyscy przecież wiemy, ale przynajmniej mamy nad czym dyskutować.
Joanna Hetman-Krajewska
Chciałabym zwrócić uwagę na próby ograniczania udziału pełnomocnika zawodowego w procesie mediacji. Nie powinno być takich ograniczeń. Są takie spory, gdzie pełnomocnik zawodowy jest konieczny, np. w sporach z dużymi korporacyjnymi podmiotami, chociażby ubezpieczycielami.
Magdalena Grudziecka
Zawodowy pełnomocnik powinien być stale obecny. On nie musi i nie zawsze powinien uczestniczyć w posiedzeniach mediacyjnych, natomiast to, że czuwa nad klientem sprawia, że strona ma większą pewność, że warunki ugody nie naruszają jej dobra i są dla strony korzystne. Współpraca mediatora z pełnomocnikiem jest dla nich dwojga korzystna. Pełnomocnik ma zadowolonego klienta i szybko zakończoną sprawę, a mediator ma pewność, że zapis ugody spełnia wszystkie wymogi formalno-prawne.
Marcin Bachman
Spotkałem się z sytuacją, gdy sąd wzywał do obowiązkowego stawiennictwa na mediacjach. Podstawowa zasada, która rządzi mediacjami, czyli dobrowolność udziału, w przypadku wyznaczania przez sąd mediatora jest od razu wypaczona. Sąd wskazuje bowiem mediatora, a przecież to strony, zgodnie z treścią artykułu 183 KPC, mają prawo wyboru mediatora. Uczestnicy nie są przy tym informowani przez sąd o tym prawie. Tak więc, już na wstępie mediacji, zasada dobrowolności oraz możności wyboru mediatora przez uczestników zostają wypaczone.
Jeszcze jedna uwaga a propos standardu wykonywania zawodu. Zgadzam się, że doświadczenie życiowe jest bardzo istotne w pracy mediatora. Moje doświadczenia z mediacjami, gdy studiowałem w California Western School of Law na programie LLM były takie, że wiedza teoretyczna, którą zdobywaliśmy w pierwszym semestrze, była od razu wykorzystywana w praktyce już w semestrze drugim. Mam na myśli praktyki, które odbywały się w sądzie, odpowiedniku polskiego sądu grodzkiego, lub w ośrodku dla nieletnich. Wydaje mi się, że jest to dobra myśl, żeby edukację mediatorów w Polsce połączyć z praktykami, które mogłyby być organizowane w porozumieniu z sądami.
Monika Kolbus
Mając status Visting Researcher na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Houston, mogłam bezpośrednio obserwować szereg mediacji prowadzonych m.in. przez mediatorów, którzy byli adwokatami. W Stanach Zjednoczonych prawnik nie jest postrzegany jako wróg mediacji, lecz raczej jako jej bezcenny sojusznik. Mediatorzy powinni mieć odpowiednie przygotowanie z zakresu prawa, aby mogli pouczyć stronę, wskazać podstawy prawne sporu i konsekwencje prawne, gdyby nie doszło do porozumienia, podać szacunkowo koszty procesu sądowego.
Krzysztof Boszko
Potrzeba uczestnictwa prawników na wielu sprawach, zwłaszcza cywilnych, czy gospodarczych, wydaje się ewidentna. W Polsce daje się mediatorowi możliwość wyłączenia profesjonalnego reprezentanta strony, co moim zdaniem jest niekonstytucyjne, bo pozbawianie strony możliwości korzystania z instrumentów, które są powszechnie prawnie akceptowane, daleko wykracza poza zagwarantowane prawa obywatelskie. Choć jest w tym zdrowa myśl – to jest kwestia zapewnienia balansu stron. Ale ten balans stron ma być zapewniony przez państwo. Powstaje pytanie, jak państwo ma zapewnić ten balans przy mediacji profesjonalnej? Otóż, jeżeli strony nie stać na zatrudnienie prawnika również w postępowaniu mediacyjnym, to jest cały system prawników reprezentujących strony z urzędu. To jest to, nad czym teraz pracujemy jako samorządy, nad czym próbuje pracować Ministerstwo i nic z tego na razie nie wychodzi. Rozbija się wszystko oczywiście o pieniądze, bo wynagrodzenia za pełnienie funkcji pełnomocnika czy obrońcy z urzędu są rażąco niskie. Druga rzecz, to zapewnienie bezpieczeństwa prawnego nie tylko stronom, ale też mediatorowi, który nie jest prawnikiem. Powinno to być zapewnione przez system finansowany skarbu państwa. Stwórzmy więc system tak, żeby te sprawy, które się w mediacji zakończą, nie trafiały w trakcie lub po zakończeniu z powrotem do sądu. Zatem przypiszmy mediatorom prawo do korzystania z prawników na koszt państwa.
Piotr Nowaczyk
Wracając do projektu – czy musimy wszystko regulować ustawą? Autorki mówią, że tak. Dlatego że mediator w rozporządzeniu Ministra Gospodarki i Pracy z 8 grudnia 2004 r. w Sprawie Klasyfikacji Zawodów i Specjalności dla Potrzeb Rynku Pracy oraz Zakresu jej Zastosowania został zaliczony do jakiejś kategorii. Dlaczego jakieś rozporządzenie o klasyfikacji zawodów dla potrzeb rynku pracy ma być inspiracją do rewolucji ustawodawczej, która na dobrą sprawę podzieliła środowisko prawnicze? Czy Społeczna Rada ds. Alternatywnego Rozwiązywania Sporów i Konfliktów nie mogła wymyśleć lepszego sposobu na promocję mediacji niż zakomunikowanie w Międzynarodowym Dniu Mediacji, że radcy prawni, adwokaci nie nadają się do wykonywania tego zawodu.
Jerzy Książek
Delikatnie Panu powiem jeszcze raz – proszę nie łączyć Rady Społecznej z tym projektem. Nie został on zamieszczony na stronie Rady. Na posiedzeniu Rada postanowiła w żaden sposób nie autoryzować tego projektu.
Piotr Nowaczyk
Proszę to ogłosić publicznie.
Jerzy Książek
Ktoś wprowadza w błąd opinię publiczną. Nie wiem, po co. Ja jestem odpowiedzialny za stronę Rady i gwarantuję Panu, że na stronie Rady nigdy czegoś takiego nie było, nie ma i nie będzie. To było na zakładce w Ministerstwie Sprawiedliwości, za co Rada nie odpowiada.
Marcin Bachman
Miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu z panią prokurator Lidią Mazowiecką, współautorką projektu ustawy. Na szereg pytań dotyczących przyczyn wyłączenia z zawodu mediatora profesjonalnych prawników, nie podała żadnej konkretnej odpowiedzi i rzeczowego uzasadnienia. Jedyną odpowiedź jaką pamiętam brzmiała: „bo tak jest lepiej, … , bo tak zapisane jest w projekcie”. Chciałbym wrócić do kwestii udziału profesjonalnych pełnomocników w mediacjach. Jest istotne, by strony uczestniczące w mediacji miały dostęp do wiedzy profesjonalnej, która może okazać się niezbędna celem kontynuowania mediacji lub przełamania impasu. Czasami jest to wiedza z zakresu ekonomii, czasami jest to wiedza z zakresu prawa. Dla mnie w sprawach mediacji rodzinnych istotne jest, by strony od swoich pełnomocników mogły uzyskać wiedzę i informacje z zakresu zasad podziału majątku czy zasad ustanawiania kontaktów z dziećmi, etc. W standardzie, z którym miałem do czynienia w przypadku mediacji w Kalifornii, w czasie mediacji mediator udostępnia każdej ze stron numer telefonu do prawnika, który świadczy usługi prawne za darmo. W takim wypadku, uczestnicy mediacji mogą w trakcie sesji mediacyjnych skonsultować się na gorąco z prawnikiem odnośnie kwestii, które w danym momencie są dla nich istotne.
Jerzy Książek
Jeżeli w sprawach rodzinnych jest sesja, a więc strony chcą sobie coś wyjaśnić, prawnik nie jest mile widziany. Strony same wiedzą, że przy prawniku nie będą do końca szczere. Mnie się bardzo dobrze z prawnikami współpracuje, ale to ja ustalam, czy będą oni w danej sytuacji potrzebni, czy nie. Ja uważam, że dobry mediator czasami jest lepszy od księdza na spowiedzi, bo nie osądza ludzi i nie zadaje pokuty. Czasami wiedza prawnicza przeszkadza, bo podaje gotowe rozwiązania.
Magdalena Grudziecka
Ważne jest to, żeby były stworzone standardy wykształcenia mediatorów. Być może dobrym pomysłem są spotkania mediatorów, którzy nie są prawnikami, z prawnikami zajmującymi się mediacją, na których można by było wspólnie coś wypracować. Dobrze by było, gdyby nie tylko prawnicy mogli o tym stanowić.
Krzysztof Boszko
Prawnicy nie aspirują do wyłączności w zawodzie mediatora, bo chociażby z przyczyn finansowych nie jest to obszar atrakcyjny dla dobrze prosperujących prawników na świecie. Natomiast pojawia się kwestia błędnego założenia, że ktoś, kto ma wykształcenie prawnicze, będzie złym mediatorem. Nie ma żadnego powodu, żeby w zakresie udziału w mediacji ograniczać tę grupę zawodową. To że prawnicy mogą być mediatorami, nie znaczy, że wszyscy mediatorzy muszą nimi być. Wiedza prawnicza jest mediatorowi niezbędna. Ale odpowiedź na pytanie, czy mediatorzy powinni być przede wszystkim prawnikami, czy nie, będzie mogła być udzielona dopiero wtedy, gdy zagwarantowany będzie standard minimum, w tym także w zakresie wiedzy prawniczej wymaganej od mediatora.
Jerzy Książek – mediator, prezes Polskiego Centrum Mediacji, rzecznik prasowy Społecznej Rady ds. Alternatywnego Rozwiązywania Konfliktów i Sporów
Magdalena Grudziecka – mediator, wiceprezes Polskiego Centrum Mediacji
Joanna Hetman-Krajewska – adwokat, radca prawny Kancelarii Prawniczej Patrimonium
Marek Tulipan – aplikant radcowski, mediator Kancelarii Prawniczej Patrimonium
Krzysztof Boszko – adwokat, arbiter i mediator, partner Firmy Adwokackiej – Łepkowski, Boszko i Wspólnicy – Spółki Partnerskiej, Sekretarz Naczelnej Rady Adwokackiej
Marcin Bachman – mediator, radca prawny z Kancelarii Radcy Prawnego Marcina Bachmana.
Piotr Nowaczyk – adwokat, mediator, partner kancelarii Salans
Monika Kolbus – doktorantka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej
11 lutego o godzinie 17:30 wideoczat na żywo z Andrzejem Olechowskim na PinoTV.pl – połączony z prezentacją nowej witryny internetowej!!!
Czat potrwa ok. godziny i będzie dostępny dla wszystkich zainteresowanych.
To doskonałe miejsce do zadawania pytań, na które nie ma możliwości i czasu w tradycyjnych mediach i wywiadach.
Aby uczestniczyć w wideoczacie, należy 11 liutego o 17:30 połączyć się z kanałem internetowej telewizji Andrzeja Olechowskiego na pinotv.pl pod adresem:
http://pinotv.pl/kanal/andrzej-olechowski
Tak to – mniej więcej – wyglądało dzisiaj:
Zmarł Prof. Krzysztof Skubiszewski. Wybitny Poznaniak. Od zawsze związany z Poznaniem i Wielkopolską. Wybitny prawnik. Autorytet w dziedzinie prawa międzynarodowego publicznego. Wielki autorytet moralny dla pokoleń prawników.
Ur. 8 października 1926 r. w Poznaniu zm. 8 lutego 2010 r. w Warszawie.
Ukończył studia na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Uniwersytetu Poznańskiego. Obronił doktorat i habilitację. Uzyskał tytuł naukowy profesora, specjalizował się w zakresie prawa międzynarodowego. Wykładał we Francji, USA, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii, publikował prace naukowe i opracowania, był współautorem podręcznika do prawa międzynarodowego Prawo międzynarodowe publiczne. Zarys wykładu. Był członkiem-korespondentem PAN i pracownikiem naukowym Instytutu Nauk Prawnych PAN.
W latach 1981–1984 wchodził w skład Prymasowskiej Rady Społecznej, a w okresie 1986–1989 był członkiem Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa PRL, Wojciechu Jaruzelskim. Działał w “Solidarności” oraz w Wielkopolskim Klubie Politycznym “Ład i Wolność”.
13 września 1989 został powołany na stanowisko ministra spraw zagranicznych w gabinecie Tadeusza Mazowieckiego. Utrzymał tę tekę w kolejnych gabinetach – Jana K. Bieleckiego, Jana Olszewskiego, Waldemara Pawlaka i Hanny Suchockiej (do 25 października 1993). 14 listopada 1990 wraz z Hansem-Dietrichem Genscherem podpisał układ graniczny między Polską a Niemcami, gwarantujący uznanie przez RFN granicy na Odrze i Nysie. W okresie jego urzędowania zapoczątkowane zostały rokowania dotyczące członkostwa RP w NATO. Negocjował także zawarty 17 czerwca 1991 traktat polsko-niemiecki o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.
Po odejściu z rządu został przewodniczącym Trybunału Rozjemczego USA-Iran oraz sędzią ad hoc Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.
Otrzymał tytuły doktora honoris causa kilku uniwersytetów, odznaczony najwyższymi orderami polskimi i międzynarodowymi, w tym Orderem Orła Białego (7 grudnia 1999) i Krzyżem Zasługi Republiki Federalnej Niemiec.
Wspólnie z Hansem-Dietrichem Genscherem był laureatem nagrody ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec, ustanowionej w 1993. W 2005 został uhonorowany polsko-niemiecką nagrodą Pomerania Nostra, przyznawaną ludziom szczególnie zasłużonym dla Pomorza Zachodniego i Przedniego w jednej z trzech dziedzin: sztuce, nauce lub polityce.
13 listopada 2009 “w uznaniu wybitnych zasług dla polskiej służby zagranicznej i dorobku naukowego na arenie międzynarodowej” minister Radosław Sikorski nadał mu Odznakę Honorową “Bene Merito”
Pociąg osobowy – rozmowa Piotra Pacewicza z Wiktorem Osiatyńskim.Na świecie jest więcej wielkich kobiet niż mężczyzn – wielkich duchem i siłą woli. Niestety nie widać ich w sferze publicznej.
Demokracja nie sprzyja walce o prawa człowieka – w społeczeństwie totalitarnym każdy mógł paść ofiarą łamania praw człowieka, w demokracji tylko mniejszości.
71 spośród 108 czyli 76% nominowanych w dniu 5 lutego 2010 r. sędziów to kobiety (poprzedni wskaźnik z lipca 2009 r. 67%). Feminizacja zawodu sędziego utrwala się i postępuje. To bardzo źle. Nalezy podjąć społeczną akcję nakazującą Prezydentowi nominowanie sędziów według parytetu płci (może Partia Kobiet by taką akcję zainicjowała ? ).
Sfeminizowanie zawodu sędziego zaprzecza tezom środowisk feministycznych, że większy udział kobiet w polityce jest uzasadniony i przyczyni się do poprawienia jej jakości. Skoro w obszarze “trzeciej władzy” wskaźnik udziału kobiet przekracza już rozsądne granice i zbliża się do 70% (w ostatnich nominacjach, bo w poprzednich było więcej) – to czas najwyższy zastanowić się, czy feminizacja zawodu sędziego nie jest przypadkiem jedną z przyczyn bardzo złej oceny sądów i sędziów przez opinię publiczną i obniżającego się poziomu orzecznictwa sądowego powodującego przegrywanie przez Polskę kolejnych procesów w Starsburgu ?
Teza niepoprawna politycznie – ale powinna zostać socjologicznie zbadana.
Srodowisk feministycznych i tak się nie zadowoli, feminoteka – portal poświęcony prawom kobiet narzeka, że za mało jest kobiet w Sądzie Najwyższym i Trybunale Konstytucyjnym:
Z danych zebranych przez Feminotekę na potrzeby Kongresu Kobiet możemy się dowiedzieć, iż w sądownictwie kobiety przeważają wśród sędziów, prezesów i wiceprezesów sądów, zwłaszcza w sądach niższego szczebla. Potwierdza się jednak zasada, że im wyższe stanowisko, tym kobietom trudniej je zajmować; kobiety stanowią bowiem zdecydowaną mniejszość wśród sędziów Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego. Najbardziej sfeminizowany jest okręg włocławski, gdzie na 91 sędziów aż 63 to kobiety.
To nieco napawa optymizmem, skoro sędziowie sami decydują o sobie a mimo to ponad 70% kobiet w sądownictwie nie zapewnia kobietom awansów, to znaczy, że panie zachowały resztki rozsądku.















































